• facebook
  • rss
  • Enklawy po PRL-u

    ks. Piotr Sroga

    |

    Posłaniec Warmiński 08/2016

    dodane 18.02.2016 00:00

    Jedną z najbardziej zubożałych grup są emeryci i renciści. W trudnej sytuacji są także bezrobotni.

    Główny Urząd Statystyczny opublikował najnowsze dane dotyczące ubóstwa w Polsce. Według nich około 2,8 mln Polaków żyje w skrajnej biedzie, a 4,6 mln poniżej granicy ubóstwa. Te dane są tym bardziej szokujące dla nas, że największa liczba osób biednych zamieszkuje województwo warmińsko-mazurskie.

    Młodzi uciekają

    – Możemy szukać wielu przyczyn tego zjawiska, ale niewątpliwie wpływ na obszary biedy ma przeszłość, w której na naszych terenach istniały Państwowe Gospodarstwa Rolne. I nie chodzi tylko o to, że po przemianach ustrojowych wszystkie upadły, ale także o istnienie pewnej roszczeniowej mentalności wśród wielu ludzi. Trudno im było przestawić się na nowe myślenie, zakładające kreatywność i własną inicjatywę – wyjaśnia socjolog Artur Banach. To nie jest jednak jedyna przyczyna tej sytuacji. W osiedlach popegeerowskich rodzą się kolejne pokolenia, dla których opowieści starszego pokolenia o dodatkach i premiach za wzrost produkcji, o węglu przed sezonem grzewczym czy koloniach dla dzieci brzmią nieprawdopodobnie. W roku 2000 grupa naukowców z UWM w Olsztynie pod kierunkiem prof. Butrym-Kawczyńskiej przeprowadziła wieloaspektowe badania socjologiczne osiedli popegeerowskich. Wśród wielu wniosków jeden wydaje się ważny dla obecnej sytuacji mieszkających w nich ludzi. Stwierdzono, że osoby zamieszkujące tereny dawnych PGR-ów są zamknięte w enklawach, z których trudno się wyrwać. Przykładem jest choćby komunikacja z większymi ośrodkami miejskimi. W wielu wioskach zlikwidowano lub zmniejszono kursy autobusów, co wpływa negatywnie choćby na możliwość podjęcia pracy poza miejscowością zamieszkania. – Dzisiejsza rzeczywistość byłych pracowników PGR-ów i ich rodzin jest często dramatyczna. Osiedla i wioski wyludniają się i kto może, wyjeżdża za granicę. Zostają starsi, schorowani albo ci, którzy nie mają żadnych szans na pracę w Niemczech, Holandii czy Wielkiej Brytanii – mówi A. Banach.

    Bezrobotni i bieda

    Dane ogłoszone przez GUS wskazują, że ubóstwem zagrożone są przede wszystkich osoby bezrobotne i ich rodziny. Na terenie województwa warmińsko-mazurskiego u tych rodzin odnotowano aż 18 proc. skrajnego ubóstwa. Praca jest gwarantem przyzwoitego bytowania. Statystyki pokazują bowiem tę zależność w przypadku rodzin posiadających pracę – tylko 5 proc. spośród nich dotyka ubóstwo. Istnieje także grupa rencistów i emerytów, oraz osób utrzymujących się z pobierania świadczeń społecznych. Wśród pierwszych skrajne ubóstwo dotyka 21 proc., natomiast w drugiej grupie – aż 28 proc. osób. Na tle całego kraju Warmia i Mazury odznaczają się największym współczynnikiem ubogiej ludności – 15 proc. Raport GUS może nie zaskakuje, bo dane te potwierdzają tylko obraz rzeczywistości, której można doświadczyć na co dzień. Te liczby jednak nie oddają ludzkich dramatów i sytuacji, które należałoby zmienić. W działania na rzecz wydobycia dotkniętych biedą osób angażują się różne podmioty administracji państwowej, fundacje, stowarzyszenia oraz Caritas Archidiecezji Warmińskiej. – Działalność punktów Caritas w archidiecezji nie ogranicza się jednak tylko do wydawania zupy i ubrań. Można skorzystać także z pomocy lekarzy wolontariuszy, psychologów, doradców zawodowych – mówią pracownicy Caritas. Jej działalność kojarzy się najczęściej z Olsztynem i akcjami, które odbywają się w większych miastach. Ważnym elementem struktury pomocy jest jednak działalność wolontariuszy w terenie. Wiele osób społecznie zajmuje się pomocą najuboższym i dociera do tych najbardziej potrzebujących.

    Czyny miłosierdzia

    Przykładem takiej działalności jest oddział w Srokowie, w którym na barkach kilku osób spoczywa troska o szukających wsparcia z terenu kilku miejscowości. – Nie narzekamy na brak pracy. Dużo miejscowości jest dotkniętych biedą, żyjemy na terenach popegeerowskich. Kiedyś PGR-y zapewniały ludziom wszystko, a po przemianach ustrojowych wielu nie odnalazło się w nowej rzeczywistości – wyjaśnia Wiesław Banach z Parafialnego Koła Caritas w Srokowie. Lista osób, którym pomaga parafia, jest imponująca – liczy ponad 1000 nazwisk. Przyjeżdżają potrzebujący z całej gminy, głównie po żywność. Rocznie parafia rozprowadza ponad 50 ton produktów spożywczych. Z pracą na tych terenach jest kiepsko. Jedynymi pracodawcami są nadleśnictwo, urząd gminy i krawcowa. Ludzie szukają zatrudnienia w Kętrzynie i Węgorzewie, a większość młodych wyjechała za granicę. – Ten rejon jest dla nas, młodych ludzi, bez przyszłości. Obroniłam magisterkę i jestem osobą bezrobotną. Na wyjazd nie mogę sobie pozwolić z przyczyn osobistych. Ale nie tracę nadziei – mówi Marta. Ona także korzystała z pomocy Caritas w Srokowie. Gdy zmarła jej mama, przejęła opiekę nad młodszym rodzeństwem. Było im wtedy trudno, ale znaleźli się dobrzy ludzie.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół