• facebook
  • rss
  • Potrzebujemy oddechu wiary

    dodane 24.03.2016 00:00

    O tym, czemu powołanie jest wtórne, i dlaczego dla modlitwy warto 
zmienić tryb życia z ks. Krzysztofem Sarzałą, ojcem duchownych WSD „Hosianum”, 
rozmawia ks. Piotr Sroga.


    Ks. Piotr Sroga: Jest Ksiądz od kilku miesięcy ojcem duchownym w Warmińskim Metropolitarnym Seminarium Duchownym „Hosianum” w Olsztynie. Jakie jest Księdza zadanie?


    Ks. Krzysztof Sarzała: Chodzi właściwie o formowanie dusz. Jest ono podobne do tego w duszpasterstwie, a może nawet łatwiejsze, w pewnym sensie, bo klerycy mają na ogół silniejszą motywację, są zdyscyplinowani i zorganizowani. Poświęcają przecież cały czas na formację duchową i intelektualną. Dlatego właśnie mogę powiedzieć, że jest łatwiej – ze względu na większą współpracę tej drugiej strony. Choć są jednocześnie pewne trudne do pokonania schematy.

    Jednym z nich jest przekonanie, że kleryk w momencie wstąpienia do seminarium jest już prawie doskonały i sześć lat spędza potem na utrwaleniu tej doskonałości. A w momencie święceń kapłańskich jest już niemal kompletny. Jeśli pojawia się taka postawa, nie pozwala się alumnowi osobowościowo rozwinąć. Zauważa się wtedy działanie zachowawcze, które sprowadza się do tego, by nie przekroczyć regulaminu, nie robić nikomu problemu i samemu nie mieć problemów.


    Na czym więc polega dojrzała postawa kandydata do kapłaństwa w czasie pobytu w seminarium?


    Chodzi przede wszystkim o szczerość. Trzeba na początku zobaczyć siebie w prawdzie i zadać sobie pytanie o to, jaka jest moja wiara i czy w ogóle mam w sobie wiarę dojrzałą.


    Czy są jakieś narzędzia pomagające rozpoznać prawdziwe powołanie?


    Ja zwracam uwagę na znaki, jakie daje Bóg. Chodzi o zdarzenia i konkretne fakty w życiu kleryka. One bowiem obiektywizują myśli, rozważania, pragnienia, chęci. W Piśmie Świętym słowo Boże jest słowem nie tylko w tym sensie podstawowym, ale także określa wydarzenie. Hebrajskie „dabar” oznacza także rzecz lub fakt. Dlatego trzeba być wrażliwym na obecność Boga w historii swego życia.


    Czy istnieje idealny wzorzec kapłana?


    W tym momencie podkreśliłbym prymat wiary indywidualnej nad powołaniem. Powołanie jest wtórne. Najważniejsze jest spotkanie i poznanie Jezusa Chrystusa. Człowiek, który to zrobi, jednocześnie odpowiada miłością na zakochanie Jezusa w nas. Żeby być dobrym kapłanem, trzeba mieć żywą i dojrzałą, zbawczą wiarę.


    W życiu kapłańskim jest często wiele aktywizmu, zadań i wyzwań, które wciągają księży. Jak w takiej sytuacji zachować tę żywą wiarę?


    Problem może wiązać się z tym, że życie w seminarium jest nieco sztuczne. Choćby godziny modlitw i praktyk religijnych. Trudno sobie wyobrazić, żeby ten rytm został zachowany w życiu parafialnym. Po święceniach przychodzi zderzenie z rzeczywistością. Dlatego najważniejszą rzeczą jest dbałość o modlitwę, dla której trzeba często zmienić tryb życia.


    Ale przecież ksiądz się ciągle modli. Odprawia Msze św. i prowadzi nabożeństwa. Czy to nie jest modlitwa?


    Idealnie byłoby, gdyby w tych momentach ksiądz modlił się także osobiście. My często celebrujemy liturgię, przewodniczymy nabożeństwom i myślę, że bardzo łatwo jest zatrzymać się wtedy na poziomie zewnętrznym. Natomiast dla rozwoju duchowego potrzebujemy osobistego kontaktu z Bogiem. Jezus odchodził często na miejsca pustynne i się modlił. Potrzebujemy modlitwy, która jest oddechem wiary.
Drugim warunkiem żywej wiary, według mnie bardzo ważnym, jest zakorzenienie w jednej z kościelnych wspólnot. Trudno jest dziś utrzymać kapłaństwo i rozwijać je w formule ogólnej. Uważam, że niezbędny jest kontakt z jedną z małych wspólnot, a mamy ich w Kościele wiele: neokatechumenat, Odnowa w Duchu Świętym, Kościół Domowy i inne. Uczestni-
ctwo w takiej mniejszej rzeczywistości pozwala nie być anonimowym i nie odgrywać jedynie roli stróża prawa i moralności. W przeciwnym bowiem razie pozostajemy sami, a samemu to można tylko zgrzeszyć. Wspólnota jest natomiast namiastką Kościoła. Wiara pochodzi od Kościoła jako wspólnoty. W nim się ją nabywa i rozwija.


    Powtarza się często tezę o kryzysie Kościoła i postępującej sekularyzacji. Jakie niebezpieczeństwa czekają w tym kontekście na kapłanów?


    Największym niebezpieczeństwem, jakie zauważam, patrząc na młodych księży, jest utrata entuzjazmu dla sprawowanej misji. Dzieje się to, kiedy ksiądz ograniczy się tylko do wykonywania obrzędów i załatwienia spraw urzędowych w kancelarii. Kiedy nie ma pasji duszpasterskiej, nie zastąpi jej byle jakie hobby, na które poświęca się dużo czasu, energii i pieniędzy. Dlatego tak ważne jest zachowanie pasji do bycia prezbiterem, której najważniejszym momentem jest głoszenie słowa. To ono zwołuje ludzi, a potem jest celebrowane w Eucharystii jako zwycięstwo Chrystusa nad słabością i grzechem w człowieku. Bardzo mnie poruszają słowa św. Pawła: „Biada mi, gdybym nie głosił”.


    Naturalną jednak sytuacją jest opadnięcie tego początkowego entuzjazmu. Jak sobie z tym radzić?


    To jest tak, wydaje mi się, jak w małżeństwie. Miłość fascynacji przechodzi w miłość przywiązania. Jest wtedy spokojniejsza i łagodniejsza. Gorliwość można zachować natomiast poprzez żywy kontakt z Kościołem, który urzeczywistnia się w małej grupie, w małych wspólnotach. Jeśli w parafii nie ma żadnej takiej wspólnoty, wtedy dobrze jest, jeśli ksiądz znajdzie sobie jakąś poza nią. Chodzi także o ważną rolę świeckich wobec kapłanów. Jestem związany z neokatechumenatem i wiele razy doświadczyłem entuzjazmu wiary ludzi świeckich, który mnie zawstydził. Na pewnym etapie, w naszej wspólnocie, ludzie przychodzą w Adwencie i Wielkim Poście na poranne modlitwy przed pracą. Zaczynają się modlić o 5.20. Tak było na Jarotach. Miałem sypialnię nad salą, gdzie się zbierali i nie mogłem sobie spokojnie spać, słysząc ich modlitwę. A robili to w wolności i z prawdziwym entuzjazmem.•


    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół