• facebook
  • rss
  • Osiemnaście kostek Reginy

    Krzysztof Kozłowski

    |

    Posłaniec Warmiński 17/2016

    dodane 21.04.2016 00:00

    Historia. Ksiądz Westpfahl, wiedząc o zbliżających się wojskach radzieckich, postanowił ukryć relikwie. I zrobił najprostszą rzecz, jaką mógł. Wykopał dół przed budynkiem, w którym mieszkał, i schował tam relikwiarz wraz z monstrancją i kielichami.

    Regina Protmann, założycielka zgromadzenia katarzynek, żyła w XVII wieku. W 1963 r., gdy rozpoczynał się jej proces beatyfikacyjny, siostry zaczęły się przygotowywać do odnalezienia jej relikwii. Zagadka ukrycia jej szczątków doczesnych rozpalała zresztą nie tylko serca i umysły sióstr zakonnych. Wśród poszukiwaczy relikwii znalazł się Roman Hyczko. – Jak to się stało? To niezwykle ciekawa historia. Myślę, że w całej jej rozciągłości kierował nami zamysł Boży. Krok po kroku, dzień po dniu... – zagaja pan Roman.

    Relikwie w trumience

    Po śmierci Reginy Protmann (18 stycznia 1616 r.) jej ciało zostało złożone w nieistniejącym już dziś kościele jezuitów w Braniewie. W 1809 r. świątynia ta została przeznaczona do rozbiórki. Katarzynki w pośpiechu wyjęły z grobu 18 kości Reginy, umieściły w lnianym worku i przeniosły do oratorium domu zakonnego.

    Tego samego roku zmarła przełożona generalna s. Teresa Koll. Do jej trumny schowano worek z drogocenną zawartością, umieszczając ją w podziemiach kościoła pw. św. Katarzyny, gdzie od 1742 r. znajdowało się miejsce spoczynku sióstr z tego zgromadzenia. Zdaje się, że s. Koll była ostatnią katarzynką pochowaną w tym miejscu, bowiem tego właśnie roku władze Braniewa wydały polecenie zamurowania wszystkich wejść do podziemi kościoła.

    Minęły lata. W świątyni zarządzono budowę instalacji do ogrzewania, więc i do podziemi trzeba było się dostać. – Siostry czekały na tę chwilę. Wśród 30 trumien współsióstr była i ta najważniejsza, ostatnia. W niej znajdowało się 18 ciemnobrązowych kości kręgosłupa, żeber, rąk i nóg. Doczesne szczątki Reginy. W 1929 r. siostry przeniosły je do oratorium domu zakonnego przy ul. Klasztornej 3 – opowiada pan Roman.

    W rocznicę 350-lecia istnienia zgromadzenia, w 1931 r., szczątki założycielki zgromadzenia umieszczono w relikwiarzu wykonanym ze szkła i srebrnej blachy. – Miał on kształt niewielkiej trumienki o długości około 50 cm. Przez szybę widać było 18 kosteczek umocowanych do podstawy – wyjaśnia R. Hyczko.

    W 1935 r. relikwiarz przeniesiono do nowego klasztoru, „Regina Coeli” przy obecnej ul. Moniuszki 7, i umieszczono w pokoju na pierwszym piętrze, naprzeciw zakrystii. Podczas II wojny światowej Niemcy w klasztorze utworzyli szpital wojskowy. Wówczas siostry ukryły relikwiarz. – W 1945 r., kiedy wojska sowieckie zbliżały się do Braniewa, Niemcy wydali rozkaz, aby wszyscy opuścili Braniewo, kierując się w stronę Królewca. Również katarzynki opuściły miasto, a wszystko wśród odległych odgłosów artyleryjskich obstrzałów, zamieszania i nieustannego lęku o życie – zaznacza pan Roman.

    U proboszcza Jana

    Katarzynki wyruszyły pieszo w stronę Królewca. – Z przyczyn niezależnych od siebie zostały zatrzymane w miasteczku Heiligenbeil, czyli w Świętej Siekierce, dziś mieście Mamonowo w obwodzie kaliningradzkim, oddalonym o niespełna 15 km od Braniewa. I tam, kiedy minął szok, kiedy mogły odetchnąć, zorientowały się, że w klasztorze w Braniewie pozostawiły najcenniejszy skarb, czyli relikwie swojej założycielki. Proszę sobie wyobrazić, co one wówczas mogły czuć – snuje rozważania pan Roman.

    Dwie najodważniejsze siostry postanowiły wrócić do Braniewa. Wokół zawierucha wojenna, żołnierze, a one pieszo wracały do miasta. – Zaryzykowały życie. Dotarły do klasztoru i zabrały relikwiarz. Ale był on bardzo ciężki, z trudem go niosły. 15 kilometrów drogi, pieszo. Zima. Szczęśliwie dotarły do Świętej Siekierki. Tam kilkakrotnie zmieniały miejsce pobytu. W końcu otrzymały informację, że zostaną wywiezione do Królewca, stamtąd przez Zalew Wiślany gdzieś dalej. One zapewne już wiedziały, że statki są ostrzeliwane przez Sowietów, że tam giną tysiące ludzi. W tych okolicznościach uznały, że nie mogą relikwiarza nieść ze sobą w nieznane. Postanowiły zostawić go u tamtejszego proboszcza, ks. Jana West- pfahla – opowiada R. Hyczko.

    Kości porzucone

    O dalszych losach relikwii Reginy Protmann mówi pisemna relacja ks. Jana, byłego proboszcza ze Świętej Siekierki, którą spisał w 1963 r., w związku z prowadzonym procesem beatyfikacyjnym założycielki katarzynek.

    Rok 1945. Do Świętej Siekierki zbliżali się Sowieci. Wieść o ich grabieżach, profanacjach, rozbojach i gwałtach kroczyła przed nimi. Ksiądz Jan mieszkał wówczas w niewielkim domu przy ul. Parschauer 7. – Wiedząc o zbliżających się wojskach radzieckich, postanowił ukryć relikwie. I zrobił najprostszą rzecz, jaką mógł. Wykopał dół przed budynkiem, w którym mieszkał, i schował tam relikwiarz wraz z monstrancją i kielichami. Zrobił to, oczywiście, w pośpiechu. Rosjanie, kiedy penetrowali całe Heiligenbeil, szukali śladów świeżo poruszonej ziemi. Tak bez trudu rozpoznali miejsce ukrycia przedmiotów. Odkopali je. Zabrali złote kielichy i monstrancję. Znaleźli i „trumienkę”. Obejrzeli ją i stwierdzili, że jest bezwartościowa. Zaśniedziała blacha, jakieś kości w środku. Nic interesującego. Porzucili ją na podwórku – opowiada pan Roman.

    Między belkami

    Ksiądz Jan krążył po okolicy. Żołnierze, spotkawszy go, zabrali siłą z sobą. Do Świętej Siekierki udało mu się powrócić w kwietniu. Przez wiele dni ciężko chorował. Odzyskawszy siły, w maju powrócił na plebanię. Wyjrza- wszy zza rogu domu, ujrzał leżący na podwórku, jak opisał we wspomnieniach, „świecący w majowym słońcu relikwiarz”.

    – Zrozumiał, że chcąc uchronić szczątki Reginy, nie może ich pozostawić w tak dużym przedmiocie, jakim był pokaźnych rozmiarów relikwiarz. Wyjął osiemnaście kostek, owinął w grubą warstwę gazet. Po przemyśleniach doszedł do wniosku, że najbezpieczniejszym miejscem ukrycia ich będzie strych jego domu. Wszedł więc po schodach na górę. A niemieckie domy miały zawsze od szczytu pokój. Nad nim niski stryszek, na który wchodziło się po drabinie, tuż obok komina. Tam wszedł ks. Jan – opowiada pan Roman. Pakunek z relikwiami schował, jak napisał: „nad sklepieniem, na powale sufitu, pod szczytem dachu, pomiędzy dwoma belkami zamkniętymi od dołu i wypełnionymi piaskiem”.

    Kiedy w grudniu 1945 r. otrzymał zgodę na wyjazd do Berlina, wiedział, że wzięcie z sobą wszystkich szczątków Reginy Protmann jest zbyt ryzykowne. Zdawał sobie sprawę z faktu, że po drodze może zginąć. Poszedł na strych. Z pakunku wyjął dwie kostki. Resztę ponownie schował.

    12 grudnia 1945 r. ks. Jan West- pfahl włożył jedną z kości relikwii do kieszeni sutanny. Wyruszył w drogę do Berlina. Dotarłszy na miejsce, przekazał ją katarzynkom. Drugą kostkę dał swojej gospodyni, pani Pingel. Gosposia również dotarła do Berlina i przekazała relikwię siostrom. W 1963 r. obie kostki trafiły do Domu Generalnego sióstr katarzynek w Grottaferrata koło Rzymu. – Pozostałych 16 kostek zostało na strychu domu przy ul. Parschauer 7 w Heiligenbeil – mówi pan Roman.

    Jeszcze wiele pytań

    Ksiądz Jan przekazał katarzynkom spisane wspomnienia. Siostry wiedziały więc, że doczesne szczątki założycielki zgromadzenia znajdują się na terenie ZSRR. Już od 1963 r. wielokrotnie podejmowały próby, żeby dotrzeć do Mamonowa. Oczywiście, za każdym razem okazywało się to niemożliwe. Obwód kaliningradzki był miejscem stacjonowania 11 Armii Radzieckiej, która liczyła prawie 800 tys. żołnierzy, a to nadgraniczne miasteczko naszpikowane było wojskiem. – W samym Mamonowie jeszcze do lat 90. XX wieku znajdowały się dwa pułki wojska i szkoła marynarki wojennej. Nie było mowy, żeby tam się dostać – dodaje R. Hyczko.

    Kiedy w 1990 r. do domu zakonnego w Braniewie przyjechała siostra generalna Bernadeta Kotter, po rozmowach postanowiła, że należy wznowić poszukiwania ukrytych na strychu szczątków założycielki zgromadzenia. Spotkała się z ówczesnym proboszczem parafii św. Katarzyny, ks. Tadeuszem Brandysem. On się nawet nie zastanawiał. „Biorę ten temat! Znajdziemy relikwie” – stwierdził.

    Ksiądz rozpoczął poszukiwania osoby znającej obwód kaliningradzki. – Tak się złożyło, że przez 24 lata byłem dyrektorem szkoły w Szylenach. Przyjaźniłem się z ks. Brandysem. On wiedział, że doskonale znam te tereny. A to za sprawą Enrique Vilara, jedynego Kubańczyka, który zginął w Europie podczas II wojny światowej, tuż pod Braniewem, i został pochowany na braniewskim cmentarzu wojennym – uśmiecha się pan Roman.

    Tak trafił do pięcioosobowej komisji powołanej przez abp. Edmunda Piszcza, której zadaniem było odnalezienie doczesnych szczątków Reginy Protmann, schowanych gdzieś w Mamonowie, w obwodzie kaliningradzki, na strychu, owiniętych w gazety. Razem z nim tworzyli ją: ks. Tadeusz Brandys (przewodniczący), s. Waleria Kilian (przełożona polskiej prowincji), s. Józefa Krause (postulator procesu beatyfikacyjnego), ks. Józef Midura (ówczesny prefekt parafii św. Katarzyny w Braniewie).

    – Jaką rolę odegrał Kubańczyk Enrique, zabity podczas II wojny światowej? Kiedy w końcu wjechaliśmy do obwodu kaliningradzkiego, który jeszcze na początku lat 90. XX wieku był wojskową fortecą? Czy współczesne Mamonowo wyglądało tak samo, jak to opisane przez ks. Jana? Pytań rodzi się wiele – uśmiecha się pan Roman, przerywając na chwilę opowieść. Dokończenie historii znajdą Państwo w następnym numerze „Posłańca Warmińskiego”.


    Regina Protmann

    Urodziła się w 1552 r. w Braniewie. Jest założycielką Zgromadzenia Sióstr Świętej Katarzyny Dziewicy i Męczennicy. Czynnie włączyła się w posoborową reformę Kościoła, wielkodusznie pełniąc pokorne dzieło miłosierdzia. Żarliwa miłość przynaglała ją do pełnienia woli Ojca niebieskiego, na wzór Syna Bożego. Nie lękała się podejmować krzyża codziennej służby, dając świadectwo Chrystusowi zmartwychwstałemu. Zmarła 18 stycznia 1616 r. w Braniewie.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół