• facebook
  • rss
  • Ktoś mnie wspiera

    Krzysztof KozłowskI

    |

    Posłaniec Warmiński 50/2016

    dodane 08.12.2016 00:00

    Ta Eucharystia w sposób szczególny połączyła dwa pokolenia.

    Zsatysfakcją mówiłem im, że będą mieć duchową babcię i dziadka. Jak by nie było, młodzież świadomość modlitwy ma, i to bardzo wielką. Wie doskonale, o co chodzi, kiedy ktoś modli się w czyjejś intencji. Niektórzy już doświadczyli owego wstawiennictwa u Boga. Czują nad sobą ochronny parasol, który rozpostarli członkowie Żywego Różańca – mówi ks. Kamil Wyszyński.

    Da radę?

    Pomysł duchowej adopcji bierzmowanego zrodził się na spotkaniu duszpasterskim księży. – Jest taka ekipa młodszych kapłanów, która spotyka się i opowiada o swojej pracy duszpasterskiej. Wymieniamy doświadczenia, czasem rzucana jest jakaś myśl. Kiedy omawialiśmy spotkanie młodych w Rybakach, padł pomysł, że „fajnie byłoby, gdybyśmy mogli osoby starsze zaangażować do współpracy”. Nie trzeba było mi powtarzać – uśmiecha się ks. Kamil. Postanowił połączyć dwa pokolenia poprzez modlitwę. – Zastanawiałem się, czy znajdzie się tyle osób chętnych, by każdy z młodych miał swojego duchowego opiekuna. Przecież to jest wyzwanie i odpowiedzialność, codzienna modlitwa różańcowa. Bo trzeba dać coś z siebie – mówi ks. Wyszyński. Poszedł do zelatorki parafialnego Żywego Różańca, przedstawił jej ideę, dał listę młodych i zapytał: „Da radę?”.

    Łzy w oczach

    Od 15 lat zelatorką w parafii jest Danuta Stupkiewicz. – W trudnej chwili otrzymałam od mamy różaniec. „Módl się” – powiedziała. Odtąd nie rozstaję się z tą modlitwą. Do wspólnoty należy 100 osób, 5 kół różańcowych. Mamy spotkania w kaplicy. W październiku ks. Kamil nieco nieśmiało przyszedł i zagaduje, że „może by się dało zaadoptować młodych?”. Dwa lata temu moja wnuczka przygotowywała się do sakramentu bierzmowania i wiem, jak ważna jest wówczas modlitwa. Umocniła ją – opowiada pani Danuta. Dlatego bez wahania podjęła inicjatywę. – Naszym powołaniem jest przecież modlitwa – dodaje. Cała wspólnota się zaangażowała. Okazało się nawet, że jest za mało młodych, bo tak wiele osób chciałoby ich adoptować i objąć swoją codzienną modlitwą. – I Msza św. z adopcją, złożone deklaracje, wyczytanie nazwisk i łzy w oczach – wspomina.

    Dostają skrzydeł

    Jak wielka była radość we wspólnocie Żywego Różańca, tak duży entuzjazm wśród młodych. – Kiedy ks. Kamil przedstawił nam ideę adopcji, byłem na początku trochę zdziwiony. Jednak im dłużej tłumaczył nam, o co w tym chodzi, tym większą radość odczuwałem w sercu. Wypływała z przeświadczenia, że będę mieć kogoś, kto będzie się za mnie nieustannie modlić – wspomina Mateusz. – I później oczekiwanie na Eucharystię, podczas której nastąpiła adopcja. Dwie części Kościoła, po jednej stronie starsi, po drugiej my, młodzi. W tym momencie Mszy św., gdy miało nastąpić to niewidzialne, ale rzeczywiste połączenie, czułam, jak dostajemy skrzydeł i ze szczęścia lecimy do góry. I w końcu wyczytane nazwisko moje oraz osoby, która bierze mnie pod duchową opiekę. Mam w końcu kogoś, kto będzie się za mnie modlić – uśmiecha się Zuzanna. – Ktoś mnie wspiera, wierzy, że dam radę dobrze przygotować się do przyjęcia Ducha Świętego – dodaje Daria. – Młodzież szuka Pana Boga. Ma wiele wątpliwości, zastanawia się, czy pójść za Nim, czy nie. Ta inicjatywa z adopcją ma uświadomić, że są osoby w Kościele, którym zależy na tym, aby byli w Bogu szczęśliwi. Oni zaczynają się czuć w Kościele jak u siebie, jak w Bożej rodzinie. A podstawą jest wspólna modlitwa. Modlitwa może więcej zdziałać w człowieku niż wypowiedziane słowo – mówi ks. Wyszyński.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół