Nowy numer 16/2018 Archiwum

Słyszałam głosy dzieci

Myślałam, że za chwilę wstanę, że pójdę 
i powiem, że czekam na Ciało Pana Jezusa. W tym momencie drzwi się otworzyły. Jezus do mnie przyszedł...

Maja z mężem Adamem i czwórką dzieci mieszkają z dala od miasta i zgiełku. Wszędzie mają daleko, ale do Boga jest bliżej. Łatwiej było im zrozumieć wypadek Adama, który cudem uniknął śmierci. Łatwiej było przetrwać długi okres bez pracy, kiedy brakowało praktycznie na wszystko, choć nie wiedzieć czemu nie było dnia, aby zabrakło na podstawowe potrzeby...


„Ja tak czułam”


– To nie przypadek, że tu mieszkamy, choć plany mieliśmy inne. Ale człowiek swoimi planami ogranicza Boga i rodzi w sobie poczucie niepokoju, bo przecież „miało być inaczej, nie tak jest, nie tak...” – mówi Maja. Po chwili się uśmiecha. – Rok temu działo się, wiele się działo. Ale u nas dzieje się od 2011 roku. Bóg prowadzi nas krętymi ścieżkami ku niebu, choć jest to pewnie najprostsza dla nas droga. A w zeszłym roku miało miejsce wydarzenie, które uświadomiło mi, jak piękne jest bycie narzędziem w ręku Boga...
Jak mówi, na to wszystko, co się działo, miała w sobie wielką zgodę. Żadnej złości, buntu. – Tak trwałam w tym, co się wydarzało. To nie pochodziło ode mnie, to była łaska – wspomina. – Trafiłam do szpitala w kwietniu, a termin porodu był wyznaczony na sierpień. Lekarze nieustannie powtarzali, że to jest bardzo zagrożona i ryzykowna ciąża.
Musiała pozostać do rozwiązania w szpitalu. A w domu przecież była jeszcze trójka dzieci. Adam okazał się doskonałym organizatorem. Dodatkowo do pomocy przybyła jego siostra. – Sylwia przyjechała ze swoim trzyletnim synem. Nagle musiała stać się mamą czwórki dzieci. Wniosła do domu wiele energii i radości, że wytrwamy, damy radę, będziemy się wspierać – opisuje Maja.
Kiedy w szpitalu odwiedzał ją mąż, powtarzała mu, że z Klarą będzie wszystko w porządku, urodzi się i będzie zdrowa. „Jednak czuję, że ze mną będzie coś nie tak” – mówiła. – To nie był wynik tego, co mówili lekarze. Ja tak czułam – opowiada.


Modlitwa 
jak pierzyna


Końcówka czerwca 2015 roku. Na salę wszedł lekarz. „Maju, muszę dziś rozwiązać tę ciążę” – stwierdził. Odpowiedziała: „Dobrze”. Napisała SMS-a do Adama: „Za chwilę Klara będzie po tej stronie. Zabierają mnie na blok operacyjny”. I zabrali. – Klarę wyjęto ze mnie i dano mi ją do pocałowania. Widziałam, że jest piękna, drobniutka, bo przecież ważyła 2,3 kg. Mieściła się cudownie na dwóch dłoniach. I wiedziałam, że jest zdrowa. I po pocałunku, tej wspaniałej chwili, lekarz stwierdził: „Pani teraz musi zasnąć”. I tyle pamiętam z sali operacyjnej. Zapadłam w śpiączkę...
„Inny świat” – wspomina. – Pamiętam przecudowne światło, które mnie obejmowało, dawało poczucie takiego bezpieczeństwa, które nikt ani nic nie jest w stanie zapewnić. To światło mówiło: „Jesteś bezpieczna, opiekuję się tobą, nie pozwolę, by stała ci się krzywda”. A ja tkwiłam w ogromnej euforii. I widziałam osoby wokół mnie, ale one nie chodziły, one się unosiły i były uśmiechnięte. Kiwały głowami, a we mnie myśl: „Panie Boże, jakie ty masz wspaniałe owieczki, całe stado, tak ich wiele. Ile pięknych ludzi wokół Ciebie”. To była niezwykle pozytywna myśl, a ja w niej, a we mnie jeszcze większa zgoda na Boży plan – opowiada Maja.
– Słyszałam głosy dzieci. Miałam pewność, że to jest chóralna modlitwa, orkiestra modlitw, choć jeszcze wówczas nie miałam świadomości, dlaczego. Ja tę modlitwę po prostu czułam na sobie, fizycznie, jak dotyk człowieka, jak pierzynę, kiedy się pod nią śpi. Modlitwa tych dzieci dodawała mi siły. I widziałam ks. Wojsława Czupryńskiego, który do mnie przyszedł, później dowiedziałam się, dlaczego. Słyszałam część rzeczy, które się działy. Widziałam lekarzy, którzy się mną opiekowali. Oni mieli opuszczone głowy, byli smutni, może raczej zatroskani, jakbym widziała nie ich twarze a dusze. Wokół światło, chór dzieci, uśmiechnięte twarze, nie wiem, może aniołów... Przedsionek nieba – mówi.


„Ale to nie ja...”


Okazało się, że z sercem Mai jest bardzo źle. Lekarze powiedzieli Adamowi, że pozostaje tylko modlitwa: „My już zrobiliśmy wszystko, co mogliśmy”. Serce biło jak u 90-latki po zawale. Adam wysłał pierwsze SMS-y do przyjaciół z prośbą o modlitwę. Od tego momentu zaczęły się dziać niesamowite rzeczy.
– Aneta Jastrzębska, Maciek Sulwiński, Magda Sternicka, Jędrek Kroczek... długo mogłabym wymieniać. Ks. Andrzej Pluta, ks. Wojsław Czupryński, ks. Leszek Muzyka – dodaje. Po kilku dniach okazało się, że w jej intencji modlą się tysiące osób w Polsce, Watykanie i Europie, a nawet w Stanach Zjednoczonych i Kanadzie. Trwała nieustająca modlitwa. Ludzie mieli dyżury, by modlitwa była ciągła.
– Moja kuzynka była na wczasach. Kiedy dowiedziała się, że jest ze mną bardzo źle, wpisała się w grafik i ze swoją córką Julką chodziła dookoła jeziora i odmawiała Różaniec. „Majka, to był niesamowity czas dla nas” – powiedziała później. I kiedy się przebudziłam, wróciłam do domu, otrzymałam wiele świadectw ludzi. Wiem, że byłam narzędziem w ręku Boga, by stało się tak wiele dobrego tutaj, dla ludzi. Karmelitanki ze Spręcowa modliły się za mnie. Ze szpitala wyszłam w dzień Matki Boskiej Szkaplerznej. Od razu do nich pojechałam. Dziś wiem na pewno, jak ważne są takie klasztory. Dostałam świadectwo o nawróceniach, o tym, że ludzie zrozumieli wartości, że poukładali sobie życie. Cuda namacalnie się działy. Przychodziły do mnie osoby, których wcześniej nie znałam, i mówiły: „Dałaś mi dużo. Dziękuję”. „Ale to nie ja. Modląc się za mnie, wyprosiłeś dla siebie wiele łask” – odpowiadałam. Znajomi wracali z kościoła w niedzielę, kiedy byłam w śpiączce, i rozmawiali między sobą: „Czy słyszałaś, jaka była Ewangelia? Była o uzdrowieniu. Majka będzie uzdrowiona” – wspomina.
Jędrek Kroczek z Gdańska do Olsztyna przywiózł oleje św. Filomeny i jej wizerunek. O drugiej w nocy Adam poprosił panią doktor, żeby namaściła Maję tymi olejami i odmówiła modlitwę z obrazka. – I ona to zrobiła. Następnego dnia Adam przyszedł do mnie. Fiolka po olejach była pusta, a obrazek plastrem był przyklejony do ściany. Ks. Andrzej Pluta wypożyczył relikwie Jana Pawła II.
Pewna dziewczyna, Marta, pojechała po relikwie. Zawiozła do teściów. Modlili się. W końcu stwierdzili: „To co, Janie Pawle II? Nie pogniewasz się, jeśli wypijemy herbatę?”. Relikwie stały, czekały na ks. Wojsława, a oni z papieżem herbatkę pili – uśmiecha się Maja.
Z Łagiewnik przyjechał do niej różaniec. Modloną się za nią podczas trwającej w tym czasie ewangelizacji Olsztyna.


Tak działa modlitwa


Po ośmiu dniach Maja przebudziła się. Lekarze wyjęli rurkę intubacyjną. Leżała w łóżku. – I usłyszałam dochodzący z korytarza stukot chodaków. A w szpitalu w chodakach chodzi kapelan, ks. Leszek Muzyka. Myślałam, że wyskoczę z łóżka i zawołam go, że ja tu już jestem, że czekam, że tak bardzo czekam. I zebrałam w sobie wiele sił, uniosłam się na łokciach. Myślałam, że za chwilę wstanę, że pójdę i powiem, że czekam na Ciało Pana Jezusa. W tym momencie drzwi się otworzyły. Jezus do mnie przyszedł. Ks. Leszek stanął i mówi: „O, jesteś obudzona”. Odpowiedziałam: „Jestem i tak bardzo czekałam, tak bardzo czekałam, że kapelan do mnie przyjdzie, że dziś dostąpię łaski i przyjmę Ciało Jezusa do swojego serca”. „Wiesz, ja czułem, że ty chcesz” – odpowiedział – wspomina.
Maja po przebudzeniu, mimo podawanych leków, nie spała przez 7 dni. I docierały do niej historie ludzi uczestniczących w modlitwie. Że był u niej ks. Wojsław z namaszczeniem chorych i relikwiami św. Jana Pawła II. Że przychodzili do niej w Godzinę Miłosierdzia i odmawiali Koronkę do Miłosierdzia Bożego. – Adam powiedział mi: „Kiedy robiliśmy znak krzyża świętego, ty też go robiłaś, kiedy żałowaliśmy za grzechy, ty też żałowałaś, też biłaś się w piersi”. A lekarze dziwili się, że tak działa modlitwa – mówi.
Magda Kroczek opowiadała o wydarzeniu, że kiedy otwierała jak co dzień swoją kawiarnię, podszedł do niej mężczyzna i pyta: „Pani Magda Kroczek?”, po czym dodaje: „Jestem z plutonu Różańca Świętego. My też modlimy się za Majkę. Szczęść Boże”. Odwrócił się i odszedł. – Przez ostatni rok dowiedziałam się, jak wiele osób modliło się za mnie, ofiarowało Komunię św. Wszystko jest od Boga – mówi.


„Już umierałam”


Przy wypisie nikt nie wierzył, że serce Mai jest w tak doskonałej kondycji, bez uszczerbku. Prognozowano, że jeśli w ogóle Maja obudzi się, bardzo długo będzie dochodzić do zdrowia. – Mam zupełnie zdrowe serce. Pani doktor niewiele mówiła podczas wypisu. Powiedziała, że jest zaskoczona stanem mojego serca – mówi. A Maja tylko się uśmiechała.
Majka ma czwórkę dzieci, najmłodszą Klarę, trzyletnią Blankę, ośmioletnią Weronikę i dziesięcioletniego Tobiasza. – To nasze skarby. Macierzyństwa nie zamieniłabym na nic innego. Tak mi Bóg pokazał drogę i nie żałuję żadnego dnia poświęconego dzieciom. Lubię być mamą, lubię relacje z dziećmi, rozmawiać z nimi, wygłupiać się. Nawet kiedy jest ciężej, wystarczy jeden przytulas i wiemy, że jest dobrze, że miłość jest w nas – wyznaje.
Myślami wraca do widzianych podczas śpiączki dzieci, ich chóru modlitwy. – Wiele osób powiedziało mi, że ich dzieci modliły się za mnie. Mojej znajomej syn był w tym czasie na wakacyjnym wyjeździe. Kiedy dzwonił do mamy, nie opowiadał o atrakcjach, a pytał się: „Jak pani Majka, mamo? Ja się tutaj też za nią modlę”. I on wciągał do tej modlitwy inne dzieci. Inni wspominali: „Nasze dzieci były tak dobre w modlitwie za ciebie, że jesteśmy pełni podziwu”. I myślę, że dlatego słyszałam tak wiele głosów dzieci, bo ich modlitwa jest najczystsza. Dzieci po prostu mówią: „Panie Boze, daj zdlowie” – śmieje się Majka. – Dlatego codziennie klękamy razem i modlimy się z dziećmi. Nie trzeba być wielkim, by przez człowieka Bóg zadziałał. Zdaję sobie sprawę z tego, że jestem słabym i grzesznym człowiekiem. To, co się zdarzyło, pochodzi z nieba. Gdybym miała umierać, a już umierałam, nie boję się. Wiem, po co tu żyję.•

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma