• facebook
  • rss
  • Po prostu wolniej płynie czas

    Krzysztof Kozłowsk

    |

    Posłaniec Warmiński 32/2016

    dodane 11.08.2016 00:00

    Jacek Kostka, prezes Polskiej Krajowej Sieci Miast Cittaslow i burmistrz Górowa Iławeckiego, mówi o wzburzonych Włochach, miłości do swojego miasta i pomarańczowym ślimaku

    Krzysztof Kozłowski: Wiele się mówi o Cittaslow. Do stowarzyszenia ostatnio wstąpiły Orneta i Jeziorany. Myślę, że jednak wiele osób nie wie, czym jest ta organizacja. Zna hasło i nic więcej.

    Jacek Kostka: Każde hasło, które jest w miarę nowe, rodzi pytania. Cittaslow to idea, która zrodziła się we Włoszech. Zresztą wiąże się z tym dość interesująca historia. Początkowo powstał ruch „slow food”, który narodził się we Włoszech, w Rzymie, gdzie w jednej z najbardziej historycznych części miasta został otwarty McDonald’s. To tak bardzo wzburzyło Włochów przyzwyczajonych do dobrej, tradycyjnej, lokalnej kuchni, że zaczęli promować – jako przeciwwagę dla konsumpcjonistycznego fast foodu, masowej produkcji i wielkomiejskiego szumu – żywność, która jest stąd, której produkty pochodzą z pobliskich gospodarstw, która ma mnóstwo smaku i mnóstwo słońca, i lokalnej ziemi. Cittaslow to dokładnie to samo, choć rozszerzone na inne aspekty. Staramy się poczuć to miejsce, w którym żyjemy, pokochać je, mieszkać w nim spokojnie. A małe miasteczka Warmii i Mazur idealnie nadają się do takiego stylu życia, bo one takie są, z otaczającymi je lasami, jeziorami. Tu po prostu wolniej płynie czas.

    Czy właśnie dlatego spośród 25 miejscowości w Polsce należących do organizacji 20 leży na Warmii i Mazurach?

    Do ruchu Cittaslow nie należą wielkie ośrodki turystyczne. One właściwie nie potrzebują żadnej reklamy, innej rozpoznawalnej marki. Natomiast do sieci miast Cittaslow należą miasteczka, które szukają swojej drogi, sposobu na promocję i jednocześnie na wymianę doświadczeń w ramach samorządów, ale i mieszkańców. Są to miasteczka, które nie są ośrodkami przemysłowymi ani turystycznymi, ale które mają coś do zaoferowania nie tylko gościom. Bo, wbrew przekonaniu, nie do końca chodzi tu o turystykę. Ona jest, ale jakby obok. I jeszcze jedna kwestia, myślę, że wyjaśniająca ewenement Warmii i Mazur. Mamy silne wsparcie urzędu marszałkowskiego. Była to idea rozwoju, jak to nazywam, naszych miast środka. Z jednej strony mamy historyczną Warmię, z drugiej – Mazury. I nagle okazało się, że Wielkie Jeziora to jedyna rozpoznawalna marka turystyczna województwa warmińsko-mazurskiego. A cała reszta, ta leżąca w środku, jest jakby nigdzie. Myślę, że stąd bierze się wśród samorządów popularność Cittaslow, bo ono zrzesza, oprócz Rynu, gdzie zaczynają się Wielkie Jeziora, miasteczka z dala od centrów turystycznych Warmii i Mazur. W przeciwieństwie do innych zrzeszeń samorządowych, ten ruch daje możliwość realnej wymiany doświadczeń, dlatego że należą do niego miasta o podobnej wielkości. Mamy podobne problemy, podobne doświadczenia. I, co ważne, my faktycznie współpracujemy z sobą, co daje nam możliwość lobbowania na rzecz małych miast. Efektem tego jest program rewitalizacji miast Cittaslow, na który nasze województwo przeznaczy ponad 50 mln euro. W ramach tego programu 14 miasteczek, które należały do sieci przed 2014 r., otrzyma pieniądze na realizację projektów społecznych i infrastrukturalnych. Myślę, że do końca wakacji zaczniemy podpisywać umowy i... do pracy.

    Co na Warmii i Mazurach w ramach tych 50 mln euro będzie zrealizowane?

    Nie da się tego powiedzieć. (śmiech) Dlaczego? Bo tego jest tak dużo. Standardowym elementem jest rewitalizacja przestrzeni starówek i zabytków. Są również projekty społeczne, choćby przywracania osób długotrwale bezrobotnych na rynek pracy. Generalnie, niełatwe do wydania pieniądze. (śmiech)

    Wspomniał Pan, że to ruch, który w jakiejś części wspomaga turystykę, ale przede wszystkim ma wspomagać mieszkańców. W jaki sposób funkcjonuje to na przykładzie Górowa Iławeckiego?

    Myślę, że takim dobrym zrealizowanym przez nas pomysłem, są ścieżki pieszo-rowerowe. Pomysł na tę inwestycję narodził się z prostej rzeczy. W ramach międzynarodowego spotkania miast Cittaslow byliśmy w Holandii. Miałem okazję wsiąść na rower, przejechać 20 kilometrów po ich ścieżkach. Doświadczyłem tego, jak jest to dobra rzecz. Po powrocie, a nie wracałem rowerem do domu (śmiech), zadałem sobie pytanie, czy takie ścieżki są potrzebne mieszkańcom? Czy potrzebne jest miejsce, gdzie dziecko bezpiecznie będzie mogło jeździć na rowerze czy rolkach, gdzie cała rodzina pójść na spacer z dala od ruchu drogowego? Odpowiedź brzmiała: „tak”. Okazało się, że ta inwestycja poprawiła jakość naszego życia w mieście.

    Znakiem rozpoznawalnym miast Cittaslow jest pomarańczowy ślimak. Czego może spodziewać się turysta, kiedy na granicy miasta widzi to logo?

    Tego, że dobrze zje. Dbamy o to – a w Górowie mamy dwie naprawdę wyśmienite restauracje – że zostanie gościnnie przyjęty. Na przykładzie naszego miasta widzę, że w ciągu ostatniego roku wiele się u nas zmieniło. Mamy więcej miejsc noclegowych o coraz wyższym standardzie. Są przygotowane informatory, jakie atrakcje czekają na turystów. Gościnność, otwartość – to jest coś, nad czym trzeba było trochę popracować. krzysztof.kozlowski@gosc.pl

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół