• facebook
  • rss
  • Regina wyszła po niego

    Krzysztof Kozłowski

    |

    Posłaniec Warmiński 18/2016

    dodane 28.04.2016 00:00

    – Krzyczeliśmy z radości! Rosjanie przybiegli na górę, cieszyli się razem z nami. „Pokażcie, jak wygląda” – prosili. Pewnie słychać nas było w całej okolicy. To był cud! – mówi pan Roman.

    Kiedy w 1990 r. katarzynki spotkały się z ówczesnym proboszczem parafii św. Katarzyny ks. Tadeuszem Brandysem i zaproponowały mu wzięcie udziału w poszukiwaniach relikwii Reginy Protmann, ten bez zastanowienia odpowiedział: „Biorę ten temat! Znajdziemy relikwie”. Zaczął rozglądać się za kimś, kto dobrze zna obwód kaliningradzki, bo ze wspomnień ks. Jana Westpfahla wynikało, że kapłan schował je w Mamonowie (Heiligenbeil, czyli Świętej Siekierce), na strychu swojego domu (pisaliśmy o tym w nr. 17 „Posłańca Warmińskiego”).

    Jeszcze na początku lat 90. XX  w. obwód kaliningradzki był strzeżoną fortecą, w której stacjonowały setki tysięcy radzieckich żołnierzy. Bez osoby, która doskonale zna tamtejsze prawo, zwyczaje i ludzi, nie było szans na wjazd do obwodu.

    „Jasne, że tak”

    Roman Hyczko urodził się w Szylenach. Ukończył filologię polską w Olsztynie. Po studiach wrócił do rodzinnej miejscowości. Pracował w szkole jako nauczyciel polskiego. Z czasem został dyrektorem podstawówki. – Lata 80. ubiegłego wieku. Dni mijały spokojnie, bez większych problemów. Aż pewnego dnia... – przerywa pan Roman. Polskie władze partyjne na szczeblu centralnym rozpoczęły poszukiwania szkoły w okolicy Braniewa, która byłaby nowa, ładna, z energicznym dyrektorem. –  A wszystko przez Enrique Vilara, jedynego Kubańczyka, który zginął w Europie podczas II wojny światowej. Poległ niedaleko Braniewa i tam ma grób – wyjaśnia pan Roman. – Dla władz był on ogniwem spinającym Kubę, Związek Radziecki i Ludową Polskę, która broniła się przed wpływem imperialistycznych sił. Propagandowo idealne! Wypatrzono Szyleny i padło hasło: „Musisz to wziąć”. I wziąłem – mówi R. Hyczko, śmiejąc się. Tak rozpoczęły się przygotowania do nadania szkole w Szylenach imienia Enrique Vilara. To był 1984 rok. Od tego momentu pan Roman mógł poruszać się po Związku Radzieckim, w tym po obwodzie kaliningradzkim i krajach komunistycznych, jak dyplomata. – W Kaliningradzie studiowało ok. 500 Kubańczyków. Spotykałem się z nimi. Kiedy tam jechałem, przyjeżdżały po mnie ekipy ZSRR i polska – opowiada pan Roman. – Znałem wszystkich po tamtej stronie granicy. Tu mnie nikt nie zatrzymał, tam mnie nikt nie zatrzymał. A z ks. Brandysem poznałem się już po nadaniu w 1986 r. szkole imienia, kiedy rozpoczął budowę kościoła w Szylenach. Od początku włączyłem się w to dzieło. Przyjaźniliśmy się. Na jednym ze spotkań przy kawie ks. Brandys powiedział: „Roman, jest temat. Przygotowujemy się do poszukiwań szczątków Reginy Protmann. Znasz tam wszystkich. Potrzebujemy ciebie. Wchodzisz w to?”. „Jasne, że tak” – otrzymał odpowiedź.

    Czy to możliwe?...

    Rozpoczęły się przygotowania. W 1990 r. została powołana przez bp. Edmunda Piszcza wspomniana komisja kościelna. W niej pan Roman był przewodnikiem, tłumaczem i pełnomocnikiem do spraw organizacyjnych. Oczywiście, Rosjanie z nieufnością podeszli do tematu. Bo czy to możliwe, że ci ludzie chcą szukać tylko starych kości jakiejś kobiety? – W lipcu 1990 r. otrzymaliśmy zgodę na rozpoczęcie poszukiwań – mówi pan Roman. Przy pierwszym wyjeździe do obwodu kaliningradzkiego, po drugiej stronie granicy czekała na nich grupa Rosjan, w tym funkcjonariusze KGB. – Zarzucali nam, że cele naszej delegacji są pokrętne, niejasne i szpiegowskie. Baliśmy się, że po prostu od razu nas zamkną – wspomina pan Roman. Całe szczęście znał wielu ludzi przychylnie do nich nastawionych, którzy też byli w grupie oczekujących. Byli to mer Mamonowa Mikołaj Laszko i tamtejsi lekarze Walentyn Gurow i Włodzimierz Pek. – Wytłumaczyłem im, że jeśli mają być jakiekolwiek problemy, to my wracamy do Polski. Funkcjonariusze KGB uspokoili się i pozwolili wjechać do Mamonowa – mówi. Rozpoczęły się poszukiwania domu ks. Jana. Okazało się to jednak nie takie proste...

    Złota ściana?

    Mamonowo przed wojną leżało w granicach Niemiec. Znajdowało się w nim lotnisko wojskowe oraz zakłady naprawy messerschmittów. Właśnie dlatego Niemcy wybudowali tam nowe osiedle mieszkaniowe. Ks. Jan Westpfahl wyjaśniał we wspomnieniach, że jego dom stoi właśnie tam, że jest tam wybetonowana droga. Po 50 latach takich ulic było tam wiele. – Część mieszkańców już wiedziała, że przyjedziemy. Towarzyszyły nam tłumy gapiów. Zapewne wśród nich wielu funkcjonariuszy KGB. Ks. Brandys miał ze sobą kamerę. Nagrywał domy, ulice – wspomina pan Roman. Polska delegacja wzbudziła sensację. Coraz więcej osób pojawiało się, bo rozeszła się plotka, że nie chodzi o żadne kości, a o „złotą ścianę” i skarby ukryte przez Niemców. Niestety, pierwsza wizyta skończyła się fiaskiem. Położenie domów różniło się od szkiców wykonanych przez ks. Jana. Potrzebne były kolejne wskazówki.

    Nadzieje odżyły

    W tym czasie za pośrednictwem W. Peka komisja otrzymała plan Heiligenbeil przekazany przez Erwina Schemmerlinga z odręcznym szkicem poszukiwanej ulicy. Zdawało się, że następnym razem wyjazd będzie udany. Ponowne pisma do ambasady ZSRR, uzgodnienia, czekanie i w końcu wyznaczona data wyjazdu: 14 listopada 1990 roku. Znów granica, rozmowa z funkcjonariuszami KGB i Mamonowo. Porównanie obecnych ulic miasta z planem otrzymanym przez E. Schemmerlinga uświadomiło, jak wiele się zmieniło. Tam, gdzie powinny być domy, była baza maszynowa i pola, oraz ul. Stachanowskaja, przy której stały jednorodzinne, poniemieckie domy. Ksiądz Brandys sfilmował to miejsce. Katarzynki rozpoczęły poszukiwania osób, które mieszkały w tym mieście przed końcem II  wojny światowej. I w końcu przyszła informacja od przełożonej prowincjalnej z Berlina, że siostry odnalazły Hansa Porscha, który mieszkał przy Parschaverweg 3. Kolejny wyjazd, do Niemiec. – Mieliśmy ze sobą film nakręcony podczas drugiej wizyty. Zobaczył na nim miejsce, gdzie stał jego dom. Wypalone miejsce, puste. Rozpłakał się. I we wzruszeniu pokazał kolejny dom. Ten, którego szukaliśmy – wspomina pan Roman. Nadzieje odżyły.

    Gdzieś na górze

    20 kwietnia 1991 roku. Mamonowo, ul. Stachanowskaja. Stary, zniszczony dom ks. Jana. Od czasów wojny mieszkała tam Daria Popowa z pięciorgiem dzieci. Jej mąż zginął na froncie. – Spotkaliśmy się z jej córką, Saszą Popową. Zanim zaczęliśmy poszukiwania, wypytywaliśmy o pamiątki, jakie mogłyby pozostać w domu po poprzednich właścicielach. Sasza pokazała nam naczynia liturgiczne służące do przenoszenia Komunii św. chorym oraz zniszczone luźne kartki z książek religijnych. Wiedzieliśmy, że to ten dom. Tam, gdzieś na strychu, były relikwie Reginy Protmann. Ta myśl nie pozwalała nam spokojnie wysiedzieć w miejscu – wspomina pan Roman. Weszli na strych. Później po drabinie na tzw. giebel, o którym pisał ks. Jan. Zaczęli poszukiwania. Wszędzie unosił się pył, więc twarze zasłonili chustkami. Musieli poruszać się na kolanach, czasem czołgać się, bo nisko. Przez dłonie przesiewali garście piasku, trocin i ziemi. W wielu miejscach znajdowali luźne pożółkłe kartki. Kilka godzin na strychu i nic. Aż wreszcie, po wielu godzinach, wśród piachu, wiórów i grudek ziemi, w świetle żarówki, pan Roman zauważył w końcu pierwszą kostkę – jeden z kręgów szyjnych Reginy. Wrócili do Braniewa. – Byliśmy przekonani, że musimy tam jeszcze raz pojechać. Musimy przeszukać dokładnie strych. Aby nie zwlekać i nie zwracać na siebie uwagi władz radzieckich, postanowiliśmy udać się tam nieoficjalnie, nie całą komisją, a jedynie my, ks. Tadeusz Brandys i ja – wspomina.

    „To był cud!”

    Pojechali 17 maja 1991 roku. – Wybieraliśmy szufelkami każdy centymetr ziemi, przesiewaliśmy przez sito, rozbijaliśmy nawet grudki ziemi. W piasku znaleźliśmy wiele zapisanych kartek – opowiada pan Roman. Mijały godziny. Było coraz ciężej. Niewygodne pozycje, piekące od pyłu oczy, brudne twarze. W końcu ks. Brandys zauważył na sicie brązowoszarą kość łuku kręgu piersiowego. Była 12.20. –  Aż krzyczeliśmy z radości! Rosjanie przybiegli na górę, cieszyli się razem z nami. „Pokażcie, jak wygląda” – prosili. Pewnie słychać nas było w całej okolicy. To był cud! – uśmiecha się pan Roman. Szukali dalej, z jeszcze większą determinacją. Mijały kolejne godziny. O 16.10 znaleźli następną relikwię – rzepkę z kolana. Godzinę później trzon kręgu piersiowego. Szukali dalej, ale już bezskutecznie. Wszystkie odnalezione relikwie zostały przewiezione do Zakładu Patologii Akademii Medycznej w Gdańsku. Przebadano je tam. Ustalono, że nie podlega wątpliwości, iż są to kości kobiety żyjącej na początku XVII wieku. – Patolodzy doszli do wniosku, że Regina Protmann musiała wiele czasu spędzać na modlitwie, klęcząc. Miała zdeformowane rzepki kolanowe. Na tej odnalezionej widać było, że w wyniku klęczenia ma na rzepce narośl kostną, która mogła powstać jedynie z powodu długiego klęczenia – wyjaśnia pan Roman.

    Po 375 latach

    13 czerwca 1999 r. Warszawa. Msza św. beatyfikacyjna Reginy Protmann, której przewodniczył Jan Paweł II. – Spotkał mnie ogromny zaszczyt. Zostałem zaproszony do orszaku beatyfikacyjnego, który niósł relikwie na ołtarz. Będę to pamiętać do końca życia – mówi pan Roman. Otwiera album ze zdjęciami. Długo przygląda się fotografii domu ks. Jana. – Co ciekawe, ten dom był jedynym, który zachował swój przedwojenny stan. Inne zostały przebudowane, zdewastowane, spalone, rozebrane. Czy to przypadek? – zastanawia się. – Ksiądz Brandys. Postać niesamowita. Bez niego by się to nie udało. 18 stycznia 2010 r. w kościele św. Katarzyny była uroczysta Msza św. w rocznicę śmierci Reginy Protmann. Ks. Tadeusz Brandys był na niej. Modlił się z katarzynkami. A następnego dnia zmarł. Jestem przekonany, że sama Regina wyszła po niego – mówi. Reszta relikwii została gdzieś w Mamonowie i czeka na swojego odkrywcę. Czy to się kiedykolwiek uda? – 20 kwietnia mija dokładnie 25 lat, odkąd znaleźliśmy pierwszą relikwię. Szybko minęły te lata. Chciałbym dożyć jeszcze kanonizacji Reginy Protmann. Jeśli Bóg da... Odnalezione relikwie zostały podzielone i umieszczone w relikwiarzach. Każda z prowincji zgromadzenia otrzymała relikwie pierwszego stopnia swojej założycielki.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół