• facebook
  • rss
  • Widziałem, jak wozili ich

    Krzysztof Kozłowski

    |

    Posłaniec Warmiński 23/2016

    dodane 02.06.2016 00:00

    „Wtedy nie płakałam, teraz codziennie za nią płaczę. Kochaj, jak długo możesz kochać, bo potem pozostanie Ci tylko stać nad grobem i płakać” – pisała Erika.

    Ta tragiczna historia wydarzyła się 71 lat temu, po zakończeniu II wojny światowej. W Rastenburgu (dziś Kętrzyn) znajdował się dom spokojnej starości. Oprócz jego pensjonariuszy schronili się tu też uciekający przed frontem wschodnim. W zatłoczonym budynku ludzie bezradnie czekali na to, co przyniesie im los. Pod koniec czerwca 1945 r. musieli opuścić budynek i przenieść się do Świętej Lipki.

    – Przeprowadzka musiała się odbyć pieszo. Samochody były używane wyłącznie przez Rosjan, a pojazdy konne przez administrację polską – mówi Tadeusz Korowaj, prezes Towarzystwa Miłośników Ziemi Kętrzyńskiej. Nie wiadomo, ile osób w sumie przebywało wówczas w domu starców. Nie wiadomo też, ile z nich dotarło do Świętej Lipki, gdzie zamieszkali w opuszczonej karczmie. Pozostawieni na pastwę losu staruszkowie, bez opieki, po kolei umierali z chorób i głodu.

    Skąd ja znam to nazwisko?

    Cezary Korenc opowiada o tym, że na jednym z portali społecznościowych poznał Niemca Rolfa Dyckerhoffa, wykładowcę Akademii Rolniczej we Francji. Ten mu powiedział, że jego prababcia, baronowa Veronika von Horn, zmarła gdzieś w Świętej Lipce. „Czy może wiesz coś o tym?” – zapytał Tadeusza Korowaja, który wcześniej na jedną z konferencji naukowych przygotowywał referat o sytuacji wioski podczas II wojny światowej. Wówczas całość wykładu oparł na jedynych dostępnych źródłach, na ogłoszeniach parafialnych i fragmencie diariusza, kroniki jezuitów oraz na księdze zgonów, gdzie znajdował się wykaz osób rozstrzelanych przez Sowietów w 1945 roku. – To był najtragiczniejszy okres w historii Świętej Lipki. Na początku były morderstwa i gwałty, potem grabież, wypędzenie mieszkańców, a w 1946 r. – głód. Rosjanie zniszczyli wszystko, nawet zapasy zbóż przeznaczonych na wysiew. Nic nie zostało – opisuje pan Tadeusz. Osiem lat temu, przeglądając notatki ówczesnego proboszcza o. Friedricha Schulta SJ, który opisywał te wydarzenia, natknął się w księdze zgonów na zapisy z osobną numeracją, z adnotacją po łacinie, że zmarli też tutaj pensjonariusze z domu starców w Rastenburgu, którzy po ewakuacji zajęli opuszczone pomieszczenia nad świętolipską karczmą. Imiona i nazwiska, daty i miejsca urodzenia, daty śmierci oraz wyznanie. Ujął tę informację w referacie, jednak nie zgłębiał tego tematu. – Kiedy Czarek powiedział mi to nazwisko „von Horn”, wiedziałem, że jest mi ono skądś znane. „Sprawdzę to” – zapewniłem – wspomina pan Tadeusz. Przejrzał zrobione 8 lat wcześniej notatki. I jest: „Veronika von Horn, nazwisko rodowe Baronesse von Heyking, ur. 7.6.1863 r. w Abelienen, powiat Kr. Gerdauen, zamieszkała aus Truntlack, zmarła 9.8.1945 r.” – zapis w księdze zgonów. Od lipca do grudnia 1945 r. w Świętej Lipce zmarło 89 pensjonariuszy domu starców. Wszystkich pochowano w zbiorowych mogiłach, na świętolipskim cmentarzu.

    Choć powąchać chleb

    Baronowa Veronika von Horn do pierwszej połowy stycznia 1945 r. przebywała w majątku Truntlack. Ze względu na zbliżający się front 24 stycznia 1945 r. opuściła na zawsze majątek nadany rodzinie przez zakon krzyżacki 499 lat wcześniej. Kolejką wąskotorową z Nordenburga, przez Gierdawy, wraz z bratem i córką dojechała do Rastenburga. – Można się zastanawiać, skąd w domu starców baronowa. Ona nie była pensjonariuszką. Wraz z rodziną schowała się tam przed Sowietami. Zresztą tam schroniło się wielu mieszkańców Kętrzyna, którzy nie zdążyli lub nie chcieli opuszczać miasta – wyjaśnia pan Tadeusz. Jednak tam dopadli ich żołnierze Armii Czerwonej. Baron Alfred von Heyking został zastrzelony 28 stycznia przez Rosjan w domu starców. Ocalałe kobiety, Veronika von Horn i jej córka Erika, zostały w tym miejscu, aż do momentu przesiedlenia do Świętej Lipki, co miało miejsce pod koniec czerwca 1945 roku. Przybycie pensjonariuszy pamięta, wówczas 11-letni, Beno Kaczyński. – Pamiętam, jak przyszli. A tu nie było nic, umierali z głodu i choroby. Tyfus... Mieszkaliśmy zaraz przy cmentarzu. Widziałem, jak trzech chłopów dzień w dzień na taczce woziło nieboszczyków. A ciężko było, bo nie było asfaltu a jedynie piaszczysta droga. Męczyli się, widziałem. Wykopali rząd na cmentarzu od drogi do świerków i wrzucali, jeden na drugiego, byle jak. Ciała w prześcieradła owinięte. A ostatnia warstwa lekko przysypana, jakby posolił tylko, ledwo przykryte. Miejscami było widać palce u nóg, jak wystają z ziemi – opowiada. Wspomina, że we wsi panował wówczas głód. Sowieci wszystko zabrali. – Kiedy mama zdobyła jakieś pieniądze, szliśmy do Reszla, żeby kupić jeden bochenek chleba. Niewyobrażalny był głód – dodaje. – Po wkroczeniu wojsk radzieckich zabrano wszelką żywność i dobytek ruchomy. W tym okresie, od lutego 1945 r. do wiosny 1947 r., jak opowiadał zmarły w zeszłym roku Gerhard Haric, zmarło z głodu około 50 proc. tych, którzy tu pozostali. Ludzie starali się znaleźć pożywienie, jakie można było, a więc korę z młodych drzew, młode liście, koniczynę leśną, pokrzywy. Starano się łowić ryby, ale Rosjanie strzelali do tych, którzy odważyli się to robić. Zbierano grzyby, wszystko, co można było zjeść. Jedna z pań emerytek przyszła do domu, w którym mieszkał wówczas nastoletni Haric, i ofiarowała swoje nożyce za to, żeby mogła choć powąchać chleb. Usłyszała wówczas: „My chleba nie mieliśmy już od miesięcy”. To rzeczywistość, której dziś nie jesteśmy sobie w stanie wyobrazić – mówi o. Aleksander Jacyniak SJ, superior świętolipskiego sanktuarium.

    A więc głód, głód

    Rolf Dyckerhoff wiedział, że jego prababcia przebywała w Świętej Lipce w 1945 r. z zachowanego listu, który 27 października 1946 r. Erika von Horn napisała do swojej siostrzenicy Veroniki Dyckerhoff. Opisała w nim los ukochanej babci Veroniki von Horn. „Moja Kochana, co mam Ci napisać o Babci, to takie okropne i smutne, że nie wiem, czy Twoje nerwy to wytrzymają. Już dawno miałam zamiar napisać do Was list pożegnalny opisujący ostatnie dni Babci, ponieważ nie wiem, czy się jeszcze zobaczymy. (...) Babcia zmarła na tyfus plamisty, tak jak kilkudziesięciu innych mieszkańców schroniska. (...) Umarła, leżąc na słomie (...). Jej twarz po śmierci przypominała mi twarz Schillera po śmierci, piękna, młodo wyglądająca twarz, policzki, długa szyja. Bawiła się do końca swoją chustką, którą wiązała sobie na głowie. Jej ostatnich słów już nie zrozumiałam. (...) Dzień przedtem powiedziała: »Ktoś podarował mi jajko, ugotuję je, a w sąsiednim pokoju w łóżku mam schowany chleb.« A więc głód, głód. W ostatnie dni nic już nie jadła, tylko piła (...). Moje serce bolało, nie mogłam tego znieść. Mam straszne wyrzuty sumienia, że nie byłam wystarczająco troskliwa. Wtedy nie płakałam, teraz codziennie za nią płaczę. Kochaj, jak długo możesz kochać, bo potem pozostanie Ci tylko stać nad grobem i płakać. Potem trafiła do piwnicy z węglem, a następnie bez trumny na taczce na cmentarz. Ponieważ dałam napiwek, to została przynajmniej pochowana jako leżąca najwyżej w masowym grobie. Nie poszłam na pochówek, nie mogłabym tego znieść. U wezgłowia na grobie posadziłam dwie choineczki i bluszcz leśny i przylaszczki. Dobrze się przyjęły. Była do końca pogodzona z losem. Przedtem prosiła Boga, żebym mogła Was jeszcze zobaczyć: »Podaruj mi spotkanie«. Umarła świadomie, bardzo łagodnie, bez walki. (...) Dużo pomogła mi pani Salewski, która leżała po drugiej stronie obok babci. Leżeliśmy w jednym pomieszczeniu na słomie, dwunastu ludzi obok siebie, bez łóżek. Ja też byłam w złym stanie (...). Ach Kochana, nigdy o tym nie zapomnę i ten obraz będę mieć przed sobą zawsze. Ale teraz wróćmy do życia. Czy Bóg podaruje mi spotkanie z Wami? Babcia tego nie doczekała”. 27 listopada 1946 r. Erika von Horn została wydalona z Rastenburga do środkowych Niemiec. 2 grudnia dotarła do Torgau, do obozu „Brückenkopf”, gdzie przebywała do 17 grudnia. Potem pojechała pociągiem do Bad Homburg. – Mocno niedożywioną przyjęła ją jej siostra Hilde von Eichhorn, mama Veroniki. Po prawie dwóch latach pełnych cierpień Erika mogła w 1946 r. świętować Boże Narodzenie wraz ze swoją rodziną – mówi pan Tadeusz.

    Poczuć ich bliskość

    60 milionów ludzi zginęło podczas II wojny światowej. – Polaków, Rosjan, Francuzów i wiele innych narodowości. Tak wielkiej liczby nie możemy w ogóle pojąć. Żebyśmy mogli zrozumieć to nieskończenie wielkie cierpienie, które ta wojna przez Niemców rozpoczęta przyniosła, potrzebne nam są nazwiska ofiar, żeby one z powrotem otrzymały swoją tożsamość. Suche liczby nie mogą wzbudzić współczucia, ale poszczególne losy tych zmarłych umożliwiają nam zrozumienie ich cierpienia i poczucie ich bliskości. Tych 89 zmarłych, których imiona i nazwiska poznaliśmy, są ofiarami wojny, chociaż oni zginęli kilka miesięcy później. Poprzez tablice pamiątkowe z imionami i nazwiskami zmarłych, dotychczas anonimowo tu pogrzebanych, otrzymali oni z powrotem swoją godność ludzką. Ten okropny czas wojny stał się dla nas wyraźniejszy i wzywa nas do utrzymania pokoju. W naszej wspólnej europejskiej kulturze wielką rolę odgrywają cmentarze i nagrobki. Odwiedzamy cmentarze, stroimy groby i przez to czujemy bliskość naszych zmarłych. Możemy odwiedzać cmentarze razem z naszymi dziećmi i w ten sposób przekazujemy im, że jesteśmy tylko cząstką w tym długim rzędzie naszych przodków i potomnych. Teraz i ja mogę odwiedzać grób mojej prababki Veroniki von Horn i uczcić jej pamięć. Ja jej nigdy nie poznałem. Ona umarła w 1945 r., w wieku 82 lat, ja urodziłem się w 1951 r., ale jest mi bardzo bliska poprzez opowiadania mojej matki, która w czerwcu kończy 99 lat. Gdy dane jest mi dzisiaj uczestniczyć w uroczystości odsłonięcia i poświęcenia pamiątkowych tablic, które zostały przez Polaków tu ustawione, ku czci zmarłych Niemców w 1945 r., jest to dla mnie nowy dowód, że Hitler nie tylko wojnę militarnie przegrał, ale też moralnie, i że nasze wspólne wartości zwyciężyły – mówi Rolf Dyckerhoff.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół