• facebook
  • rss
  • Butla pusta, a gaz leci

    Krzysztof Kozłowski

    |

    Posłaniec Warmiński 24/2016

    dodane 09.06.2016 00:00

    – Kiedy czujemy się słabi, a nie wtedy, kiedy tryumfujemy, Bóg powierza nam swoje sprawy – mówi ks. Michał Olszewski SJC.

    Nie wystarczą rekolekcje adwentowe i wielkopostne. Bo spotkanie z Jezusem dwa razy do roku to za mało, by nawiązać z Nim przyjacielskie relacje i odkryć, kim On jest w moim życiu.

    – Potrzebne są rekolekcje często; nigdy ich w nadmiarze. To okazja do spotkania z Bogiem, ponownego wsłuchania się w to, co z czasem wydaje się banałem, może bajką, może jedynie historią, a nie życiem. Bo jak często trzeba powtarzać dziecku, że się je kocha? Tak często i ja pragnę usłyszeć, że kocha mnie Bóg. Dlatego tu jestem – mówi Barbara. Rozpoczyna się trzeci dzień rekolekcji ewangelizacyjnych o Bożym Miłosierdziu, prowadzonych przez ks. Michała Olszewskiego SCJ, misjonarza miłosierdzia posłanego przez papieża Franciszka. Parafia pw. Chrystusa Odkupiciela Człowieka w Olsztynie. Kościół nabity ludźmi. – Pierwszego dnia, kiedy był wieczór chwały, było więcej ludzi niż na Pasterce. Ponad 1,5 tys. osób. To najlepszy dowód na to, że ludzie pragną bliskości Boga, pragną Go spotkać – mówi proboszcz ks. Andrzej Pluta.

    Odkupienie z ciemności

    Kerygmat jest głoszony od początku chrześcijaństwa. Nie ma możliwości, abyśmy o nim nie słyszeli, choć możemy tego słowa nie znać. – W tych czasach położyliśmy akcent na katechizację, a nie na głoszenie kerygmatu, stąd często mamy sytuację, że katechizujemy ludzi, którzy kerygmatu nie słyszeli – mówi ks. Michał Olszewski SJC. Czym jest kerygmat? – Najkrócej mówiąc, możemy użyć zaledwie dwóch słów: „Bóg kocha”. Prawda o tym, że Bóg kocha człowieka, jest najmocniejszą prawdą kerygmatu i nie sposób katechizować, głosić jakichkolwiek prawd moralnych, jeśli człowiek nie doświadczy tego, że Bóg żyje i że kocha. Dlatego musimy cofnąć się i zacząć głosić kerygmat, by ostatecznie katechizować ludzi już zewangelizowanych. Kiedyś rodzina pełniła taką funkcję, gdzie od małego człowiek słyszał kerygmat, przychodził na katechezę i nie był zdziwiony. A dzisiaj przychodzimy do szkoły jako księża i katecheci i w pierwszej klasie czego uczymy dzieci? Znaku krzyża... Zaczynamy im opowiadać, kto to jest Jezus z Nazaretu i dlaczego ksiądz nosi sutannę. Bo dziecko w domu już tego nie słyszy – opowiada ks. Michał. Podkreśla, że animacji Roku Miłosierdzia papieża Franciszek nie powierzył jakiejś wielkiej kongregacji watykańskiej, ale Papieskiej Radzie ds. Krzewienia Nowej Ewangelizacji. – I właśnie w przestrzeni nowej ewangelizacji chcemy podkreślać głoszenie kerygmatu, czyli prawdy o tym, że Bóg kocha człowieka; że człowiek jest grzeszny, ale grzech go nie pokona, bo Chrystus nas odkupił. Inna prawda kerygmatu to tajemnica wiary, z której wynika uznanie Jezusa za Pana i Zbawiciela. Inna to posłannictwo Ducha Świętego w Kościele, a ostatnia – to wspólnota Kościoła. Gdybyśmy chcieli zacytować Jezusa, który podaje definicję kerygmatu, musielibyśmy przywołać słowa z Ewangelii św. Jana: „Tak Bóg umiłował świat, że Syna swego jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne”. To jest kerygmat – wyjaśnia ks. Michał. I cytuje bp. Grzegorza Rysia: „Miłosierdzie to zawierzenie człowiekowi Bożych spraw, kiedy człowieka toczy słabość”. – Bóg tak kocha człowieka, że wówczas, kiedy czujemy się słabi, Bóg powierza nam swoje sprawy. Nie wtedy, kiedy tryumfujemy, kiedy jesteśmy w dobrej kondycji duchowej, kiedy odchodzimy od kratek konfesjonału. Bóg powierza nam największe sprawy, kiedy leżymy na ziemi przyciśnięci własnymi grzechami. Dlaczego? Bo mamy wtedy najwięcej pokory. Odkupienie z ciemności nas uskrzydli. Nie wolno nam walczyć ze słabościami bez Chrystusa. Jeśli zabierzemy się do walki bez Niego, skazujemy się na porażkę – dodaje. O tym również mówił bp Ryś, że „jeżeli zabierasz się do walki ze swoimi słabościami bez Chrystusa, to jesteś kompletnym szaleńcem”.

    Trzeba się oczyścić

    – Pierwszy dzień rekolekcji. Podczas Eucharystii zauważyłem człowieka stojącego po prawej stronie ołtarza. Ubrany w łachmany, włosy rozczochrane, cały umorusany. Zdawało mi się, że on wręcz chce się schować za filar, jakby się wstydził, że jest w kościele. Po Eucharystii jest modlitwa o uzdrowienie, ludzie podchodzą do prezbiterium, błogosławię ich Najświętszym Sakramentem. A ten człowiek stoi. Jeśli tak, to iść do niego muszę. I poszedłem z Najświętszym Sakramentem. Podszedłem do niego, uściskałem go, monstrancję położyłem na klatce piersiowej i mówię: „Bracie, czego się wstydzisz? Jezus się ciebie nie wstydzi”. Pobłogosławiłem go – opowiada ks. Michał. Następny dzień. Wieczorna Msza św. W pierwszej ławce klęczy człowiek. Ubrany w garnitur, biała koszula, elegancko uczesane włosy. – Niby go znam, a nie znam. Ach, to ten sam człowiek, który wczoraj był brudny! – wspomina. Wczoraj Jezus go przytulił, a on odmienił nawet swój wygląd. – Później powiedział mi jeszcze: „Księże, tego nie widać na zewnątrz, ale ja się wcześniej wyspowiadałem, nie tylko założyłem garnitur”. Odpowiedziałem mu: „Bracie, widać. Właśnie widać”. Trzeba się oczyścić – mówi.

    Jak gaz, skończył się?

    Kończy się Eucharystia. Jeszcze błogosławieństwo kapłana. Po chwili rozpoczyna się modlitwa o uzdrowienie. Jednak nie chodzi tu przede wszystkim o uzdrowienie ciała, czego zazwyczaj najbardziej oczekujemy, ale uzdrowienie naszych dusz ze złych skłonności, braku miłości i przebaczenia, bolesnych dni, wspomnień. Ks. Michał idzie z Chrystusem między ławki, błogosławi każdego. Powoli, bez pośpiechu. Każda spośród ponad 500 osób będących w kościele może spojrzeć Jezusowi w oczy i Mu wszystko powiedzieć. Ksiądz Michał wspomina pewną kobietę. Miała ciężką sytuację materialną, ona i mąż wiele miesięcy bez pracy, a dzieci na utrzymaniu. Starał się jej pomóc, zbierał pieniądze, kupił jedzenie i butlę z gazem, żeby miała jak przygotować dzieciom posiłki. Zazwyczaj taka butla wystarcza na dwa tygodnie. – „Jak gaz, skończył się? Trzeba kupić butlę?” – zapytałem ją. Powiedziała, że nie. Po jakimś czasie zapytałem o to samo. Znów odpowiedziała, że nie. Pewnie sobie kupiła, pomyślałem. Po upływie kilkunastu dni znów pytam: „Nie trzeba ci butli z gazem?”. A ona się rozpłakała i mówi: „Nie trzeba”. „To dlaczego płaczesz?” – dopytywałem. „Bo w tej butli już dawno nie ma gazu” – stwierdziła. Nie rozumiałem sytuacji. I ona mi opowiada, że butla jest pusta, ale kiedy trzeba ugotować dzieciom posiłek, odkręca gaz, a on leci. Bo kiedy gaz się kończył, poprosiła Boga, by wtedy, kiedy potrzeba, ten gaz mimo wszystko leciał. I tak się stało. Poszliśmy do niej, bierzemy butlę, machamy nią – rzeczywiście, pusta. Ale nadszedł czas obiadu, ona odkręca gaz i gaz leci! Gdybym tego nie widział na własne oczy, to bym w to nie uwierzył – uśmiecha się ks. Michał. Kiedy ta kobieta dostała pracę, gaz już z pustej butli nie poleciał. – Nie mogłem temu dać wiary. Ale potem tak sobie myślę, że kiedy egzorcyzmuję, to nieraz diabeł robi sztuczki, że na przykład ludzie wymiotują dużymi kawałkami szkła albo gwoździami. Diabeł materializuje te przedmioty z cząstek powietrza u wylotu ust. To czy Pan Bóg, który nas kocha, nie może sprawić, że gaz leci z pustej butli? Nam, ludziom XXI wieku, wydaje się, że Bóg to jakiś folklor, a nie potężny, żywy Bóg, który stworzył wszechświat i bezgranicznie kocha człowieka – dodaje ks. Michał. Marzył o nas Po Mszy św. ks. Michał długo stoi przed kościołem. Podchodzą do niego ludzie, pytają, szukają odpowiedzi. Długie rozmowy. Czego poszukuje dzisiejszy człowiek? – Ludzie przychodzą z różnymi problemami. Takimi codziennymi. Wprawdzie rozwiązanie problemu to winna być długa droga stałego spowiednika i tej osoby, myślę jednak, że dziś ludzie przede wszystkim potrzebują tego, żeby ich wysłuchać, czyli relacji z drugim człowiekiem i żywej relacji z Bogiem. Wydaje mi się, że to jest największa bolączka, że w tym zabieganym świecie nie ma drugiego człowieka, który by ich wysłuchał. Przychodzi wielu zatroskanych rodziców, którzy przeżywają problemy swoich dzieci, rozbite małżeństwa, odejścia od Kościoła. To jest trudna dzisiejsza rzeczywistość – mówi ks. Michał. Z tym większą gorliwością mówi o tym, by powierzać się Jezusowi, zanurzać w Jego miłosierdziu. Że powinniśmy zapraszać Jezusa do wszystkich naszych świtów, a wówczas będziemy mogli się cieszyć, staniemy się szczęśliwymi ludźmi. – Czy myśleliście kiedyś o tym, że Chrystus miał marzenia? Miał i marzył o nas – dodaje kapłan. – Dlatego założył Kościół. My, będąc w Kościele, jesteśmy spełnieniem się Jego marzeń. Jesteśmy spełnionym marzeniem Chrystusa. Czy Bóg jest na pierwszym miejscu mojego życia? Czy jest?•

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół