• facebook
  • rss
  • Lepiej niż na medal

    ks. Piotr Sroga

    |

    Posłaniec Warmiński 33/2016

    dodane 11.08.2016 00:00

    – Najbardziej utkwiły mi w głowie słowa papieża Franciszka, że trzeba budować mosty, a nie mury. Według niego, możemy tego nauczyć nawet dorosłych – mówi Małgorzata Gugołek.

    Światowe Dni Młodzieży w Krakowie są już historią, ale wspomnienia po nich zostały w pamięci tysięcy osób, w tym także młodych z archidiecezji warmińskiej. Uczestniczyli oni w krakowskim wydarzeniu w różnych formach: jako pielgrzymi, wolontariusze i ewangelizatorzy. Choć minęły już trzy tygodnie od zakończenia ŚDM, to jednak warto przytoczyć świadectwa niektórych z nich.

    To przecież impreza masowa

    – Jestem we wspólnocie młodych przy parafii Chrystusa Odkupiciela Człowieka w Olsztynie. Przed ŚDM zbierała się grupa, która miała ewangelizować w Krakowie. To był pomysł bp. Rysia z Krakowa. I tak z naszej wspólnoty ostatecznie pojechało na ewangelizację 9 osób – mówi Małgorzata Gugołek. Pobyt w grodzie Kraka rozpoczął się od rozbicia namiotów i organizacji bazy. Potem były Eucharystie i dość dużo wolnego czasu, aby zwiedzić miasto. – Pierwszym konkretnym punktem programu były rekolekcje przygotowujące, a potem posłanie do głoszenia Ewangelii na ulicach. W mieście rozstawiono sceny, z których była prowadzona ewangelizacja. Tam też odbywały się spektakle, występowały zespoły i głoszone były świadectwa. Przy scenach zjawiali się ludzie, którzy mogli z nami rozmawiać, zadawać pytania – wyjaśnia Małgosia. Wśród ewangelizatorów oprócz Polaków byli też Filipińczycy, Malezyjczycy, Francuzi. Każdy miał swoje zadanie do wypełnienia, co regulował grafik dyżurów. – Przeszłam wcześniej kurs na służbę informacyjną i pomagałam pilnować koncertów na rynku głównym. To była przecież impreza masowa, więc trzeba było spełnić określone warunki formalne – wyjaśnia ewangelizatorka z Olsztyna.

    Łzy ochroniarzy

    Większość przeprowadzonych rozmów Małgosia wspomina dobrze. Jedynym zgrzytem była reakcja pewnej kobiety, która zdenerwowała się brakiem spokoju obok kamienicy, w której mieszkała. Trzeba pamiętać, że centrum Krakowa tętniło życiem przez okres pobytu młodzieży z całego świata właściwie 24 godziny na dobę. Czy ktoś się nawrócił podczas posługi olsztyńskiej młodzieży? Małgosia nie doświadczyła spektakularnego wydarzenia, ale zna z relacji pewnego kleryka taką historię: – W miejscu, w którym posługiwał, rozmowy toczyły się z... ochroniarzami. Były tak owocne, że nawet pojawiły się w ich oczach łzy – mówi Małgosia. Dla młodych z Olsztyna podstawowym doświadczeniem, jakie wynieśli z Krakowa, było poczucie wspólnoty. Wrażenie robił kolorowy korowód różnych narodowości, połączonych jedną wiarą. Wśród pielgrzymów byli przedstawiciele różnych zakonów, co zwróciło uwagę Małgosi i jej kolegi Michała. – Przyszedł nam do głowy pomysł, żeby zrobić encyklopedię zakonów. Spotykając bowiem różnych zakonników i zakonnice, nie wiedzieliśmy często, jakie zgromadzenia reprezentują. Zaczęliśmy działać. Podbiegałem do napotkanych osób w habitach i prosiłem o możliwość zrobienia sobie z nimi zdjęcia, które potem z Gosią podpisywaliśmy, żeby było jasne, co to za zakon. Tak uzbierało się ponad 70 zdjęć – mówi Michał. Młodzi myślą teraz, jak swoją encyklopedię udostępnić w internecie.

    Cud bezpieczeństwa

    Swoją przygodę z ŚDM przeżyli młodzi z Mrągowa, którzy wybrali się liczną grupą do Krakowa. – Jeśli chodzi o atmosferę, jaka panowała na Światowych Dniach Młodzieży, to trudno opisać ją w kilku słowach. Ogólnie można powiedzieć, że były to radość i pokój, życzliwość, entuzjazm i rozmodlenie, poczucie bezpieczeństwa. Tak, właśnie poczucie bezpieczeństwa jest szczególnie ważne w aspekcie współczesnej sytuacji na świecie. Nie wiem, jak to się stało, ale nie wyczuwałem w ogóle atmosfery zagrożenia, byłem pewien, że nikomu nic złego się nie stanie, nie wydarzy się jakiś zamach czy atak terrorystyczny. Służby odpowiedzialne za bezpieczeństwo pielgrzymów, w tym wojsko, policja, straż, wolontariusze, ratownicy medyczni spisali się lepiej niż na medal; to był coś nieprawdopodobnego, jak dla mnie – cud. Wiem, że wiele osób nie przyjechało, bojąc się zamachu były też przypadki, że rodzice nie puścili swoich dzieci z powodu tych samych obaw – mówi Robert Karuk.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół