• facebook
  • rss
  • Dlaczego nie prostą drogą

    Krzysztof Kozłowski

    |

    Posłaniec Warmiński 15/2016

    dodane 07.04.2016 00:00

    – Człowiek, wychodząc ze spotkania, pragnie być lepszym niż był, gdy na nie przyszedł. Nie ma nic piękniejszego – uważa pani Danuta.

    Kiedy przyjrzymy się opisowi stworzenia świata w Piśmie Świętym, przeczytamy tam: „Bóg rzekł: Niech się stanie światłość”, później: „Niech ziemia wyda rośliny zielone” i w końcu: „Uczyńmy człowieka na Nasz obraz, podobnego Nam...”. Co dnia po tych słowach komentarz: „I stało się tak” (Rdz. 1, 3-31). Słowo jest narzędziem tworzenia. Czy my również potrzebujemy słowa, by wszystko wokół nas ożyło, by ożyła i nasza dusza? Jeśli tak, to gdzie to ożywcze słowo jest? A jeśli dusza nasza tęskni za ożywieniem, gdzie może je odnaleźć?


    Kolejne odkrycie


    Na co dzień człowiek uwikłany jest w swoje życie. Dzieci trzeba ogarnąć, zadbać o dom, zmienić samochód, pokój odmalować, do pracy pójść... Myśli nasze nie szukają Prawdy, lecz krążą wokół trosk. Bo przecież jeśli sami o to wszystko nie zadbamy, kto nam pomoże? Jednak są chwile, niekoniecznie dramatyczne czy związane z cierpieniem, kiedy Bóg nieśmiało puka do naszych drzwi, jak zawsze ze zbawienną propozycją...
– Zaczęło się od ciekawości – zagaja Jacek Bojarowicz. – Takiego naturalnego odruchu ludzkiego. W pewnym momencie słowo Boże wzbudziło we mnie ciekawość, bo odkryłem, że ono odnosi się do mnie. Poza tym uświadomiłem sobie, że niewiele z niego rozumiem. Czy ja je w ogóle dobrze rozumiem? Może to, co odczytuję z Pisma Świętego, jest jedynie moją interpretacją, a może nawet nadinterpretacją? Także na początku była ciekawość samego słowa...
I tak kilka lat temu trafił do parafialnego kręgu biblijnego, który prowadzi proboszcz ks. Andrzej Preuss. Po kilku spotkaniach kolejne odkrycie: – Uświadomiłem sobie, że każdy człowiek to samo może odbierać inaczej. Pojawiło się więc i nowe pragnienie, poznanie relacji innego człowieka ze słowem Bożym, tego, co ono innym na co dzień daje. Taki był początek – mówi Jacek.
Słowo Boże tak go ujęło, że rozpoczął Warmińską Szkołę Biblijną. – Słowo Boże jest elastyczne, odpowiada na każdą życiową sytuację. Za tydzień, miesiąc, rok może ono mieć nowy wydźwięk. Pozwala mieć nadzieję, że wiele przede mną do zrozumienia. My przecież piszemy historię swojego życia w oparciu o Boże słowo. Ono motywuje nas do działania. I to nie jest banał. Wszystkie losy ludzi zawarte są w Piśmie Świętym – dodaje.


    Staje się żywe


    Spotkania kręgu biblijnego w parafii pw. Wniebowzięcia NMP w Szczytnie odbywają się w pierwszy poniedziałek miesiąca. Kiedy większość z nas zanurza się w świecie telewizyjnych wiadomości, dzienników i newsów, kilkunastoosobowa grupa zakochanych w słowie Bożym zmierza na plebanię.
Godz. 19, ksiądz zapala świecę symbolizującą światło Boże. I zaczyna się kolejna podróż, odkrywanie Bożych dróg zbawienia. – Słowo Boże do każdego z nas mówi inaczej. Każdy z nas ma swoją historię, inne serce, chociaż stworzone na obraz i podobieństwo Boże. Jest w innym miejscu życiowej drogi i przeżywanych emocji. Więc każdy z nas inaczej je czyta i inaczej słyszy. Dla mnie dany fragment jest dziś przestrogą, dla pana Jacka ukojeniem, a dla pani Danusi przynagleniem. To samo słowo. I to nas wzbogaca. Kiedy na spotkaniu czytamy fragment Pisma Świętego, okazuje się, że każdy co innego w nim odkrywa i każde odkrycie jest prawdą. To pokazuje, jak słowo jest żywe i bogate – uważa ks. Andrzej.
– Na co dzień tęsknimy za drugim człowiekiem. A słowo Boże jest idealnym pretekstem do spotkania, rozmów, bycia z drugim. I to, że siedzi obok mnie ktoś, kto doskonale zna pojęcia biblijne, których ja nie znam, nie oznacza, że on jest lepszy ode mnie. Czasem tablica jest opuszczona, leżą mazaki i rysujemy, jak Mojżesz wyprowadzał naród wybrany, dlaczego nie prostą drogą... Słowo staje się żywe, wypełnione treścią – dodaje Danuta Woźniak.


    Mały mój świat


    – Mnie tu przywiodła nieodparta chęć wejrzenia do środka. Plebania, kościół, proboszcz. Te trzy obszary zawsze człowieka intrygują. To we mnie zaczęło przybierać formę pragnienia poznania – uśmiecha się pani Danuta. – Jadzia powiedziała mi jakieś dwa lata temu, że chodzi na spotkania, które nazywają się „krąg biblijny”. „Chodź ze mną” – zaproponowała. Zapytałam: „Jaką trzeba mieć wiedzę, żeby można było tam pójść?”.
Pamięta pierwsze spotkanie, zapalanie świeczki, która nie chciała się zapalić... – Proboszcz zaczął mówić o słowie Bożym. Pomyślałam: „Jak cudownie jest odpaść od wszystkiego, co zostawiłam na zewnątrz, i przyjść, posłuchać innych i coś wartościowego wziąć”. Ze spotkań wynoszę wewnętrzny spokój, fragmentami słowo dociera do mnie. Przenoszę się w opisywane miejsca, rozumiem je, mogę dojrzeć tam wyobraźnią. I wiem, że to było, jest i będzie. I tak mały mój świat z wielkim Panem Bogiem układam w swoim sercu. Wychodziłam z pierwszych spotkań i myślałam: „Jest super” – uśmiecha się.
Podkreśla, że słowo zawsze było, jednak musiał w sercu dojrzeć. – U mnie zakiełkowało i zaczyna kwitnąć. Zaczęłam inaczej myśleć, dostrzegać rzeczywistość i chcieć. I nie chcę się bać, i nie boję zaświadczać o Bogu, o Jego słowie. I ta szczególna modlitwa: „Ty, Panie Boże, możesz mnie dotknąć”. Idę z takim przesłaniem w świat, a ten się zmienia. Żyje się spokojniej – wyznaje pani Danuta.
„Cokolwiek uczyniliście najmniejszemu z braci moich, mieście uczynili” – to słowa Boga, które mocno przemówiły do niej. – Pragnę służyć pomocą. Wiele się mówi o tym, a za mało robi. Spektakularne akcje, zaistnienie i pustka... Najtrudniej jest przy codziennych aktach pomocy – mówi.


    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół