• facebook
  • rss
  • Warmińskie Lourdes

    Krzysztof Kozłowski

    |

    Posłaniec Warmiński 29/2016

    dodane 14.07.2016 00:00

    Cały plac wypełnił się pątnikami. U niektórych widać było łzy wzruszenia, a wzrok wszystkich skupił się na miejscu, gdzie przed laty Matka Boża w Gietrzwałdzie przemówiła po polsku, prosząc o nawrócenie, pokutę i nieustanną modlitwę.

    Do sanktuarium maryjnego w Gietrzwałdzie przyszła X Pielgrzymka Różańcowa, która 9 dni wcześniej wyruszyła z Milanówka leżącego na południowy zachód od Warszawy i wchodzącego w skład aglomeracji warszawskiej. Od 4 lat opiekunem pielgrzymki jest o. Krzysztof Stępowski CSsR.

    Wspomina on drogę, ciepłe przyjęcia przez ludzi, gdzie się zatrzymywali na posiłki i nocleg. – Spotykamy się z życzliwością, serdecznością, choć czasem i ze zdziwieniem, że z roku na rok jest nas coraz więcej – uśmiecha się kapłan. Nie ukrywa zadowolenia, że coraz więcej osób wie o Gietrzwałdzie, o polskim, warmińskim Lourdes. – Pątnicy niosą w sercach wszystkie intencje, które obecnie trapią człowieka wiary. Dotyczą osobistych relacji z Bogiem, bolączek dotykających rodziny, choroby, cierpienia, uwolnienia od nałogów i lęków – mówi o. Stępowski. Wśród licznej grupy pielgrzymów jest Monika, studentka z Warszawy. – Dlaczego pielgrzymuję do Gietrzwałdu? Jest to przecież miejsce objawień, jedyne w Polsce uznane przez Kościół. Mamy nasz polski diament, który, niestety, nie został jeszcze przez Polaków odkryty. A właśnie tu powinniśmy pielgrzymować jak najczęściej – mówi. Organizatorem pielgrzymek jest Stanisław Krzemiński. Dobrze pamięta pierwszą, tę sprzed 10 lat. Do Gietrzwałdu wyruszyło wówczas około 20 osób. – A wszystko przez prof. Wiesława Nowakowskiego z Akcji Katolickiej. Podczas rozmów dzieliliśmy się naszym pragnieniem, że trzeba by iść do Matki Bożej, do Gietrzwałdu. Bo przecież to jedyne miejsce w Polsce, gdzie zostały uznane przez Kościół objawienia Maryi. I po prostu poszliśmy i chodzimy do dziś – wspomina. Pielgrzymi w Gietrzwałdzie uczestniczyli we Mszy św., później odmówili Różaniec. I nadszedł czas powrotu do domów. – Jeszcze przez wiele dni będę żyć tą drogą. Zresztą jak co roku – wyznaje Anna.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół