• facebook
  • rss
  • To jest również nasz dramat

    Krzysztof Kozłowski

    |

    Posłaniec Warmiński 13/2016

    dodane 24.03.2016 00:00

    – Kłamstwo pokazuje pewien stosunek do innych. Kto kłamie, ten nie szanuje drugiego człowieka. Kto kłamie, ten poniża drugiego człowieka. 
A kto z kłamstwa uczynił pewien system, ten po prostu gardzi drugim człowiekiem – mówił abp Edmund Piszcz.

    Ta zbrodnia miała nigdy nie wyjść na jaw. Sowieci robili wszystko, by tysiące morderstw zostały przypisane Niemcom. To były lata kłamstwa katyńskiego, upokorzenia rodzin, które straciły bliskich.


    Kłamstwo lub milczenie


    Prawda aż do upadku komunizmu w Polsce była ukrywana przez władze. – Choć tak naprawdę już od 1943 r. zebrane dokumenty nie budziły wątpliwości, kto stoi za zbrodnią katyńską. Nie były znane inne miejsca kaźni ofiar decyzji z 5 marca 1940 r., ale o zbrodni Sowietów wiedziano. Co nie oznacza, że strona sowiecka (i później przez długie lata rosyjska) nie miała (i czasem do tej pory nie ma) problemów z przyznaniem się do tej zbrodni i ujawnienia wszystkich jej szczegółów. Przecież ciągle nie znamy wszystkim miejsc pochówków. Nie znamy pełnych list pomordowanych – mówi dr Waldemar Brenda z olsztyńskiej delegatury IPN.
Ciągle otwarte pozostaje pytanie, czy wszyscy zostali zamordowani tzw. strzałem katyńskim w tył głowy. – Znamy przekazy mówiące o tym, że cześć elity polskiej została utopiona. Choć o zbrodni katyńskiej wiedziano od momentu jej ujawnienia przez Niemców w 1943 r., to ze względów politycznych przez dziesięciolecia sprawa była zakłamywana przez stronę radziecką i polskich komunistów – zaznacza dr Brenda.
Kłamstwo katyńskie stało się fundamentem Polski komunistycznej. – Mam w swoich zbiorach encyklopedię z lat 60. XX w., gdzie jest mowa o Katyniu jako zbrodni Niemców. W encyklopedii z lat 80. w ogóle nie ma wzmianki o tym miejscu. Stosowano więc dwie metody zakłamywania: bądź podawanie fałszywych informacji, bądź milczenie na ten temat – dodaje.


    Żeby nikt nie był anonimowy


    Inicjatorami utworzenia Stowarzyszenia Rodzina Katyńska w Olsztynie byli ks. Julian Żołnierkiewicz, Danuta Wydmuch oraz środowiska AK, Sybiraków oraz Towarzystwo Miłośników Wilna i Ziemi Wileńskiej. 21 marca 1991 r. w Sądzie Wojewódzkim w Olsztynie zarejestrowano stowarzyszenie. – Mój dziadek, Władysław Marceli Linsenman, który był oficerem Wojska Polskiego, został zamordowany w Charkowie – mówi Barbara Gawlicka, przewodnicząca stowarzyszenia. – Przez wiele lat temat Katynia był zakazany na lekcjach historii. Nawet w domach o tym nie mówiono. A jeśli już ktoś wspomniał o zbrodni Sowietów, to dzieci miały zakaz rozmawiania o tym z rówieśnikami, bo to mogło się skończyć szykanami ze strony władz. Takie obawy były i w naszej rodzinie. Babcia nigdy nie rozmawiała na temat dziadka. Mój ojciec też bał się o tym mówić. Wiedział dobrze, jakie groziły za to represje.
Dzieci pomordowanych miały trudne życie. – Pamiętam lata 80. ubiegłego wieku, kiedy pojawiła się podziemna prasa, krążyły publikacje o Katyniu. Kiedy przyniosłam jedną z nich do domu, ojciec powiedział mi, co się stało z dziadkiem, że został zamordowany na Wschodzie. I kazał mi te publikacje szybko wynieść z domu. W szkole o Katyniu nikt nie mówił. I dalej to kłamstwo funkcjonuje w Rosji – uważa Barbara Gawlicka.
Pani Barbara była w Charkowie wraz z ojcem na otwarciu cmentarza. – Niesamowite wrażenie... Te mogiły. I to poczucie, że w końcu mogłam być na grobie dziadka, chociaż dokładnie nie wiem, w którym miejscu spoczywa – przyznaje. Tłumaczy, że bardzo ważnym aspektem działalności stowarzyszenia jest przekazywanie historii młodemu pokoleniu. – Chcemy upamiętniać ofiary katyńskie, żeby żadna z zamordowanych osób nie była anonimowa – wyjaśnia.


    Pytano o obrączkę


    Na uroczystościach obecnych było wielu gości. Przedstawiciele stowarzyszenia, władze lokalne i młodzież. – Wspominając Katyń, musimy pamiętać, że obok tego dramatu, który przeżyli wasi ojcowie, dziadkowie, to jest również nasz dramat. Bo byliśmy przez dziesięciolecia okłamywani. Wiemy, że Katyń otaczano nie tylko tajemnicą, ale nade wszystko kłamstwem. A kłamstwo jest nie tylko przeciwieństwem prawdy, ale jest również pewnym stosunkiem do drugiego człowieka. Kto kłamie, ten nie szanuje drugiego człowieka. Kto kłamie, ten poniża drugiego człowieka. A kto z kłamstwa uczynił pewien system, ten po prostu gardzi drugim człowiekiem. I tego doświadczyliśmy. Gdziekolwiek w minionych czasach chcieliśmy uczcić Katyń, kończyło się to aresztowaniami i prześladowaniem. A jednak pamięć przetrwała – mówi abp Edmund Piszcz.
Wspomina spotkanie z Ewą Solską, której ojciec, mjr Adam Solski, został w Katyniu zamordowany i do ostatniej chwili pisał pamiętnik. Miał kalendarzyk i w nim zapisywał kolejne wydarzenia, włącznie z dojściem do lasu katyńskiego. Te zapiski zachowały się. Zostały znalezione w dole śmierci. „9 IV, piąta rano. Od świtu dzień rozpoczął się szczególnie. Wyjazd karetką więzienną w celkach (straszne!). Przywieziono nas gdzieś do lasu; coś w rodzaju letniska. Tu szczegółowa rewizja. Zabrano zegarek, na którym była godzina 6.30. Pytano mnie o obrączkę. Zabrano ruble, pas główny, scyzoryk...”. Kilkadziesiąt minut później Adam Solski został rozstrzelany.
– Droga Rodzino Katyńska, dziękuję za to, że pamięć o tych bohaterach jest przez was podtrzymywana. Brat mojego ojca, Stanisław Piszcz, oficer, też zginął w Katyniu – mówi abp Piszcz.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół