• facebook
  • rss
  • Samotność we dwoje

    Krzysztof Kozłowski

    |

    Posłaniec Warmiński 20/2016

    dodane 12.05.2016 00:00

    Prof. Jan Kaczyński w swoim fotelu
słucha czytanych mu przez jego dzieci wybranych tekstów. Słucha, bo czytać
już nie może.
Traci wzrok.

    Czy mogę bez książki żyć? Nie, nie mogę! Po prostu czytana przeze mnie książka staje się cząstką mnie. I to pewnie tą lepszą. A przecież nie sposób bez siebie żyć – mówi profesor.
W ciągu swojego życia zgromadził obszerną bibliotekę, w której znajduje się 5 tys. woluminów.

    Do niedawna jego mieszkanie wyglądało niczym biblioteka, regały, na nich książki, jedna przy drugiej, ułożone tematycznie, by łatwiej było odnaleźć poszukiwaną pozycję. Dziś półki pustoszeją, książek ubywa.
Profesor nie kryje, że trudno jest mu się rozstawać z Homerem, Horacym, Norwidem i Wyspiańskim. – Jednak bardziej zależy mi na tym, aby mój księgozbiór mógł trafić do tych, którzy kochają humanistykę. A jest tylko jedno miejsce, które może temu służyć – biblioteka Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego – dodaje.


    Książka i ja


    Miłość do książek wyniósł z rodzinnego domu, z Pętkowa Wymiarowa, w którym mieszkał przed wojną. Wieś ta leży w parafii Zuzela, gdzie urodził się kard. Stefan Wyszyński. – W 1944 r. musieliśmy opuścić rodzinny dom, front się zbliżał, Niemcy się wycofywali. Ojciec zakopał na posesji skrzynię z cennymi rzeczami. W niej ukrył i książki. „Życie polskie w dawnych wiekach” Władysława Łozińskiego to tytuł jednej z nich – wspomina prof. Kaczyński.
Wyznaje, że gdyby nie miłość do słowa i jego biblioteka, nie byłby tym, kim jest. – A droga życia profesora to droga do wiedzy, a także droga poszukiwania czegoś, co nazwalibyśmy szukaniem tożsamości nauczyciela – mówi.
Kupował kolejne woluminy, ważne, pozwalające na zgłębianie wiedzy, pomagające zrozumieć człowieka i świat. – Książka prowadzi do samowiedzy. Potrzeba grzebania we własnym sumieniu, we własnej jaźni, samookreślenia „ja” i jego konfrontacji z „ja” wielkich autorów jest głównym motywem, dla którego ludzie książki uważnie czytają. Kto nie gardzi głębszym namysłem, ten ceni sobie samotność. Nie w rozgwarze i blasku świateł rozwija się i umacnia ludzkiego ducha, lecz w zaciszu. Samotność we dwoje. Książka i ja. Taką samotność najbardziej sobie ceniłem. Te chwile pozwalały mi wglądnąć we własne wnętrze, krytycznie spojrzeć na otaczającą mnie rzeczywistość – opowiada.


    Zadanie
dla myślących


    Prof. Jan Kaczyński całe życie poświęcił literaturze. Początkowo jako nauczyciel języka polskiego we wsi Poręba nad Bugiem, później w Zuzeli, tej samej, w której stawiał pierwsze kroki edukacyjne Stefan Wyszyński. Po latach został nauczycielem w Liceum Ogólnokształcącym i Ekonomicznym w Ostrowi Mazowieckiej. W 1973 r. obronił pracę doktorską na Uniwersytecie Warszawskim i podjął pracę w Wyższej Szkole Pedagogicznej w Olsztynie, a następnie na nowo powstałym Uniwersytecie Warmińsko-Mazurskim. Stworzył dekalog określający cechy prawdziwego profesora, który opublikował w niezależnym piśmie „Smętek” (1981), wydawanym z inicjatywy NSZZ „Solidarność”. Od przełomu lat 1980 i 1981 pozostawał związany z „Solidarnością”, a w roku 1995 wybrano go na przewodniczącego zarządu związku przy WSP.
Był również szefem olsztyńskiego sztabu wyborczego profesora Strzembosza. Dlatego nie dziwi fakt, że podczas strajku studentów olsztyńskiej WSP w maju 1990 r. profesor napisał: „Człowiek zaczyna się tam, gdzie zaczyna się bunt. Bunt, sprzeciw wobec każdej krzywdy, podłości, niesprawiedliwości, kłamstwa, małości, na każdym miejscu i w każdym czasie jest przejawem tego wymiaru naszego człowieczeństwa, który jest ukształtowany przez kulturę. Gdyby humanistyce odebrać ten jej walor czyniący jednostkę wrażliwszą, przez co przysposabiającą ją do protestu przeciwko wszelkiemu złu, to uprawianie humanistyki, a także ona sama, nie miałaby sensu”. A w jednym z artykułów podkreślał: „Świat dzisiejszy jest zadaniem dla myślących niezależnie i działających skutecznie”.


    W swoim fotelu


    Profesor Kaczyński przekazuje swój księgozbiór bibliotece uniwersyteckiej – jest tam już
90 proc. książek – na zasadzie depozytu. Uczelnia i profesor szukają sponsorów, którzy sfinansowaliby wartość książek (wycenionych na ponad 200 tys. zł), aby kolekcja stała się własnością uczelni. Profesor i uniwersytet liczą na przychylność najwyższych olsztyńskich urzędów, a także na wsparcie olsztyńskich biznesmenów. Pieniądze są potrzebne na kosztowne, nierefundowane leczenie gasnącego wzroku profesora.


    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół