Nowy numer 16/2018 Archiwum

Droga, która daje czas

Ponad miesiąc szedł pieszo, aby ucałować Bramę Miłosierdzia. Mówi, że wszystko było piękne.

Wiele osób zastanawiało się, jak przeżyć Rok Miłosierdzia, aby zostawił duchowe owoce w ich życiu. Były postanowienia, odnowienia i obietnice. Wśród wielu form ich spełnienia znalazła się jedna, która porwała proboszcza jednej ze szczycieńskich parafii. Wraz z kolegą wybrał się na piechotę do Rzymu...

Zaproszenie Franciszka

– Pomysłodawcą był ks. Grzegorz Puchalski z diecezji elbląskiej, mój kolega kursowy. Wcześniej wspólnie przeszliśmy cztery razy szlak pielgrzymi do Santiago de Compostela – mówi ks. Andrzej Preuss, proboszcz parafii pw. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Szczytnie. W Roku Miłosierdzia papież Franciszek przypomniał, że istnieje droga dawnych pielgrzymek, która nazywa się Via Francigena. – Ten szlak wiedzie z Canterbury do Rzymu, przez Anglię, Francję, Szwajcarię i Włochy. Właściwie tradycja tej drogi sięgała jeszcze dalej – do Bari, na koniec włoskiego buta. Dlaczego? Pielgrzymi płynęli dalej do Ziemi Świętej – wyjaśnia ks. Andrzej. Obaj księża przyjęli zaproszenie papieża i zaczęli przygotowywać się do pielgrzymki. Ksiądz Andrzej twierdzi, że do drogi przygotować trzeba przede wszystkim serce, nie plecak. – Spakować plecak jest bardzo łatwo, bo w internecie znajdziemy wszystkie informacje, których nam potrzeba. Trzeba tylko chcieć, a ja naprawdę chciałem. Dlaczego? To trudne pytanie. Mam na nie właściwie wiele odpowiedzi, bo było we mnie więcej pragnień niż tylko jedno. Droga mnie uspakaja, napawa mnie pokojem i daje mi poczucie pewności. Droga pielgrzymia daje mi czas, bo wszystko dzieje się powoli – tam, w moim wnętrzu – mówi ks. Preuss. Które momenty z tegorocznej pielgrzymki do Rzymu zapadły mu najbardziej w pamięć? Odpowiada z uśmiechem, że te chwile każdego dnia, gdy przychodził do schroniska zmęczony, głodny i po posiłku na pół godziny kładł się na łóżku. – Ból odchodził ze stóp i rąk. Prze te pół godziny byłem najszczęśliwszym człowiekiem na świecie – mówi.

Nauczyciel pielgrzym

Ks. Andrzej i ks. Grzegorz relacjonowali swoje doświadczenia w internecie. Dzięki temu wiele osób mogło dowiedzieć się, gdzie są i co robią. Choć zabrali ze sobą w drogę wiele intencji do omodlenia, to jednak znajomi wciąż przysyłali kolejne. – Dostawaliśmy codziennie od kilkunastu do kilkudziesięciu nowych intencji modlitewnych. Ja modliłem się od początku w swojej intencji, aby moje serce było mężne, dobre i święte – choć trochę podobne do Jezusowego – mówi ks. Andrzej. Piesza pielgrzymka do Rzymu rozpoczęła się w Przełęczy św. Bernarda w Alpach, na granicy szwajcarsko-włoskiej. Długość całej trasy wynosiła ok. 1200 km, jej pokonanie zajęło księżom 35 dni. Każdy dzień wypełniony był modlitwą i bratnimi rozmowami. Poszczególne etapy kończyły się poszukiwaniem noclegu, co nie było takie łatwe. Przez pierwsze trzy dni musieli nocować w hotelach i przerazili się, że nie starczy im pieniędzy do końca. Jednak z im bliżej Wiecznego Miasta, tym było lepiej. Droga pielgrzymkowa jest doświadczeniem spotkania z Bogiem i ludźmi. Tak też było podczas pątniczego szlaku ks. Andrzeja. – Wspominam szczególnie młodego mężczyznę, którego poznaliśmy już pierwszego dnia. Miał na imię Roberto i spotykaliśmy się z nim co jakiś czas. Do Rzymu weszliśmy razem. Zresztą on szedł z Canterbury! Był nauczycielem fizyki i chciał wziąć czteromiesięczny urlop, aby odbyć swoją pielgrzymkę do Rzymu. Dyrektor szkoły nie udzielił mu go. Wtedy Roberto zwolnił się z pracy i poszedł – wspomina ks. Preuss. Jak mówi, przygoda z pielgrzymowaniem tego 35-latka rozpoczęła się na Camino de Santiago, gdzie poszedł w celach turystycznych. Doświadczenie pątnicze zmieniło go jednak i teraz odpowiedział na apel Franciszka. Ks. Andrzej pamięta także dwoje młodych ludzi – Holendra i Litwinkę. – Tim i Karolina spotkali się w Amsterdamie i zakochali się w sobie. Do Rzymu pielgrzymowali w ramach kursu przedmałżeńskiego. Tak chcieli się przygotować do sakramentu małżeństwa – mówi szczycieński proboszcz. Po 35 dniach udało się dotrzeć do celu pielgrzymowania i przejść przez Bramę Miłosierdzia. – To było szczególne wejście do bazyliki św. Piotra. Chwila, na którą się czeka tyle dni. Droga jest świetną metodą, aby wiele dojrzeć u samego siebie. Jest ona konfrontacją z samym sobą. A jeśli spotkam się z sobą, spotkam się z Jezusem – mówi ksiądz pielgrzym.

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma