• facebook
  • rss
  • Przychodzi moment śmierci

    Krzysztof Kozłowski

    |

    Posłaniec Warmiński 46/2016

    dodane 10.11.2016 00:00

    – Oni walczą o życie, zmagają się z czasowymi słabościami, a na koniec słyszą, że przegrali. My mamy być balsamem dla ich duszy i ciała. I tak staramy się pracować – mówi Czesława Jarkowska.

    Jeżdżą do chorych, towarzyszą rodzinom, przez całą dobę pełnią dyżury, bo w każdej chwili może ktoś zadzwonić, że „tata umiera”, „żona odchodzi”, „mama chyba nie przeżyje nocy”, „moje dziecko...”. Wówczas jadą, czasem muszą zatrzymać się przy skręcie w polną drogę, iść nierównym duktem do domu poza wieś, bo autem nie da się dojechać. Towarzyszą tym, którzy odchodzą. Pielęgniarki z Hospicjum Domowego Caritas w Nidzicy.

    Do końca ich dni

    30 listopada 2001 r. abp Edmund Piszcz powołał w Nidzicy stację Caritas pod nazwą Centrum Pielęgniarstwa Rodzinnego Stacja Opieki Caritas. Pierwszym jej dyrektorem był ówczesny proboszcz ks. Władysław Sudziński. Kierownikiem została Kamilla Joanna Gzegzuła. Organizowała opiekę nad pacjentami hospicyjnymi. Od stycznia 2002 r. rozpoczęto czynną opiekę nad pacjentami z chorobami nowotworowymi. Od 1 maja 2003 r. zwiększono zakres usług o pielęgniarską opiekę domową – nad obłożnie chorymi wymagającymi profesjonalnych usług pielęgniarskich. 1 listopada 2003 r. do pełnienia obowiązków kierownika została powołana Anna Wyrębek, która zastąpiła ks. Sudzińskiego, zmarłego tragicznie w wypadku samochodowym. Krótko sprawowała swoje obowiązki. 18 listopada tego samego roku zginęła w wypadku samochodowym, wracając od chorego... – Trafiłam tu po namowach koleżanek, żeby przyjść, pomóc, bo obowiązków dużo, a chętnych za bardzo nie ma – opowiada Czesława Jarkowska. – Wcześniej pracowałam w szpitalu na oddziale, gdzie opiekowałyśmy się noworodkami, wcześniakami. Nie miałam pojęcia o pracy w hospicjum. Pierwsze miesiące pracowałam jako wolontariuszka. Po tragicznym wypadku i śmierci naszej koleżanki dyrektor Caritas Archidiecezji Warmińskiej wybrał mnie na kierowniczkę nidzickiej stacji. Nie wiem dlaczego – uśmiecha się. – I tak od 2004 r. piastuję to stanowisko. Wspominając początki, wylicza, że był tylko jeden samochód, kilku chorych, dwie pielęgniarki na pół etatu. – Z roku na rok zwiększaliśmy kontrakt, a dziś mamy nawet łącznie do 50 podopiecznych – mówi. Opieką hospicjum domowego objęci są pacjenci w stanie terminalnym, kiedy zakończono już u nich leczenie nowotworu. – My się zajmujemy w domu takimi osobami do końca ich dni – wyjaśnia pani Czesława. Pielęgniarską opieką domową objęci są pacjenci po udarach, wylewach, z trudno gojącymi się ranami odleżynowymi, którzy wymagają fachowej pielęgniarskiej opieki. – Jednocześnie przez pół roku przyuczamy rodzinę do pielęgnacji. Dajemy specjalistyczne łóżko, niezbędny sprzęt medyczny, uczymy pielęgnacji – dodaje kierowniczka. Dziś chorymi opiekuje się dwóch lekarzy, 6 pielęgniarek, rehabilitant, psycholog i kapłani.

    Nasze powołanie

    Początek każdego dnia jest podobny. Trzeba spakować niezbędne rzeczy do czerwonej torby. Później pójść do garażu po samochód i w drogę. Odwiedzić trzeba każdego, wspomóc rodzinę, wykonać niezbędne zabiegi, czasem po prostu być, potrzymać za rękę, porozmawiać. Ale zdarzają się i sytuacje, że w połowie drogi trzeba zawrócić, pojechać do kogoś innego, bo rodzina dzwoni, że ktoś umiera. Wówczas nie liczy się czas, ile godzin mija, człowiek po prostu jest, często do ostatniej chwili. – Wiele lat temu wybrałyśmy zawód pielęgniarki. W naszą misję od początku wpisana jest pomoc, opieka nad cierpiącymi. To jest nasze powołanie. Caritas to przesłanie, żeby nieść miłość chorym i pokazać oblicze Boga. My dbamy również o sprawy duchowe, żeby ci ludzie poprzez nasze świadectwo dostrzegli istnienie Boga, że On ich kocha, że jest z nimi, że śmierć to nie koniec, jest wieczność, zbawienie. Staramy się im to pokazać... Nasi podopieczni często trafiają do nas okaleczeni, bo są po wielotygodniowych zabiegach, po chemii, radioterapiach, długiej diagnostyce. To jest wyczerpujące, a oni walczą o życie, zmagają się z czasowymi słabościami. Na koniec słyszą, że przegrali. A my mamy być balsamem dla ich duszy i ciała. I tak staramy się pracować – mówi pani Czesława. Podkreśla, że ludzie często się otwierają, opowiadają o swoim życiu, radościach, bolączkach, o przemijaniu, lęku, nadziejach. – My słuchamy, rozmawiamy... Najtrudniej jest tam, gdzie nie ma Boga. Ludzie stają w świadomości końca, że śmierć i nic, ciemność, nic nie ma. Pamiętam odejścia pełne krzyku. Trudno się później pozbierać.

    Czujemy tę modlitwę

    – Najtrudniejszy jest moment odchodzenia pacjenta. Często jest tak, że my po prostu z jesteśmy z kimś długo, nawiązują się coraz bliższe relacje, zaczynają łączyć wspólne chwile, rozmowy. Zżywamy się z rodziną, z chorym. Gdy przychodzi moment śmierci, on jest chyba najtrudniejszy – mówi Lucyna Dzwonkowska. – Są i inne sytuacje, równie trudne. Kiedy zbyt krótko jesteśmy z pacjentem, z rodziną, kiedy nie zdążymy przygotować wszystkich na odejście. Rodzina jeszcze ma nadzieję, że bliska osoba pożyje, że czasu jest więcej, więcej tygodni, dni. Okazuje się, że tego czasu nie ma. To trudne. – I kiedy umierają ludzie młodzi. Rodzice do końca nie są pogodzeni ze śmiercią dzieci, młodzi małżonkowie nie wierzą, że to już koniec. Zostają małe dzieci. Dla mnie to jest najtrudniejsze, bo co powiedzieć? Co powiedzieć? Przecież nie to, że „będzie dobrze”, bo nie będzie. Że „kiedyś się spotkacie”. A tu dzieci, jak na odejście je przygotować, jak męża – osamotnionego ojca przygotować na samotne rodzicielstwo – pyta pani Czesława. Podkreśla, że właśnie dlatego Caritas opiekuje się rodzinami po śmierci ich pacjentów. – Nie zostawiamy bliskich, odwiedzamy, proponujemy pomoc psychologa. Oni mogą na nas liczyć, mogą zadzwonić, przyjść. Często zajeżdżamy do nich, by chwilę porozmawiać. Te rodziny są wdzięczne, jak podkreślają, pamiętają o nas. W ramach opieki duchowej raz w miesiącu odprawiana jest Msza św. w intencji wszystkich naszych podopiecznych, o ich zdrowie, o siły dla rodzin. Wsparcie w Eucharystii jest dla nas bardzo ważne, w tej modlitwie wspólnoty. Nasi pacjenci też często mówią, że się za nas modlą. I na co dzień czujemy tę modlitwę – uśmiecha się pani Czesława. – Czuję, że to jest moja służba. Czym więcej tej pracy jest, tym bardziej człowiek jest spełniony. Wraca się do domu z poczuciem, że moje życie ma sens. Jest się pielęgniarką, czasem psychologiem, czasem nawet „księdzem” – uśmiecha się Danuta Sobańska. – Bo czasem podopieczni „się spowiadają” z całego życia i pragnie się im poświęcić cały czas, wysłuchać. Służy się całej rodzinie. W pracy pomaga nam modlitwa. W tym roku codziennie odmawiamy Koronkę do Miłosierdzia Bożego. Ona nas jednoczy, polecamy chorych i naszą pracę, i łatwiej jest. – W naszej pracy pomagają nam rodziny, a konkretnie mężowie – mówi pani Danuta. – Kiedy mamy dyżury całodobowe i trzeba jechać gdzieś w teren, a tu noc, wtedy mąż często ze mną jeździ. Kiedy telefon w nocy dzwoni, pyta, co się stało, czy dokądś jedziemy. Zima, łopatę trzeba mieć w samochodzie, pomoc jest potrzebna. Czasem torbę wziąć z samochodu, iść przez pole do domu na kolonię wsi. Ludzie nam pomagają. Życzliwi są. Rozpoznają nasze samochody. Centrum Pielęgniarstwa Rodzinnego Stacja Opieki Caritas w Nidzicy (hospicjum domowe, opieka długoterminowa, poradnia medycyny paliatywnej, opieka nad osieroconymi) przy parafii pw. Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny i św. Wojciecha – zgłoszenie pacjenta i wszelkie szczegółowe informacje dostępne są pod telefonem: 89/ 625 48 76.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół