• facebook
  • rss
  • Droga, która daje czas

    ks. Piotr Sroga

    |

    Posłaniec Warmiński 45/2016

    dodane 03.11.2016 00:00

    Ponad miesiąc szedł pieszo, aby ucałować Bramę Miłosierdzia. Mówi, że wszystko było piękne.

    Wiele osób zastanawiało się, jak przeżyć Rok Miłosierdzia, aby zostawił duchowe owoce w ich życiu. Były postanowienia, odnowienia i obietnice. Wśród wielu form ich spełnienia znalazła się jedna, która porwała proboszcza jednej ze szczycieńskich parafii. Wraz z kolegą wybrał się na piechotę do Rzymu...

    Zaproszenie Franciszka

    – Pomysłodawcą był ks. Grzegorz Puchalski z diecezji elbląskiej, mój kolega kursowy. Wcześniej wspólnie przeszliśmy cztery razy szlak pielgrzymi do Santiago de Compostela – mówi ks. Andrzej Preuss, proboszcz parafii pw. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Szczytnie. W Roku Miłosierdzia papież Franciszek przypomniał, że istnieje droga dawnych pielgrzymek, która nazywa się Via Francigena. – Ten szlak wiedzie z Canterbury do Rzymu, przez Anglię, Francję, Szwajcarię i Włochy. Właściwie tradycja tej drogi sięgała jeszcze dalej – do Bari, na koniec włoskiego buta. Dlaczego? Pielgrzymi płynęli dalej do Ziemi Świętej – wyjaśnia ks. Andrzej. Obaj księża przyjęli zaproszenie papieża i zaczęli przygotowywać się do pielgrzymki. Ksiądz Andrzej twierdzi, że do drogi przygotować trzeba przede wszystkim serce, nie plecak. – Spakować plecak jest bardzo łatwo, bo w internecie znajdziemy wszystkie informacje, których nam potrzeba. Trzeba tylko chcieć, a ja naprawdę chciałem. Dlaczego? To trudne pytanie. Mam na nie właściwie wiele odpowiedzi, bo było we mnie więcej pragnień niż tylko jedno. Droga mnie uspakaja, napawa mnie pokojem i daje mi poczucie pewności. Droga pielgrzymia daje mi czas, bo wszystko dzieje się powoli – tam, w moim wnętrzu – mówi ks. Preuss. Które momenty z tegorocznej pielgrzymki do Rzymu zapadły mu najbardziej w pamięć? Odpowiada z uśmiechem, że te chwile każdego dnia, gdy przychodził do schroniska zmęczony, głodny i po posiłku na pół godziny kładł się na łóżku. – Ból odchodził ze stóp i rąk. Prze te pół godziny byłem najszczęśliwszym człowiekiem na świecie – mówi.

    Nauczyciel pielgrzym

    Ks. Andrzej i ks. Grzegorz relacjonowali swoje doświadczenia w internecie. Dzięki temu wiele osób mogło dowiedzieć się, gdzie są i co robią. Choć zabrali ze sobą w drogę wiele intencji do omodlenia, to jednak znajomi wciąż przysyłali kolejne. – Dostawaliśmy codziennie od kilkunastu do kilkudziesięciu nowych intencji modlitewnych. Ja modliłem się od początku w swojej intencji, aby moje serce było mężne, dobre i święte – choć trochę podobne do Jezusowego – mówi ks. Andrzej. Piesza pielgrzymka do Rzymu rozpoczęła się w Przełęczy św. Bernarda w Alpach, na granicy szwajcarsko-włoskiej. Długość całej trasy wynosiła ok. 1200 km, jej pokonanie zajęło księżom 35 dni. Każdy dzień wypełniony był modlitwą i bratnimi rozmowami. Poszczególne etapy kończyły się poszukiwaniem noclegu, co nie było takie łatwe. Przez pierwsze trzy dni musieli nocować w hotelach i przerazili się, że nie starczy im pieniędzy do końca. Jednak z im bliżej Wiecznego Miasta, tym było lepiej. Droga pielgrzymkowa jest doświadczeniem spotkania z Bogiem i ludźmi. Tak też było podczas pątniczego szlaku ks. Andrzeja. – Wspominam szczególnie młodego mężczyznę, którego poznaliśmy już pierwszego dnia. Miał na imię Roberto i spotykaliśmy się z nim co jakiś czas. Do Rzymu weszliśmy razem. Zresztą on szedł z Canterbury! Był nauczycielem fizyki i chciał wziąć czteromiesięczny urlop, aby odbyć swoją pielgrzymkę do Rzymu. Dyrektor szkoły nie udzielił mu go. Wtedy Roberto zwolnił się z pracy i poszedł – wspomina ks. Preuss. Jak mówi, przygoda z pielgrzymowaniem tego 35-latka rozpoczęła się na Camino de Santiago, gdzie poszedł w celach turystycznych. Doświadczenie pątnicze zmieniło go jednak i teraz odpowiedział na apel Franciszka. Ks. Andrzej pamięta także dwoje młodych ludzi – Holendra i Litwinkę. – Tim i Karolina spotkali się w Amsterdamie i zakochali się w sobie. Do Rzymu pielgrzymowali w ramach kursu przedmałżeńskiego. Tak chcieli się przygotować do sakramentu małżeństwa – mówi szczycieński proboszcz. Po 35 dniach udało się dotrzeć do celu pielgrzymowania i przejść przez Bramę Miłosierdzia. – To było szczególne wejście do bazyliki św. Piotra. Chwila, na którą się czeka tyle dni. Droga jest świetną metodą, aby wiele dojrzeć u samego siebie. Jest ona konfrontacją z samym sobą. A jeśli spotkam się z sobą, spotkam się z Jezusem – mówi ksiądz pielgrzym.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół