• facebook
  • rss
  • Piesze wędrówki Marianny

    ks. Piotr Sroga

    |

    Posłaniec Warmiński 25/2016

    dodane 16.06.2016 00:00

    – Niektórzy byli na nią źli, bo za dużo modlitw odmawiała. Na początek dwie pieśni jako wstęp, potem litania, Różaniec i znowu śpiewy. Dla części ludzi było to za długo. Kiedy zaczęli narzekać, obraziła się na jakiś czas i nie przyszła na kilka nabożeństw – wspomina Wanda Kamińska.

    Rodowitych Warmiaków pozostało już niewielu, ale w tych, którzy przybyli tu w okresie powojennym, przetrwały przekazywane im opowieści. W Dorotowie, małej wiosce nieopodal Olsztyna, wspomina się do dziś kobietę, która żyła jak pokutnica i organizowała życie religijne całej wioski. Mówiono na nią Sztukiertka. Nie zachowało się żadnej jej zdjęcie, ale do dziś jest wspominana w rozmowach mieszkańców Dorotowa.

    Stracone dzieci

    Marianna Stuckiert ostatnie lata swojego życia spędziła w domu rodziny Kamińskich. Przyjęli ją do siebie i udostępnili z dobrego serca pokój, w którym mieszkała do roku 1981. – Pochodziła z Sząbruka, z domu Roman. Urodziła się w 1891 r. w Tomaszkowie – mówi Wanda Kamińska, zaglądając do rodzinnej księgi Sztukiertki. – Jej pierwszy mąż zginął na wojnie. Powtórnie wyszła za Wilhelma. Miała czworo dzieci. Najmłodszy syn zmarł po dwóch latach od urodzenia. Dwóch starszych synów w czasie wojny zginęło na froncie. Jeden był marynarzem, a drugi służył w piechocie. Była jeszcze córka... Maria Marta Stuckiert była dziewczynką o wątłym zdrowiu, miała problemy z sercem. Pewnego dnia wpadła do przerębla, do lodowatej wody, i wskutek tego zmarła. Miała 11 lat. „Sztukiertka” opowiadała po latach, że córka była bardzo religijna i chyba czuła, że długo nie pożyje. Po I Komunii Świętej często ubierała się w białą sukienkę, żeby się przygotować na pójście do nieba.

    Dzwon na modlitwę

    Dlaczego pamięć o Mariannie zachowała się przez tyle lat wśród okolicznych mieszkańców? – Była bardzo pobożna. Codziennie chodziła do kościoła w Bartągu, odległego o 5 km. Pod koniec życia, gdy nie starczało sił, udawała się do bliżej położonej Stawigudy – wspomina Bolesław Kamiński. Nie pozwalała, aby ją ktoś podwoził. Znana jest historia związana z bartąskim proboszczem. Sztukiertka szła na bosaka do Gietrzwałdu na odpust, gdy nagle na drodze pojawił się ks. Pietkiewicz, jadący bryczką. Zatrzymał się i chciał ją zabrać, a ona tylko machnęła znacząco ręką, coś pod nosem powiedziała i poszła dalej. Tak jak gdyby go w ogóle nie było. – Msza św. w Bartągu była o 7.00. Marianna już od 4.00 szykowała się do drogi. Chodziła także do Olsztyna, bo należała do świeckiego zakonu franciszkańskiego. Posiadała swój habit, w którym została pochowana – mówi pani Wanda. W domu Kamińskich zachowały się modlitewniki Sztukiertki. Są wśród nich księgi w języku polskim i niemieckim. Trzeba pamiętać, że Warmiacy w Dorotowie rozmawiali po niemiecku. Marianna po śmierci dzieci poświęciła się modlitwie i prowadziła ważniejsze nabożeństwa we wsi, w której nie było kościoła. Najpierw zwoływała mieszkańców, uderzając w sygnaturkę umieszczoną na kapliczce, która znajdowała się w centrum miejscowości. Ludzie schodzili się, aby odprawić np. majowe. – Niektórzy byli na nią źli, bo za dużo modlitw odmawiała. Na początek dwie pieśni jako wstęp, potem litania, Różaniec i znowu śpiewy. Dla części ludzi było to za długo. Kiedy zaczęli narzekać, obraziła się na jakiś czas i nie przyszła na kilka nabożeństw – wspomina Wanda Kamińska. Sztukiertki w wiosce nie traktowano jak dziwaczki. Miała autorytet i patrzono na nią z szacunkiem. Była surowa wobec innych, ale przede wszystkim wymagała od siebie. – Kiedy ktoś nie przestrzegał przykazań, ze zdziwieniem mówiła: „Boga się nie boi” i potrafiła upomnieć. Była jednak bardzo życzliwa dla potrzebujących i chętnie pomagała – mówią państwo Kamińscy. Sygnatura odzywała się także, gdy ktoś umarł. Wtedy też Marianna prowadziła modlitwy przy zmarłym, co odbywało się w domach. – Gdy szła z kościoła, mówiła ludziom, za kogo się modliła: „Wej, za was się już modliłam. Za Edka, żeby nie pił”. Do nas mówiła: „Za woju się pomodliłam” – mówi Danuta Traskowska.

    Pokój pełen świętych

    Sztukiertka żyła bardzo skromnie. Kiedy szła z kościoła, zawsze zbierała chrust na opał. Podnosiła z ziemi po drodze gałązki, deski i na plecach przynosiła do domu. – Wprowadziliśmy się do Dorotowa w 1975 r. i wtedy poznaliśmy Sztukiertkę. Zanim zamieszkała u Kamińskich, przebywała razem z inną Warmiaczką – Cecylią Skrzyńską – w domu, w którym teraz mieszkamy – mówią Danuta i Władysław Traskowscy. Pan Władysław był jedyną osobą, która potrafiła namówić Mariannę na podwożenie samochodem do lub z kościoła. – Chodziła boso i często miała zdarte nogi aż do krwi. Buty brała na kijek i zarzucała na plecy. Czasem dała się zaprosić na obiad. Przy okazji opatrzyłem jej wtedy rany na nogach – wspomina. – Jej mąż był niegrzeczny. Nie chciał chodzić do kościoła i trochę sobie popijał – mówi pani Danuta. – Kiedy prowadziłam sklep w Dorotowie, wracałam koło ich domu do siebie. Wtedy wołała mnie „Puć no” i częstowała czekoladkami. Gdy weszłam do jej pokoju, to zobaczyłam mnóstwo obrazów religijnych i figurek świętych – wspomina. Pani Danuta pamięta, że Marianna robiła za każdym razem te same zakupy: pół chleba, pół masła, kawę zbożową i kawałek twarogu. Żyła bardzo skromnie – mówi. Odłożone pieniądze przekazywała do Bartąga na kościół. Zresztą po jej śmierci zabytkowy zegar trafił właśnie do tej świątyni i do dziś stoi w prezbiterium. Kiedy mieszkała razem z Cecylią w jednym domu, ciężko pracowała, aby utrzymać przydomowe gospodarstwo. Było trochę ziemi i drób. Traskowscy pamiętają, że jedną z ulubionych potraw wśród Warmiaków była grycówa, czyli krew ze świni zmieszana z kaszą gryczaną – po naszemu kaszanka, tylko rozrabiana w garnku. Kiedy Cecylia delektowała się tą potrawą, można było poznać po zabrudzonym nosie. Cięższą pracę wykonywała Sztukiertka i trochę narzekała na koleżankę. – Przyszedł jednak czas, gdy Cecylia dała do zrozumienia Mariannie, że powinna się od niej wyprowadzić, bo na starość chce sprowadzić do domu rodzinę. Wtedy ta przeniosła się do Kamińskich, którzy ją z życzliwości przyjęli, choć nie istniały między nimi żadne więzi rodzinne. Po prostu z odruchu serca.

    Pogrzeb bez kwiatów

    Zmarła w wieku 90 lat. Modliła się wcześniej o śmierć i mawiała, że Pan Bóg nie chce wysłuchać jej modlitwy. – Za obrazkiem schowała pieniądze na pogrzeb. Powiedziała, w czym ma być pochowana. Miała również życzenie, żeby na pogrzeb nie przynosić kwiatów. Nie chciała także pomnika na swoim grobie, a jedynie krzyż i kopczyk z ziemi – mówią Kamińscy, którzy do dziś opiekują się jej grobem. Jej życzenie zostało spełnione. Na cmentarzu w Bartągu jest grób Marianny bez pomnika, jedynie przykryty sztuczną trawą. Pewnego dnia poszła na piechotę do kościoła w Stawigudzie. Państwo Traskowscy podwozili właśnie jej znajomą i zaproponowali transport w drodze powrotnej. Zgodziła się. Gdy wróciła do domu, dostała udaru i po paru dniach zmarła w olsztyńskim szpitalu. – Kiedy odwiedzałam ją w szpitalu, mówiła, żebym nie zawracała sobie nią głowy, bo muszę się opiekować dziećmi. Nie chciała być do końca ciężarem dla drugich – mówi pani Wanda. Po wojnie przez wiele lat Warmiacy w Dorotowie stanowili etniczną enklawę. W sklepie rozmawiano po niemiecku i niewielu obcych pojawiało się w wiosce. Gdy zjawili się nowi mieszkańcy, zaczął funkcjonować w mowie podział na Niemców i Polaków. W latach 70. rozpoczął się exodus Warmiaków do Niemiec. – Pamiętam, że podpisywałam im skrzynie, w których spakowany był ich dobytek – mówi Wanda Kamińska. Ludzie pamiętają, że każdą warmińską rodzinę odprowadzał na dworzec ks. Pietkiewicz i za każdym razem płakał przy pożegnaniu. Tak mocno był z nimi związany emocjonalnie. Po pewnym czasie nowi i starzy mieszkańcy stanowili jedność, choć starsi Warmiacy niechętnie patrzyli na tzw. mieszane pary. – Moja koleżanka wyszła za Warmiaka. Jego rodzice na początku nie chcieli nawet słyszeć, że związał się z „obcą” – wspomina pani Wanda. – Mój brat, gdy poszedł do szkoły, nie mówił po polsku – mówi Bolesław Kamiński. Jednak w tym zróżnicowanym kulturowo świecie Marianna miała autorytet religijny u wszystkich. Modlitwa gromadziła wszystkich, niezależnie od języka i pochodzenia. – Dla mnie była wzorem cierpliwości, pobożności i duchowego rygoru. Tak ją wspominam – mówi pani Wanda. •

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół