• facebook
  • rss
  • Do nieba idziemy parami

    ks. Piotr Sroga

    |

    Posłaniec Warmiński 37/2016

    dodane 08.09.2016 00:00

    – Kiedy przyjeżdżają do nas goście, robimy pokaz i wyciskamy sok z winogron. To samo jest z cierpieniem – wyciska to, co jest najcenniejsze – mówi Rita Kostka.

    Życie pokazuje, że aby zachować kulturę i tradycję dawnych czasów, trzeba ją pielęgnować i promować. Warmińskie dziedzictwo kulturowe zanika wraz z odejściem pokolenia, które żyło nim na co dzień. Po II wojnie światowej tereny Warmii zamieszkali przybysze z różnych stron Polski i przywieźli ze sobą zwyczaje z miejsc swojego pochodzenia. Dziś kulturze warmińskiej grozi zapomnienie. By do tego nie doszło, starają się Leonard i Rita Kostkowie, którzy świętują 50-lecie małżeństwa i 25-lecie istnienia Ogniska Kultury Rodzinnej „Hubertówka” w Kudypach.

    Kto zawiesił, ten niech zdejmie

    – Znamy się z mężem od dziecka. Pochodzimy oboje z Miłobądza koło Tczewa. Mieszkaliśmy po sąsiedzku. Mąż, jeszcze jako chłopiec, wyciągał często lusterka i puszczał mi przez okno zajączki – uśmiecha się pani Rita. Ta dziecięca sympatia przerodziła się powoli w miłość i doprowadziła ich do założenia rodziny. Państwo Kostkowie pochodzą z rodzin religijnych, co w przeszłości wiele razy przysparzało im kłopotów. W czasach komunistycznych publiczne wyznawanie wiary nie było dobrze widziane. – Pochodzę z rodziny, która przed wojną była dobrze sytuowana i przez to byłem napiętnowany. Mój ojciec był nadleśniczym, po wojnie prześladowano go – wspomina pan Leonard. Po maturze postanowił pójść drogą ojca i skończył w Poznaniu studia ze specjalizacją leśnictwo. Podczas nauki pobierał stypendium, fundowane przez władze województwa warmińsko-mazurskiego, dlatego musiał po studiach odrobić to na Warmii. Tak rodzina Kostków osiedliła się na tych terenach. Owocem miłości małżonków było siedmioro dzieci. – Kiedy pojawiały się na świecie kolejne córki i synowie, zauważyłam, że istnieje potrzeba wychowania patriotycznego i religijnego. W oficjalnym obiegu edukacji nie było miejsca na przekaz tych wartości – mówi Rita Kostka. Walka o wychowanie dzieci i zachowanie wyznawanych wartości trwała do lat 90. Demonstracja wiary i bezkompromisowość w tym względzie skutkowały wielokrotnymi zwolnieniami z pracy. Pani Rita była nauczycielką, a tak wyraźny przekaz religijny nie był tolerowany w szkole. Pan Leonard pamięta pewne wydarzenie, które było dla niego wielką próbą. – W leśniczówce wisiał krzyż na ścianie. Przełożeni zarządzili malowanie, a przy okazji zakazali wieszać po jego zakończeniu krzyża z powrotem. Nie wykonałem polecenia, nie było malowania, a krzyż pozostał na swoim miejscu. Powiedziałem: „Ten, kto zawiesił, niech teraz zdejmie”. Na szczęście zostawili mnie w spokoju – mówi.

    Czepce na ornaty

    W pewnym okresie małżeństwo z Kudyp postanowiło zaangażować się w promocję kultury i zwyczajów warmińskich. Choć nie są rodowitymi Warmiakami, to jednak zrozumieli, że dzieje tej ziemi są wielką wartością. Tak powstała „Hubertówka”, która działa od 25 lat. Odwiedziły ją już setki osób, od przedszkolaków zaczynając, na seniorach kończąc. – Inspiracją były słowa św. Jana Pawła II, wypowiedziane podczas pielgrzymki do Olsztyna w roku 1991. Papież powiedział wtedy, że trzeba zachować wielki skarbiec pięknej przyrody warmińskiej. Postanowiliśmy podjąć wyzwanie – mówi pani Rita. Kostkowie założyli najpierw Stowarzyszenie Rodzin Wielodzietnych. Spotkania odbywały się w Kudypach i połączone były z przybliżaniem warmińskiej kultury. Małżeństwo przeznaczyło dwa pokoje swojego domu na izbę tradycji, gdzie znajdują się eksponaty ilustrujące warmińskie tradycje. – Dużo czytaliśmy na temat kultury warmińskiej i to nas wciągnęło – mówią małżonkowie. Pani Rita zaczęła szyć stroje warmińskie, których obecnie posiada już kilkadziesiąt. Zaczęło się od kobiecego czepca na głowę. – Dowiedziałam się, że w czasach zaborów istniał zakaz noszenia czepca. Wtedy też kobiety pruły nakrycie głowy i robiły dla księdza ornat, żeby w ten sposób oddać tę sprawę Bogu – mówi. „Hubertówka” oferowała z czasem coraz więcej atrakcji: ogniska połączone z opowiadaniem legend, scenki historyczne, ekspozycje zwierząt, prezentacje tradycji warmińskich, np. wesela, wieczory panieńskie i wiele innych. Jeśli ktoś chce doświadczyć warmińskiej kultury na żywo, dzwoni do Kostków. – Spotkania, które u nas się odbywają, mają charakter patriotyczny, folklorystyczny, rodzinny i religijny. Dzwonią do nas nauczyciele, którzy proszą o prezentację na konkretny temat. Kiedy np. przyjeżdżają przedszkolaki, organizujemy naukę tańców warmińskich i opowiadanie legend – mówią małżonkowie. Najmłodszym mają do zaoferowania krótką wycieczkę do dębu nieopodal domu. Po drodze jest kapliczka, gdzie przypomina się tradycje modlitwy. Najpierw jednak na podwórku odbywa się bitwa. Dzieci są przebierane za rycerzy, podzieleni na krzyżaków i wojsko polskie. W ten sposób najmłodsi zapoznają się z historią bitwy pod Grunwaldem. – Każda postać niesie ze sobą jakiś przekaz. Podczas inscenizacji mówimy o wartościach. Kiedy prezentujemy np. królową Jadwigę, mówimy o hojności, jaką pokazała, ofiarując swoje klejnoty na uczelnię w Krakowie. Te opowiadania mają utrwalić w dzieciach określone postawy – wyjaśnia pani Rita.

    Prasa do winogron

    Kostkowie przeżyli w małżeństwie szczęśliwie 50 lat. Co dawało im siłę w tym czasie? – Myślę, że wielką wartością był okres narzeczeństwa. Zawsze zwracam na to uwagę podczas rozmów z młodymi. Ostatnio był u nas organizowany wieczór panieński i mówiłam młodym o tym, że mężczyzna powinien doprowadzić wybrankę czystą przed ołtarz. Zresztą dawniej mówiło się, że narzeczeni dali sobie słowo. O nas mówili; „Rita i Leonard są po słowie”, ale wtedy nie zamieszkaliśmy razem. Do ślubu żyliśmy w czystości. To jest dobry początek w małżeństwie – mówi pani Rita. Dla obydwojga ważna jest do dziś troska o zbawienie współmałżonka. – Do nieba idziemy parami – mówią. Oczywiście, w życiu bywały różne sytuacje i pojawiały się jakieś wady, ale rozwiązaniem była zawsze praca nad cnotami. Pomocne w ich rozwijaniu było oparcie w słowie Bożym. – Żona wprowadziła w nasze życie rodzinne zwyczaj czytania Pisma Świętego przed każdym posiłkiem. I to praktykujemy do dziś, niezależnie od tego, czy przy stole siadamy w gronie rodziny, czy są z nami goście. A pojawiało się w tym czasie wielu gości. Jest to dla nich świadectwo wiary – mówi pan Leonard. Małżonkowie wspominają także swoją córkę Martę, która miała zespół Downa. Zmarła w 26. roku życia. Twierdzą, że wiele ich nauczyła, przede wszystkim miłości. – Pierwsze spotkania odbywały się w naszym domu z rodzinami, które miały chore dzieci. Trzeba pamiętać, że dawniej pojawienie się w towarzystwie z dzieckiem chorym na Downa było różnie odbierane. Cierpienie uczy miłości. Można je porównać do prasy do winogron, która znajduje się w naszym domu. Kiedy przyjeżdżają do nas goście, robimy pokaz i wyciskamy sok z winogron. To samo jest z cierpieniem – wyciska to, co jest najcenniejsze – mówi Rita Kostka. Małżonkowie z Kudyp świętowali ostatnio w kościele swój jubileusz. Ucieszył ich fakt, że Msza św. celebrowana była o tej samej godzinie, co przed 50 latami. Zamknął się pewien etap, jednak nadal ich dom jest otwarty dla każdego, kto chce zapoznać się z warmińską kulturą. W „Hubertówce” można stać się na kilka godzin Warmiakiem.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół