• facebook
  • rss
  • Piraci i górale

    Krzysztof Kozłowski

    |

    Posłaniec Warmiński 36/2016

    dodane 01.09.2016 00:00

    – Pamiętam, że kiedy weszłam na górę i zobaczyłam krzyż, podeszłam do niego i pocałowałam go. Tak podziękowałam Bogu, że dałam radę – wspomina Ada.

    Zapach bryzy morskiej, a później wiatru znad Morskiego Oka. Dwa bieguny Polski. Nie każdy może pozwolić sobie na wyjazd choćby w jedno z tych miejsc, ale kiedy znajdą się osoby, które poświęcą swój czas i zorganizują tańsze kolonie, staje się to możliwe. Jak?

    – Wraz z proboszczem ks. Piotrem Duksą uświadomiliśmy sobie, że oprócz całorocznej pracy formacyjnej z dziećmi i młodzieżą jest też potrzeba wspólnych wyjazdów wakacyjnych. Są ministranci i lektorzy, schola, młodzi angażujący się w życie parafii. W zeszłym roku zorganizowaliśmy pierwsze wyjazdy, ale wówczas korzystaliśmy z organizowanych kolonii. Drogo było. W tym roku jest inaczej. Sami zrobiliśmy wszystko, wybraliśmy miejsca, rozmawialiśmy z ośrodkami, załatwiliśmy dokumenty w kuratorium, zaleźliśmy sponsorów i dobraliśmy kadrę wychowawców. Dzięki temu dzieci z naszej parafii, i nie tylko, mogły wyjechać na wymarzone wakacje – mówi ks. Kamil Wyszyński z parafii pw. św. Boboli w Lidzbarku Warmińskim.

    I to za stosunkowo niewielkie pieniądze. Oczywiście dla tych, którzy angażują się w życie parafii. – Taka nagroda dla nich. To radość, że mogliśmy im stworzyć warunki na wspaniałe wakacje – dodaje kapłan.

    Piracki smak życia

    Do Krynicy Morskiej wyjechało 60 dzieci. Ośrodek sióstr katarzynek to miejsce idealne na odpoczynek i na spotkanie z Bogiem. – Byłem w Krynicy Morskiej. Było fajnie. Często chodziliśmy nad morze, do miasta. Codziennie mieliśmy do wykonania jakieś zadanie, by zostać na koniec kolonii piratem! Codziennie wyzwania. Później dostawaliśmy odznaki. Tematem kolonii była... zupa – śmieje się Kamil. – Oczywiście były też częste spotkania z Panem Bogiem. Codzienna Msza Święta. Na każdej ksiądz dawał temat do rozmyślań, który był jednym ze składników zupy, którą musieliśmy ugotować.

    Ksiądz Wyszyński od lat jeździ jako opiekun na takie wyjazdy. Wie dobrze, jak ważne jest połączenie dobrej zabawy z formacją dzieci. – Każdy miał zdobywać sprawności, by zostać w końcu mianowany piratem. Na porannych apelach mówiliśmy o Polsce, uczyliśmy ich patriotyzmu. Codzienna Msza św. i, oczywiście, zupa, „Piracki smak życia” – śmieje się kapłan. Wyjaśnia, że dzieci zastanawiały się, jak ugotować zupę swojego życia, dodając każdego dnia nowy składnik, by uświadomić sobie, że aby była dobra, trzeba się postarać, że potrzeba miłości, miłosierdzia, dobra, rozmowy z Bogiem. – Każdy dobry uczynek prowadzi do nieba, warto robić dobre uczynki i być dobrym dzieckiem – dodaje ks. Wyszyński.

    Zdobyć szczyty

    Wakacje z widokiem na Giewont. Do Zakopanego pojechało 50 osób, w tym grupa z parafii św. Wojciecha z Nidzicy z ks. Pawłem Jakubowskim. – Wyjechałam do Zakopanego. Ogólnie wrażenia zaskakujące, bo nigdy nie miałam okazji być w górach. A tu takie szczęście. Bo w sumie za tak małe pieniądze wyjechałam. Innej okazji bym nie miała. Fajna ekipa, nie myślałam, że tak się zżyjemy – mówi Ada.

    Początkowo pogoda była dobra, na wyprawę w Dolinę Kościeliską. Później była wędrówka po Mroźnej Jaskini. – Nie spodziewałam się, że przez niektóre szczeliny się przecisnę. Czułam się jak zdobywczyni gór. Byliśmy nad Morskim Okiem. Bardziej wytrwali poszli nad Czarny Staw. Pod koniec myślałam, że nie dojdę. Byłam zdyszana, brakowało mi sił. Ale ludzie zupełnie obcy, których mijałam, dodawali otuchy i mówili: „Dasz radę, dasz!”. Pamiętam, że kiedy weszłam na górę i zobaczyłam krzyż, podeszłam do niego i go pocałowałam. Tak podziękowałam Bogu, że dałam radę – wspomina Ada.

    Mateusz w górach też był pierwszy raz. – Przed Zakopanem cieszyliśmy się, bo to góry, widoki... Codzienna Msza św., a tematem – góralski smak życia. Tematem kazań – sens naszego życia, co zrobić, żeby było dobre. W niedzielę Msza św. na tle gór, w oddali Giewont, a my przypominaliśmy sobie nasz chrzest. Zanurzyliśmy dłonie w wodzie święconej, znak krzyża i odnowienie przyrzeczeń chrzcielnych. A z oddali patrzyły na nas góry, to nasze codzienne wyzwanie, trud i wspinaczka, by zdobyć własne szczyty – opowiada Mateusz. Kinga wspomina wyprawę na Wielką Krokiew. – Wjeżdżaliśmy kolejką linową, niesamowite przeżycie. Biedny Małysz – śmieje się. – Potem niesamowite widoki i wrażenia. Byliśmy też na Gubałówce, dzień odpoczynku z widokiem na Tatry. Co za przeżycie! – wyznaje.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół