• facebook
  • rss
  • My po prostu głosimy prawdę

    Łukasz Czechyra

    |

    Posłaniec Warmiński 19/2016

    dodane 05.05.2016 00:00

    Ks. Antoni Skałba MS, proboszcz parafii Matki Boskiej Saletyńskiej w Olsztynie, o misjach na placach, świadectwie i konieczności powtarzania katechez.

    Łukasz Czechyra: Od kilku niedziel w samym centrum Olsztyna, na pl. Jana Pawła II pod ratuszem, można spotkać sporo ludzi, którzy mówią o Chrystusie, tańczą i śpiewają. Czym są misje na placach?

    Ks. Antoni Skałba MS: To akcja duszpasterska prowadzona przez wspólnoty Drogi Neokatechumenalnej. Jest prowadzona w całym Kościele w okresie wielkanocnym wszędzie tam, gdzie są wspólnoty Neokatechumenatu. Uczestnicy spotkają się w jednym miejscu o jednej godzinie; są śpiewy, tańce, katechezy, świadectwa. Wszystko to zwraca uwagę na skarb, jaki ma ludzkość: chrześcijaństwo, wiarę w Boga, Jego Syna ukrzyżowanego i zmartwychwstałego. Ci, którzy przygotowują spotkania, głoszą, mają szansę pokazać, że nie wstydzą się swojej wiary, mogą dać świadectwo, że żyją chrześcijaństwem na co dzień. Takie jest zadanie każdego chrześcijanina.

    Trzeba realizować to, co mówił św. Paweł: „Biada mi, gdybym nie głosił Ewangelii”?

    Zgadza się. Plac jest odpowiednim miejscem do głoszenia, w nawiązaniu do areopagów, o których mówił św. Jan Paweł II, że z Ewangelią trzeba wychodzić poza mury kościołów. Inicjatorzy Drogi Neokatechumenalnej też się tym inspirowali, że trzeba w pewnym momencie zacząć dawać świadectwo. Człowiek przepełniony kerygmatem, Dobrą Nowiną, jest w stanie i powinien dać świadectwo, że jest na drodze wiary. Widzi przecież owoce, które Bóg w jego życiu czyni, widzi też swój grzech, który potrafi nazwać, a także to, że Bóg w swoim miłosierdziu z tego grzechu człowieka wyciąga. To już jest życie wiarą i jest o czym rozmawiać.

    Katechezy głoszą świeccy. Nie lepiej, żeby to robili księża?

    Przechodnie mogą czasami spojrzeć na księdza, który głosi, i powiedzieć, że robi to zawodowo, jest wyuczony. Kiedy katechezę głosi świecki, daje świadectwo, mówi o działaniu Boga w swoim życiu – to jest to żywe świadectwo. Pokazuje, że Ewangelia ma moc przemiany każdego, w każdym czasie. To nie jest tak, że dotyczy to tylko nielicznych – często te świadectwa, opowiadane historie są trudne, bolesne, po ludzku można powiedzieć, że ktoś już był przegrany i nikt by się nie spodziewał, że człowiek z takimi przejściami może być jeszcze pożyteczny dla wiary, dla Kościoła, że może iść w kierunku świętości. Tymczasem okazuje się, że dla Boga nie ma nic niemożliwego. My po prostu głosimy prawdę – że Bóg kocha, że Duch Święty jest i działa. I to nie jest tylko teoria, to prawda, to się dzieje w naszym życiu.

    Misje na placach organizowane są już od kilku lat. Można już mówić o jakichś owocach?

    Trudno to ocenić. Podczas misji na placach ludzie się interesują, chcą rozmawiać, dyskutować. Samo spotkanie już jest bardzo cenne, bo daje okazję do przyznania się do wiary, porozmawiania z członkami wspólnoty. Niekiedy po spotkaniach ktoś przyjdzie na katechezy w parafii. Prowadzone są one cyklicznie, co jakiś czas, bo czasami ktoś posłucha i powie: „Nie, to nie dla mnie”. Ale życie idzie do przodu, coś się zmieni, coś się wydarzy i gdzieś to słowo wcześniej rzucone zaczyna kiełkować. Właśnie dlatego katechezy są powtarzane, żeby dać kolejną szansę, żeby każdy mógł przyjść, posłuchać i stwierdzić: „Tak, teraz rozumiem. To jest to, czego potrzebowałem”. Najbliższa okazja do takiego spotkania 8 maja. Początek o 15.30. • lukasz.czechyra@gosc.pl

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół