• facebook
  • rss
  • Mam ochotę krzyknąć

    Krzysztof Kozłowski

    |

    Posłaniec Warmiński 40/2016

    dodane 29.09.2016 00:00

    Kiedyś po tych słowach wychodził diakon i mówił: „Cisza, słuchamy”. A teraz gdzie nie pojadę na parafię, następuje działanie.

    Czym jest liturgia, w której uczestniczymy? Wydaje się, że nazbyt rzadko stawiamy sobie to pytanie. Po prostu idziemy do kościoła, uczestniczymy w Eucharystii, kiedy trzeba wstajemy, siadamy lub klękamy. Wiele gestów, symboli, znak krzyża na czole, ustach i sercu. Tymczasem liturgia to źródło, serce życia Kościoła.

    My się trudzimy

    Aż dwadzieścia wieków Kościół czekał na wypracowanie pojęcia liturgii. Jej definicję ukształtowano pierwszy raz dopiero w 1947 r., natomiast w efekcie ruchu liturgicznego nastąpiła refleksja, która doprowadziła do reformy na Soborze Watykańskim II. – Liturgia była pojmowana jako coś tak normalnego jak powietrze. Kościół praktykował ją, nią żył, stanowiła serce życia Kościoła. Ale w tradycji nie było dokumentów, które definiowałyby tę rzeczywistość. Określano, w jaki sposób się ją celebruje, a definiowano poprzez nazwę, np. służba Boża. Sama historia liturgii to jeden z najciekawszych i najbardziej pasjonujących wymiarów życia Kościoła – mówił abp Józef Górzyński. W źródłach zaczęto poszukiwać jej istoty. – Odkryto, jak można w dziejach pewne rzeczy pogubić, zapomnieć. To jest doświadczenie, że powinniśmy reflektować nad tym, co przeżywamy, bo możemy okazać się tym pokoleniem, które źle postawiło akcenty i koncentruje się na rzeczach powierzchownych, zewnętrznych, wytracając głębię. Kiedy zaczyna się czytać ojców Kościoła, zagląda się do starych sakramentarzy, przeżywa się niebywałe pobudzenie. My trudzimy się, by pewne rzeczy wypracować, a okazuje się, że to już jest zrobione. I refleksja, czym jest ta liturgia. Czy sięgamy do natury rzeczy? Czy nie zatrzymujemy się na powierzchni tej rzeczywistości? – pytał abp Józef Górzyński podczas spotkania w „Civitas Christiana” w Olsztynie, gdzie wygłosił prelekcję na temat rozumienia znaków w liturgii.

    Było, jest i będzie

    Arcybiskup Józef przybliżył istotę liturgii i odsyłał do Katechizmu Kościoła Katolickiego, który w punkcie 1085 wyjaśnia jej istotę: „Chrystus oznacza i urzeczywistnia w liturgii Kościoła przede wszystkim swoje Misterium Paschalne. W czasie ziemskiego życia Jezus zapowiadał Misterium Paschalne w swoim nauczaniu i uprzedzał je przez swoje czyny. Gdy nadchodzi Jego Godzina, przeżywa jedyne wydarzenie w historii, które nie przemija: Jezus umiera, zostaje pogrzebany, zmartwychwstaje i zasiada po prawicy Ojca, raz na zawsze. Jest to wydarzenie rzeczywiste, które miało miejsce w naszej historii, ale jest ono wyjątkowe, ponieważ wszystkie inne wydarzenia historyczne występują tylko raz i przemijają, znikają w przeszłości. Misterium Paschalne Chrystusa – przeciwnie – nie może pozostawać jedynie w przeszłości, ponieważ przez swoją Śmierć zniweczył On śmierć, a ponadto to, kim Chrystus jest, to, co uczynił i co wycierpiał dla wszystkich ludzi, uczestniczy w wieczności Bożej, przekracza wszelkie czasy i jest w nich stale obecne. Wydarzenie Krzyża i Zmartwychwstania trwa i pociąga wszystko ku Życiu”. – I o tym powinniśmy nieustannie pamiętać – podkreślał.

    Módlmy się

    Słowo Boże, przewodniczący, lud Boży i postacie eucharystyczne – to są znaki dominujące podczas Eucharystii, będące realną obecnością Jezusa Chrystusa. – Nie wystarczy wiedzieć w liturgii, jakie mamy znaki. Potrzebna jest jeszcze kultura liturgiczna, czyli umiejętność wyrażania się w znakach. Liturgia jest dziełem Kościoła, nie moim, nie papieża. Papież Benedykt mówił, że „nawet Kościół nie może wszystkiego w liturgii”. Są pewne rzeczy, które Kościół z szacunkiem może przyjąć, bo są darem nieba. Choćby prosty przykład: dlaczego nie ma święceń kobiet? Bo Chrystus tego nie ustanowił. Dla nas jest to rozstrzygające kryterium. To jest Jego Kościół, a to, co mamy, to dar, który od Niego otrzymaliśmy. Problem z liturgią jest taki, że traktujemy ją jako coś do zrobienia. A to nie jest tak. Liturgia to dar nieba, który otrzymaliśmy od Tego, który z nieba zstąpił. I to jest dar doskonały. Wszelkie nasze twórcze działania na tym darze są jego dewastacją. Papież podkreślał jeszcze, że lud Boży ma prawo do oryginału, nie wariacji na temat. I w tym sensie nie możemy nic zmieniać. I to jest sztuka celebracji – wyjaśniał abp Górzyński. Wspominał swoje wizyty w różnych parafiach, gdzie sprawował Msze Święte. – My się po prostu na liturgii nie modlimy… Ilekroć zaczynam modlitwę, często ktoś mi ją zakłóca. Mówię: „Módlmy się”, a od razu tworzy się procesja do darów. Co to za modlitwa? Kiedyś po tych słowach wychodził diakon i mówił: „Cisza, słuchamy”. A teraz gdzie nie pojadę na parafię, po „Módlmy się” następuje działanie, na kolektę zaczynają ustawiać się ci, którzy będą czytać. Z darami lepiej nie mówić, bo jest i taca, i inne rzeczy. Ale po Komunii cisza, wstajemy, myślę, to się teraz pomodlimy. Wypowiadam: „Módlmy się”, a tu już tworzy się w trakcie kolejka z kwiatami. Ręce opadają – uśmiechał się arcybiskup. – Czasem mam ochotę krzyknąć: „Ludzie, choć teraz chwilę się pomódlmy!”. W tekście jest pewna myśl, która wprowadza nas w tajemnicę.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół