• facebook
  • rss
  • Wy tu, w Polsce, twierdzicie...


    Krzysztof Kozłowski


    |

    Posłaniec Warmiński 16/2016

    dodane 14.04.2016 00:00

    – Temat kłamstwa katyńskiego nie jest tylko tematem historycznym. Jest niczym papierek lakmusowy mierzący stosunek sprawców do ofiar – mówi dr Waldemar Brenda.

    Kiedy tylko nadarza się okazja, pokazywana jest wystawa IPN o kłamstwie katyńskim. Towarzyszyła ona m.in. Stowarzyszeniu Rodzina Katyńska, kiedy świętowało 25. rocznicę powstania.


    Winnych nie skazano


    11 kwietnia 1943 r. Radio Berlin podało informację o odkryciu masowych grobów polskich oficerów zamordowanych przez bolszewików. Cztery dni później Sowiecka Agencja Informacyjna zdementowała tę wiadomość i podała, że ci oficerowie byli w rękach Niemców. 23 stycznia 1944 r. Komisja Specjalna podtrzymała to fałszerstwo, podkreślając rolę niemieckich żołnierzy w mordzie, który miał miejsce w 1941 roku. Nawet podczas procesu norymberskiego sowiecki prokurator próbował obciążyć winą za zbrodnię Niemców.
Kłamstwo to przez dziesiątki lat podtrzymywali rosyjscy i polscy komuniści. Dopiero 13 kwietnia 1990 r. agencja TASS wydała komunikat o odpowiedzialności NKWD za zbrodnię katyńską. Mimo tego w Rosji do dziś są środowiska, które szerzą informację o roli Niemców w mordzie, a prokuratura rosyjska nie uznała tej zbrodni za ludobójstwo. Nikt z mocodawców, organizatorów i katów nie został nigdy skazany prawomocnym wyrokiem za mord na Polakach.


    Wywędrowali do Mandżurii


    Dr Waldemar Brenda, dyrektor olsztyńskiej delegatury IPN, wspomina spotkanie w telewizji z Władimirem Kirianowem, podczas którego rozmawiano o wspólnym patrzeniu na historię. – Po wyłączeniu kamer rosyjski dziennikarz powiedział: „Wy tu, w Polsce, twierdzicie, że wśród polskich historyków istnieje pluralizm poglądów. A to nieprawda. Wszyscy mówią to samo, na przykład w sprawie Katynia. To u nas zdania są podzielone. Jedni mówią, że polskich oficerów zabili Rosjanie, a inni, że jednak Niemcy”. W 2009 r. jeden z czołowych rosyjskich dziennikarzy do poziomu cnoty, związanej z pluralizmem poglądów i wolnością słowa, podnosi kłamstwo. To przedziwna umiejętność, z którą przez kilkadziesiąt lat mogliśmy się spotykać w badaniach w sprawie katyńskiej – mówi dr Brenda.
Przypomina klęskę wrześniową, której sprawcami było z jednej strony państwo niemieckie, zaś z drugiej – sowieckie. Do sowieckiej niewoli trafiło ponad 250 tys. jeńców. Część z nich uwolniono, ale prawie 180 tys. wywieziono w głąb Związku Radzieckiego. Wśród nich ponad 10 tys. oficerów, których umieszczono w obozach w Starobielsku, Kozielsku i Ostaszkowie.
5 marca 1940 r. biuro polityczne Sowieckiej Partii Komunistycznej wydało rozkaz, aby ich wszystkich i tysiące innych polskich obywateli przebywających w sowieckich więzieniach zlikwidować. Zaczęły się wywózki. Dziś wiemy, że groby tej elity znajdują się nie tylko w Katyniu, ale też w Miednoje, Piatichatkach, Bykowni; wielu miejsc nadal nie znamy.
– W 1941 r. Niemcy zaatakowali państwo sowieckie. To stało się sojusznikiem naszych sojuszników, a potem polski rząd na uchodźstwie nawiązał stosunki dyplomatyczne ze Związkiem Sowieckim i na jego terenie zaczęto tworzyć polską armię. Wtedy nagle okazało się, że te tysiące polskich oficerów gdzieś zniknęły. Nie było ich. 3 grudnia 1941 r., podczas spotkania gen. Władysława Sikorskiego ze Stalinem, w którym uczestniczyli gen. Anders i Wiaczesław Mołotow, kiedy zapytano o oficerów, którzy nie zostali wypuszczeni z sowieckich obozów, Stalin odparł, że prawdopodobnie... wywędrowali do Mandżurii. Niektórzy twierdzą, że to był początek kłamstwa katyńskiego – opowiada dr Brenda.


    „Ludobójstwa nie było”


    Sprawa została nagłośniona przez Niemców w 1943 roku. Odkrycie mogił katyńskich sprawiło, że Sowieci wydali komunikat: „Niemieckie zbiry faszystowskie nie cofają się w tej swojej potwornej bredni przed najbardziej łajdackim i podłym kłamstwem, za pomocą którego usiłują ukryć niesłychane zbrodnie, popełnione, jak to teraz widać jasno, przez nich samych”.
– Sowieci, mając pełną świadomość, kto i na czyj rozkaz dokonał tej zbrodni, przyjęli narrację zrzucania winy na okupantów niemieckich. A kiedy polskie władze na uchodźctwie zwróciły się do Międzynarodowego Czerwonego Krzyża, by rzecz całą wyjaśnić, postawa Moskwy dochodzenie zablokowała. Mało tego, Stalin ową prośbę potraktował jako pretekst, aby zerwać z Polską stosunki dyplomatyczne i oskarżyć ją o stosunki z Niemcami. Zrobiło to państwo, które 17 września napadło na Polskę, którego przywódcy wydali rozkaz o wymordowaniu ponad 20 tys. Polaków – dodaje dyrektor delegatury IPN.
Kłamstwo katyńskie miało obronić dobre imię Sowietów, ale stało się narzędziem dyplomacji sowieckiej, narzędziem budowania własnej wizji przyszłości Polski jako kraju podległego ZSRR i rządzonego przez komunistów. Dziś nie ma wątpliwości, że to fałszerstwo było jednym z fundamentów powojennej rzeczywistości w Europie Środkowo-Wschodniej.
– Kiedy upadał komunizm, wydawało się, że historia może potoczyć się nieco inaczej. W 1990 r. Michaił Gorbaczow przyznał, że zbrodni dokonali Sowieci. W 1992 r. Borys Jelcyn przekazał tzw. teczkę specjalną nr 1, zawierającą część dokumentów katyńskich. Pozwolono na rozpoczęcie prac ekshumacyjnych, na postawienie pomników. I oto minęło kilka lat, 2005 r., umorzenie śledztwa przez prokuraturę rosyjską i skandaliczne stwierdzenie: „Ludobójstwo na narodzie polskim nie miało miejsca ani na poziomie państwowym, ani w sensie prawnym. Sprawa została zamknięta jako przestępstwo służbowe, w związku z przekroczeniem uprawnień służbowych” – mówi dr Brenda.


    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół