• facebook
  • rss
  • Żyłem, bo chciałeś...

    ks. Piotr Sroga

    |

    Posłaniec Warmiński 09/2016

    dodane 25.02.2016 00:00

    Rocznica urodzin ks. Barczewskiego. Jest znany jako proboszcz z Brąswałdu, gdzie służył przez 34 lata. Zostawił jednak po sobie także dorobek piśmienniczy, w którym utrwalone zostały warmińskie zwyczaje i tradycje.

    Wielcy ludzie zostawiają ślady, które można zauważyć nawet po stu latach. Tak też jest z ks. Walentym Barczewskim, Warmiakiem walczącym o polskość, pomimo niesprzyjających warunków geopolitycznych. To właśnie na jego cześć nazwano jedno z miasteczek na Warmii – Barczewo, a w Olsztynie znajduje się ulica nosząca jego nazwisko. W tym roku przypadła 160. rocznica urodzin tego wielkiego kapłana, Warmiaka i Polaka.

    Milion cegieł

    W neogotyckim kościele pw. św. Katarzyny, który wraz z parafianami wybudował ks. Walenty, celebrowano Mszę św. w jego intencji. Na konsekrowaną w roku 1897 świątynię zużyto ponad milion cegieł, transportowanych przez okolicznych gospodarzy furmankami. Kościół, niemy świadek wieloletniego duszpasterzowania warmińskiego księdza, gościł przedstawicieli władz samorządowych i państwowych, społeczników i akademików. Eucharystii przewodniczył abp Józef Górzyński, a w koncelebrze uczestniczyli obecny proboszcz brąswałdzki ks. Stanisław Tkacz i proboszcz rodzinnej parafii warmińskiego kapłana – ks. Leszek Kuriata z Bartąga. – Niezależnie od tego, jakie będą czasy i jacy będą ludzie, zawsze pozostaje to samo wezwanie: zachowanie Bożego porządku. Tym charakteryzowali się biblijni prorocy i wielcy ludzie różnych czasów. Ksiądz Walenty Barczewski jest osobą, która żyła wedle Bożego porządku i wzywała do jego zachowania – mówił w homilii abp Górzyński. W ramach uroczystości nawiedzono także na pobliskim cmentarzu grób brąswałdzkiego proboszcza, gdzie złożono kwiaty i odmówiono wspólną modlitwę. Na zakończenie odbyła się konferencja, podczas której dr Jan Chłosta i Robert Pieczkowski przybliżyli postać ks. Barczewskiego.

    Gdy Walentek poszedł do szkoły

    Historia życia ks. Walentego rozpoczęła się w Jarotach, będących w tamtych czasach oddzielną wioską. Dziś jest to jedna z dzielnic Olsztyna. 10 lutego 1856 r. przyszedł na świat w warmińskiej rodzinie pierworodny chłopiec, któremu nadano imię Walenty. We wspomnieniach najbliższych zachował się obraz dziecka żywego, dowcipnego, mądrego i kochanego przez wszystkich. W swojej monografii na temat ks. Barczewskiego („Niezwykły proboszcz z Brąswałdu”) dr Chłosta pisze o szczególnej roli, jaką odegrał w edukacji Walentego jego dziadek Jakub. „Małemu wnukowi, ciekawemu świata, naopowiadał całe kopy bajek, legend i przysłów, które ponoć sypały mu się jak z rękawa. Nic dziwnego, że polubił je Walentek i posługiwał się nimi chętnie – nawet jako ksiądz. Gdy Walentek poszedł do szkoły, nie umiał ani jednego słowa po niemiecku”. Niewątpliwie te rodzinne tradycje znalazły swoje odzwierciedlenie w „Kiermasach” autorstwa ks. Barczewskiego, które opisywały odpust w Bartągu.

    Jak Mickiewicz

    – Ksiądz Barczewski wyrastał w polskiej rodzinie, zakorzenionej na tych terenach od 300 lat. W odróżnieniu od wielu Warmiaków, nigdy nie zatracił polskiej mowy ani przywiązania do rodzinnej tradycji. Mało tego – dzięki studiom jeszcze ją wzbogacił – mówi dr Jan Chłosta. Ksiądz Walenty studiował w Chełmnie, Braniewie, a także w bawarskim Eichstätt. To ostatnie miejsce było miejscem studiów 34 warmińskich alumnów, którzy przenieśli się tam po zamknięciu seminarium w Braniewie. Dr Chłosta upatruje w pobycie na obczyźnie inspiracji do napisania „Kiermasów” i porównuje tę sytuację do powstania „Pana Tadeusza” podczas emigracji Adama Mickiewicza. – Zapewne z nostalgii do swojej ziemi rodzinnej napisał pierwszą wersję „Kiermasów Warmińskich”. Były to wspomnienia z dzieciństwa, kiedy to należał do rozległej parafii bartąskiej. Opisał tradycje i obyczaje rodzinne, które były tak bardzo wrośnięte w kalendarz liturgiczny Kościoła katolickiego. Jest tam wiele odniesień do wydarzeń na Warmii – mówi olsztyński historyk. Okazuje się, że Niemcy nie mają takiego opisu obyczajów warmińskich. Ta walka o polskość na Warmii objawiała się także w trosce o nauczanie religii w języku polskim. Jako duszpasterz w Butrynach, Biskupcu, Wielbarku, Brąswałdzie dbał o to, rozumiejąc swoje działanie jako wkład w poszerzenie grona polskiej inteligencji. Tym bardziej było to trudne zadanie, że jego praca duszpasterska przypadła na schyłek kulturkampfu. Sytuacja Warmiaków świadomych polskiego pochodzenia nie była łatwa. Władze pruskie nieustannie walczyły z przejawami polskości i utrudniały życie tym, którzy podkreślali swoje polskie korzenie.

    Walka o język

    – W Brąswałdzie dokuczał ks. Barczewskiemu inspektor szkolny August Spohn. Aby uniknąć ingerencji z zewnątrz w sprawie używania języka polskiego, ks. Barczewski zarządził przeprowadzenie parafialnego referendum na temat obecności języka polskiego w kościele – mówi dr Chłosta. W roku 1895 wykorzystał rozdzielenie wśród parafian kartek do wielkanocnej spowiedzi, na których zadano pytanie: „Jakim mówisz językiem?”. Postawiono właściwie trzy pytania: Jak rozmawiacie w domu rodzinnym na co dzień: po polsku czy po niemiecku? Jakim językiem chętniej się posługujecie lub lepiej rozmawiacie? W którym języku wolicie słuchać kazań? Parafianie na kartkach do spowiedzi wpisywali literkę „p” lub „n”, co określało język polski lub niemiecki. Była także możliwość wpisania obydwu liter, jeśli posługiwano się obydwoma językami w jednakowym stopniu. – Na podstawie odpowiedzi ks. Barczewski zobaczył, że na 1524 parafian – 956 posługiwało się językiem polskim, a 422 niemieckim. Obydwoma językami władało 146 parafian. Do tych wyników referendum dołączył własny komentarz, w którym stwierdził, że dzieci pochodzące z polskich rodzin nauczane są w szkole po niemiecku, co było krzywdzące dla nich, bo po zakończeniu nauki rozmawiały po polsku – mówi olsztyński historyk.

    Dwa kazania

    Proboszcz brąswałdzki postanowił więc, aby nabożeństwa były odprawiane w poszczególnych językach według proporcji obydwu narodowości zamieszkujących parafię – dwie trzecie Polaków i jedna trzecia Niemców. Postanowienie ks. Braczewskiego spotkało się ze sprzeciwem władz pruskich i były sprzeczne z dekretem biskupa, w którym ustalono, że kazania niemieckie miały być głoszone w pierwsze, trzecie, piąte niedziele miesiąca i we wszystkie święta patronalne oraz wiele innych uroczystości. Język polski mógł być używany tylko w drugą i piątą niedzielę miesiąca. Ksiądz Braczewski nie złamał wydanego dekretu, jednak po kazaniu niemieckim wygłaszał je także w języku polskim. Ta historia pokazuje gorliwość warmińskiego księdza w walce o polskość, choć jest to tylko jeden z wielu elementów jego życia, gdzie ta troska się urzeczywistniała. Był przecież nie tylko kapłanem, ale także pisarzem, działaczem społecznym i posłem.

    Kaczka i kuch po warmińsku

    O ks. Walentym mówił także Robert Pieczkowski, wnuk brata warmińskiego kapłana. Choć nie pamięta osobiście ks. Barczewskiego, bo urodził się dwa lata po jego śmierci, to jednak zna wiele opowieści o jego życiu, które przekazali mu rodzice i najbliższa rodzina. – Moi rodzice mówili mi o malowidłach w brąswałdzkim kościele. Można tam zobaczyć na przykład postać św. Jana Kantego, który ma twarz ks. Walentego. Święty Florian ma natomiast rysy nauczyciela i organisty z tamtych lat. Jest także św. Kazimierz, trzymający księgę z nutami pieśni „Boże, coś Polskę” – mówi R. Pieczkowski. Ksiądz Walenty dbał o polskie elementy nawet w polichromii kościelnej. W ten sposób świątynia w Brąswałdzie jest świadectwem walki o polskość w czasach pruskich. Wśród wspomnień są także bardzo osobiste przekazy. – Siostra księdza opowiadała między innymi, że „Walentek lubił drób, a szczególnie pieczoną kaczkę”. Lubił też „kuch” warmiński – placek drożdżowy z wisienką lub z makiem. Wspominała również, że miał żywe i wesołe usposobienie. W młodości był bardzo przystojny, znakomicie jeździł konno i świetnie tańczył. A czasem dodała, że dobrze grał w karty – mówi Robert Pieczkowski. Te wspomnienia ukazują człowieka, który żył wśród swojego ludu warmińskiego, żyjąc jego życiem. Ksiądz Walenty Barczewski zmarł 28 maja 1928 r. w wieku 73 lat i w 45. roku kapłaństwa. Parafianie postawili na grobie proboszcza posąg Chrystusa Dobrego Pasterza. Na nagrobku wyryto, zgodnie z życzeniem ks. Walentego, cytat ze św. Augustyna: „Żyłem, bo chciałeś. Umarłem, bo kazałeś. Zbaw mnie, bo możesz!”.•

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół