• facebook
  • rss
  • Książkowi małżonkowie

    ks. Piotr Sroga

    |

    Posłaniec Warmiński 21/2016

    dodane 19.05.2016 00:00

    To już XIII edycja tego programu. – Głównym celem jest podkreślanie roli czytania i bibliotek oraz zainteresowanie książką szerokich kręgów społeczeństwa. Tegoroczne hasło brzmi: „Biblioteka inspiruje” – informują organizatorzy.

      Alina Wołodkiewicz pracuje w bibliotece od 30 lat.
    ks. Piotr Sroga /Foto Gość
    Na Warmii i Mazurach samorząd dotuje około 120 placówek, w których mieszkańcy mogą znaleźć dla siebie książkę do poczytania. Po roku 1989 setki bibliotek przestały istnieć ze względów finansowych. Wiele z nich przetrwało jednak dzięki determinacji pasjonatów czytelnictwa.

    Respekt bibliotekarki

    Jedną z nich jest Miejska Biblioteka w Olsztynku, która powstała w roku 1948. Pracuje w niej, już od ponad 30 lat, Alina Wołodkiewicz, obecna dyrektor. – Moja przygoda z książką rozpoczęła się w dzieciństwie. Zawsze mnie ciągnęło do zawodu bibliotekarza. Czytanie, według mnie, bardzo rozwija i pozwala żyć wieloma życiami. Można podróżować, przeżywać losy bohaterów, wzruszać się i bać się przy lekturze kryminałów – mówi. W swojej pracy spotkała wielu zagorzałych czytelników, ale w pamięci zostały w sposób szczególny dwie osoby – pewne małżeństwo. Przez wiele lat bibliotekę odwiedzał starszy pan z żoną. Pani Alina czuła do nich wielki respekt, gdyż małżonkowie bardzo dużo czytali i wydawało się, że posiadają nadzwyczajną wiedzę. – Wydawało mi się, że w porównaniu do nich niewiele przeczytałam. Zawsze miałam dylemat, co im polecić, aby im pasowało. Jednak nigdy nie powiedzieli, że im coś się nie podoba. Kiedy zmarł małżonek, a żona była obłożnie chora, opiekunka przychodziła po książki dla niej. To się nazywa miłość do czytania – mówi.

    Godzina dziennie

    Miejska Biblioteka w Olsztynku rozkwitła półtora roku temu, kiedy odłączyła się od Domu Kultury i zaczęła żyć samodzielnie. Generalny remont zmienił jej wygląd na lepsze i stworzył wyśmienite warunki czytelnikom. Dzisiejsza palcówka nie zajmuje się tylko wypożyczaniem książek, ale jest instytucją, która organizuje spotkania autorskie, prowadzi klub dyskusyjny, inicjuje kursy komputerowe i wiele innych inicjatyw. – Pochodzę z Olsztynka i całe moje dzieciństwo było związane z biblioteką. W rodzinie nie było jakiegoś wyjątkowego kultu książki, ale ja sama z siebie uwielbiałam czytać. Potem na długi czas wyjechałam w świat. Kiedy jednak po 35 latach wróciłam, zaczęłam odwiedzać miejsca mi bliskie, i jednym z nich była właśnie biblioteka. Dwa lata temu, jeszcze przed remontem, zobaczyłam pomieszczenia z dawnych lat. Poczułam się, jakbym miała 10 lat – śmieje się Ewa Amborska. Czytanie książek jest dla niej dobrym sposobem na spędzenie wolnego czasu. Przeznacza codziennie przynajmniej godzinę na czytanie. Z olsztyneckiej biblioteki Ewa korzysta systematycznie i ma pewną zasadę: – Nie wypożyczam tej samej książki dwa razy – mówi. Najczęściej bierze do ręki książki cegły, liczące kilkaset stron. Bardzo chwali sobie obecny wystrój i organizację olsztyneckiej placówki, która sprzyja pasji czytania.

      – Całe moje dzieciństwo było związane z książkami – mówi Ewa Amborska.
    ks. Piotr Sroga /Foto Gość

    Problem z młodzieżą

    W dokumentach historycznych nie ma wzmianki o istnieniu biblioteki w okresie przedwojennym. Alina Wołodkiewicz spędziła w olsztyńskich archiwach wiele czasu, przygotowując pracę licencjacką na temat olsztyneckiej biblioteki i nic na ten temat nie znalazła. – Na początku były nawet dwa zbiory, ale po pewnym czasie zostały połączone. Siedzibą placówki był miejski ratusz. Za dwa lata będziemy obchodzić 70-lecie – mówi. Pierwsze książki pochodziły z przydziału. Każda biblioteka po II wojnie światowej dostawała pewien zestaw woluminów, aby uzupełnić swoje zbiory. Później robiono zakupy w miejscowych księgarniach. Trzeba jednak pamiętać, że rynek książek w okresie komunizmu był ograniczony. Swoją rolę odegrała w tym cenzura, która nie dopuszczała do druku książek niewygodnych ideologicznie. – Książka była wtedy towarem deficytowym. Po 1989 roku mieliśmy do czynienia z boomem książkowym. Bibliotekarze trochę się pogubili i nie zawsze wiedzieli, co kupować. To był po prostu zalew książek. Zresztą trwa to do tej pory i trzeba dokonywać wyborów, gdyż środki są ograniczone. Naszą placówkę utrzymuje gmina i od niej mamy środki na zakupy – mówi Alina Wołodkiewicz. Zbiór biblioteczny w Olsztynku liczy obecnie 20 tys. woluminów. Nieustannie dokonywana jest selekcja i na miejsce starych książek pojawiają się aktualne. – Są grupy, do których trudno jest trafić z książką. Jeśli na przykład chodzi o młodzież, są to pojedyncze osoby. Mamy w tej chwili w rejestrze około 2 tys. czytelników. Wiele osób starszych i dzieci. Luka istnieje w tym młodzieżowym przedziale wieku – mówią bibliotekarki z Olsztynka.

     

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół