• facebook
  • rss
  • Niemy świadek

    ks. Piotr Sroga


    |

    Posłaniec Warmiński 26/2016

    dodane 23.06.2016 00:00

    – Pewnego dnia zadzwoniła do mnie Zofia Ugarenko i powiedziała „Księże, zabrano nam krzyż” – mówi ks. Tadeusz Marcinkowski.

    W kancelarii olsztyńskiej kurii stoi metalowy krzyż, który czeka na zamontowanie na dachu zabytkowego budynku przy placu Bema 2. Nowy właściciel secesyjnej kamienicy podczas remontu oddał go do renowacji i postanowił, że po latach krzyż wróci na swoje miejsce. A jego historia wiąże się z dziejami Kościoła na Warmii, z czasami komunistycznych rządów.


    Niewygodni klerycy


    Ks. dr Tadeusz Marcinkowski, kanclerz kurii, pyta czasami starszych księży, czy wiedzą, skąd pochodzi stojący przy jego biurku krzyż. Musi nieraz zadać pomocnicze pytania, aby przypomnieli sobie miejsce, w którym jako klerycy przygotowywali się do kapłaństwa. – Niektórzy odgadują, że jest to krzyż z budynku, gdzie dawniej mieściło się Wyższe Seminarium Duchowne „Hosianum”. Ale także wierni świeccy go zauważają. Pewna olsztynianka, kiedy go rozpoznała, uklęknęła i odmówiła modlitwę – mówi. 
Do dziś zachowały się jedynie strzępy informacji na temat krzyża. Po wojnie okazałe budynki warmińskiego seminarium w Braniewie legły w gruzach. Działania wojenne nie oszczędziły wybudowanego w okresie międzywojennym alumnatu. Seminarium znalazło swoje miejsce w Olsztynie, w budynkach przy ul. Mariańskiej, naprzeciw szpitala miejskiego. Tam zorganizowano nie tylko zaplecze lokalowe, ale także kadrę wychowawców i grono profesorskie. 
– Bp Tomasz Wilczyński chciał, aby nowe seminarium wybudować właśnie przy ul. Mariańskiej – wspomina bp Julian Wojtkowski. Okazało się jednak, że władze komunistyczne miały inne plany. Postanowiono przenieść seminarium do budynków przy placu Bema, a przy ul. Mariańskiej zorganizować szkołę i hotel dla pielęgniarek. To była taka zamiana, która miała ułatwić siostrom szpitalnym łatwiejsze dotarcie do pracy. – Mówiono, że z placu Bema pielęgniarki muszą iść do szpitala przez całe miasto, a mieszkając naprzeciw niego, będą bezpieczniejsze – mówi bp Wojtkowski. Powodem przenosin mógł być jeszcze jeden fakt, o którym wspomina bp Julian. Nieopodal seminarium mieściła się siedziba władz i pewnie ówcześni włodarze musieli odpowiadać na pytania gości, co znajduje się w okazałym budynku, który było widać z okien biur Rady Narodowej. Była to dość niezręczna sytuacja, gdy komunistyczni aktywiści odpowiadali „To jest seminarium duchowne”. Przecież obowiązującą doktryną w tamtym czasie był ateizm. 
Znikający krzyż
– W końcu bp Wilczyński zgodził się na zamianę. W roku 1962 klerycy przeprowadzili się do zabytkowego budynku przy placu Bema 2. Warunkiem, jaki stawiały władze seminaryjne, było zamontowanie centralnego ogrzewania. Funkcję rektora pełnił w tym czasie bp Jan Obłąk – wspomina bp Wojtkowski. Z budynkiem tym związana jest historia metalowego krzyża. Nie wiadomo dokładnie, kiedy został umieszczony na froncie kamienicy. Stał się jednak dla wielu osób symbolem wiary w komunistycznej rzeczywistości. – Przez lata mieszkańcy okolicznych domów i przechodnie wzbudzali akty wiary, przechodząc obok seminarium i patrząc na ten krzyż – wspomina Zofia Ugarenko. A był on dobrze widoczny, gdyż zamontowano go nad wystającym z lica elewacji fragmentem budynku zwanym wykuszem. – Znajdował się tam ołtarz św. Józefa, gdzie odprawiano Msze św. Był to czas, kiedy nie było jeszcze koncelebry – mówi bp Wojtkowski. Cały ołtarz był wysoki, a pomieszczenia w nowym miejscu niskie, więc postanowiono jego część umieścić na poddaszu jako kaplicę. Krzyż znajdował się w pierwszych latach nad tą kaplicą. Z czasem przeznaczenie poszczególnych pomieszczeń zmieniało się. Budynek był zresztą pierwotnie siedzibą Komendy VII Korpusu Armii Pruskiej i zagospodarowanie go na potrzeby seminaryjne nie było łatwe. 
W roku 1991 kamienica przy placu Bema została sprzedana, a seminarium przeniosło się na Redykajny. Krzyż pozostał. Przez wiele lat budynek stał otoczony rusztowaniami, ale efektów prac nie było widać. Dopiero ostatni właściciel wziął się za robotę i niedługo odbędzie się poświęcenie wyremontowanej kamienicy. – Przejeżdżając koło dawnego seminarium, spoglądałem na dach i sprawdzałem, czy krzyż jest. Pewnego dnia zadzwoniła do mnie Zofia Ugarenko i powiedziała „Księże, zabrano nam krzyż”. Zauważyły to osoby mieszkające przy placu Bema, dla których był on przez wiele lat symbolem wiary – wspomina ks. Tadeusz Marcinkowski. Skontaktował się z właścicielem budynku i okazało się, że ten oddał krzyż do renowacji w Warszawie. W czerwcu wróci na swoje miejsce i będzie nie tylko przypominał o dawnych dziejach, ale dla okolicznych mieszkańców będzie wezwaniem do modlitwy i wyznania wiary.


    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół