• facebook
  • rss
  • Wrócą tu, gdy dorosną

    ks. Piotr Sroga

    |

    Posłaniec Warmiński 32/2016

    dodane 11.08.2016 00:00

    – Dla mnie Kanał Elbląski jest cudem myśli hydrotechnicznej sprzed 150 lat i niepowtarzalnym szlakiem wodnym. Nie ma drugiego takiego w całej Europie! – mówi Adam Bartnikowski.

    Kiedy turyści wypoczywają na Mazurach, szukają atrakcji, które urozmaicą im czas. A przecież w tym się specjalizuje ta urokliwa kraina wielu jezior. Nie ma tu przemysłu, wielkich hal produkcyjnych i centrów finansowo-gospodarczych. Jest natura i jej piękno. Wśród wielu propozycji pojawia się możliwość rejsu drogą wodną, która od wielu lat stanowi jeden z głównych atutów turystycznych województwa warmińsko-mazurskiego – Kanałem Elbląskim.

    Konkurencja dla komórki?

    Na wycieczkowy statek wsiadają po kolei kolorowo ubrani turyści. Jest m.in. grupa z Niemiec, rodzina Markowskich z Krakowa i młode małżeństwo z Torunia. – Wypoczywamy pod Olsztynem, ale co kilka dni organizujemy sobie wycieczki do interesujących miejsc w okolicy. Nasi gospodarze polecili nam tę wyprawę. Trochę się zastanawialiśmy nad tym, jaką trasę wybrać – dłuższą czy krótszą. Mamy małe dzieci i nie wiem, jak zniosłyby czterogodzinny rejs – mówi Anna Markowska. Faktycznie, możliwości wyboru długości trasy są duże. Można na przykład z Elbląga popłynąć do Buczyńca i po drodze zobaczyć pięć pochylni. Rodzina Markowskich nie chciała jechać do oddalonego o 100 km Elbląga i postanowiła rozpocząć swoją przygodę w Ostródzie. Trasa rejsu przebiegała pomiędzy Ostródą a Miłomłynem. Przewidziany czas wycieczki to ponad 2 godziny. Jakie atrakcje czekały na krakowskich turystów? Przede wszystkim piękne widoki. Najpierw ze statku widać panoramę Ostródy; potem wpływa się w tę część kanału, która została w całości wybudowana przez ludzi. Jest ona najstarsza. To w tym miejscu w roku 1844 rozpoczęto budowę kanału. Sama śluza w Miłomłynie stanowi punkt 0, od którego mierzy się długość rejsów. Odcinek Ostróda–Miłomłyn jest również częścią Szlaku Papieskiego. W latach 1957–1958 pływał tu Karol Wojtyła. – Dla naszych dzieci jest to może zbyt monotonne. Minęło tylko pół godziny, a już siadły przy komórkach... Ale gdy dorosną, wrócą tu, by przeżyć to, co my w tej chwili przeżywamy. Mieszkamy w dużym mieście i ta czysta natura jest dla nas cudowna. Proszę popatrzeć na kormorany i mewy, które się pojawiają co chwila. Rozumiemy, czemu Jan Paweł II lubił tu być. Możemy liczyć na pełne odprężenie, nawet jeśli nasze dzieci się trochę nudzą. One są z innego pokolenia, tego komputerowo-komórkowego – uśmiecha się Krzysztof Markowski.

    Burmistrzów przeciąganie liny

    Na określenie kanału funkcjonuje kilka nazw: Kanał Ostródzki, Kanał Elbląski, Ostródzko-Elbląski, Elbląsko-Ostródzki. Jaka jest wersja poprawna i oficjalna? – W kwestii nazwy wyjaśnijmy od razu: obowiązuje nazwa Kanał Elbląski, wszystkie pozostałe są efektem mniej lub bardziej radosnej twórczości, a także wyrazem ambicji. Pamiętam, jak kilkanaście lat temu burmistrzowie Elbląga i Ostródy siłowali się nad brzegiem kanału w konkurencji przeciągania liny. Zwycięzca otrzymywał przywilej postawienia swojego miasta na początku nazwy kanału. Wówczas wygrał burmistrz Ostródy i przez rok kanał nosił nazwę Ostródzko-Elbląski. Tę zabawę w wygrywanie nazewnictwa można, oczywiście, urządzać z dowolną częstotliwością, ale w dokumentach i publikacjach obowiązuje nazwa oficjalna: Kanał Elbląski – wyjaśnia Adam Bartnikowski, znawca tematu. W ciągu roku statki kursujące po kanale przewożą około 50 tys. osób. Rejs jest okazją nie tylko do wypoczynku, ale również do zapoznania się z walorami krajobrazu oraz bogatej fauny i flory tych regionów. Ten, kto chce zdobyć trochę wiedzy i wrażeń, ma podczas rejsu wiele możliwości. – Dla mnie Kanał Elbląski jest po pierwsze cudem myśli hydrotechnicznej sprzed 150 lat, po wtóre zaś niepowtarzalnym szlakiem wodnym. Nie ma drugiego takiego w całej Europie! Co do nudziarstwa – zależy, co się komu podoba. Jedni lubią filmy z Jackiem Chanem, inni wolą Ingmara Bergmana. Jeżeli ktoś oczekuje żeglarskiej przygody, zmagań z wiatrem i halsowania, powinien sobie darować żeglugę kanałem. Samo przemieszczanie się na poszczególnych odcinkach kanału rzeczywiście jest dość monotonne i trochę przypomina bardzo powolną jazdę samochodem. Miejscami kanał jest tak wąski, że siedzący na statku turyści w ogóle nie widzą wody – mówi Adam Bartnikowski.

    Rejs do przeszłości

    Razem z rodziną Markowskich na statku obecni są turyści z Niemiec. Czym dla nich jest Kanał Elbląski? – Moja rodzina mieszkała przed II wojną światową w Dąbrównie. Z opowiadań dziadków wiem, że ten kanał istniał o wiele wcześniej i był atrakcją już w ich czasach. Jestem w Ostródzie po raz kolejny i prawie zawsze ze znajomymi odbywamy krótki rejs. Trochę odpoczynku i trochę powrotu do przeszłości. Historia tych terenów związana jest z Prusami Wschodnimi i dlatego jest nam tak bliska – mówi Rita Reddig. Dla turystów z Niemiec historia Kanału Elbląskiego jest często podróżą w czasy ich rodziców lub dziadków. A historia kanału jest bardzo bogata i ciekawa. Kanał zaprojektował Georg Jacob Steinke, pochodzący z Królewca inżynier, będący na służbie u niemieckich cesarzy. Trzeba pamiętać, że w tamtych czasach jedną z podstawowych form przewozu towarów był transport wodny. Dlatego zadaniem królewieckiego inżyniera było połączenie Prus Wschodnich z Bałtykiem, aby można było uruchomić atrakcyjny szlak handlowy. – Projekt był gotowy już w roku 1825, ale prawie 20 lat czekał na rozpoczęcie budowy, która ostatecznie ruszyła 28 października 1844 roku – mówi Adam Bartnikowski. Prace przy kanale trwały 8 lat, a pierwszy rejs odbył się 31 sierpnia 1860 roku. Choć pierwszy statek przepłynął odcinek między Ostródą a Miłomłynem, to jednak dopiero dwa lata później odbyło się oficjalne oddanie kanału do użytku. – Największym problemem technicznym, przed jakim stanęli projektant i budowniczy kanału, była różnica poziomów wody. Na krótkim odcinku wynosiła ona ponad 100 m. Aby pokonać tę różnicę, zaprojektowano specjalny system pochylni i śluz. Z technicznego punktu widzenia są one najciekawszym elementem kanału – wyjaśnia dr Mirosław Zieja, historyk. To rozwiązanie, które wykorzystuje różnicę poziomów, powoduje, że statki są w pięciu miejscach przeciągane po szynach, na specjalnie przeznaczonym do tego wózku. Używa się także w tej operacji specjalnych lin, nawiniętych na duże bębny. Siłę pociągową czerpie się z wody, wykorzystując jej spadek. Urządzenia te wykonano w XIX w., a w tym roku po długiej renowacji zostały oddane ponownie do użytku. Na początku wszystkie te rozwiązania służyły rejsom handlowym. Pływały tu barki z towarami, dzięki czemu wymiana handlowa była sprawniejsza i łatwiejsza. Przyszedł jednak czas, gdy postanowiono uruchomić także ofertę wypoczynkową. Pierwsi turyści popłynęli Kanałem Elbląskim w roku 1912. Do tego celu wybrano statek Seerose – w tłumaczeniu na język polski: Róża Jezior. Jego właścicielem była rodzina Tetzlaff z Ostródy. Po dwóch latach w elbląskiej stoczni wyprodukowano także drugą jednostkę i wtedy rozpoczęły się regularne rejsy między Ostródą a Elblągiem.

    Statkiem po trawie

    Dziś po Kanale Elbląskim nie pływają już barki towarowe. Stał się on atrakcją turystyczną dla wakacyjnych przybyszów z całego świata. Można przepłynąć tradycyjną trasę lub zamówić indywidualny rejs. Podmiotem zarządzającym działalnością w sezonie letnim jest Żegluga Ostródzko-Elbląska. – Największą atrakcją są rejsy „Statkiem po trawie”. Dzięki naszej ofercie istnieje możliwość poznania niezwykle interesujących systemów wodnych Kanału Elbląskiego i Pętli Żuławskiej, zawierających obiekty sztuki hydrotechnicznej od stu kilkudziesięciu lat wykorzystujące tak modną dziś ekologiczną energię – energię wody – mówi Stanisław Bieliński, prezes zarządu. – Dla tych, którzy chcą odpocząć od zgiełku codzienności, proponujemy poznawanie bogactwa i rozmaitości jezior Drużno, Drwęckiego, Pauzeńskiego, Szeląga Wielkiego i Szeląga Małego. Satysfakcję sprawia także z pewnością poznanie urządzeń hydrotechnicznych w Białej Górze. Ciekawym przeżyciem może być również widok zamku malborskiego podczas rejsu spacerowego po Nogacie – dodaje. Ponad 100 kilometrów, które można przebyć statkiem, są jedyną tego typu atrakcją w Europie. System kanałów, śluz i pochylni sprawia, że oprócz rajskich widoków, można przeżyć spotkanie z techniką sprzed 150 lat. I wszystko działa do dziś.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół