• facebook
  • rss
  • Sprzed ołtarza na boisko

    ks. Piotr Sroga

    |

    Posłaniec Warmiński 51/2016

    dodane 15.12.2016 00:00

    – W Biblii jest napisane, że nasze ciało jest świątynią Ducha Świętego i dlatego trzeba dbać o tę świątynię – mówi ks. Piotr Wasilewski, wikariusz w parafii pw. św. Jacka w Kętrzynie.

    Zapatrzeni w Lewandowskiego, Błaszczykowskiego i Kapustkę marzą o światowej karierze. Dobrze rozeznał te ambicje młodzieży ks. Piotr. Dlatego drugi raz zorganizował Parafiadę – Turniej Piłki Nożnej Służby Liturgicznej.

    Mistrz obronił tytuł

    – Zawsze zajmowałem się czynnie sportem. W Kętrzynie zaś spotkałem się z przychylnością księdza proboszcza i dobrymi warunkami, bo nieopodal kościoła znajduje się szkoła, która ma orlika, basen i halę sportową. Jest to niesamowita baza i żal byłyby tego nie wykorzystać – mówi ks. Piotr. Warmiński kapłan opiekuje się we wspólnocie ministrantami i lektorami. Jedną z form wspólnego spędzania czasu jest dla nich sobotnie kopanie piłki. Z tego zrodził się pomysł zorganizowania turnieju, w który zaangażowałyby się dzieci nie tylko z jednej parafii, ale całego Kętrzyna. – Mój proboszcz mówił mi, że już kiedyś organizował parafiadę, i wtedy pomyślałem sobie: „A czemu by nie spróbować?” – wspomina wikary ze św. Jacka. Rok temu zakasał rękawy i z grupą pomocników zorganizował I Parafiadę o Puchar Starosty Kętrzyńskiego. Odbyła się może z mniejszym rozmachem niż tegoroczna, ale pierwszy krok został wykonany. – W tym roku z powodu złej aury mecze zostały rozegrane na hali. To był bardzo dobry pomysł. Przyjechało 6 drużyn ministrancko-lektorskich z Braniewa, Lidzbarka Warmińskiego i Kętrzyna – mówi ks. Piotr. Impreza rozpoczęła się Mszą św., podczas której wszyscy zawierzyli swoje wysiłki Panu Bogu. Jednocześnie modlono się o błogosławieństwo dla wszystkich dobroczyńców, zaangażowanych w zorganizowanie parafiady. Ks. Piotr ma długą listę sponsorów i osób, które pomogły w organizacji przedsięwzięcia. – Bardzo mi pomógł Andrzej Klimowicz, opiekun orlika. Wraz z Sławomirem Bućką było on jednocześnie sędzią – mówi. Panowie mieli sporo pracy podczas zaciętych zmagań w dwóch grupach i później w fazie play-off. Zwyciężyła drużyna z parafii św. Andrzeja Boboli w Lidzbarku Warmińskim, która obroniła tytuł zdobyty w zeszłym roku. Srebrne medale otrzymali ministranci ze św. Antoniego w Braniewie, a brązowe – ze św. Jacka w Kętrzynie. Nagrody wręczył starosta Ryszard Niedziółka, który drugi raz objął patronat nad parafiadą. Drużyny były wiekowo mieszane, tzn. wśród 10 zawodników mogło być maksymalnie dwóch gimnazjalistów. – Wprowadziliśmy taki system, bo rok temu mieliśmy problem ze skompletowaniem drużyn jednorodnych wiekowo – mówią organizatorzy.

    Zuzia biega z chłopakami

    Drużyna ze św. Jacka przygotowywała się przez cały rok do turnieju. Cotygodniowe sobotnie zbiórki ministranckie kończyły się na boisku. – Wcześniej graliśmy na murawie, pod chmurką. W hali rozegraliśmy tylko jeden mecz, bo była świeżo po remoncie – mówią młodzi piłkarze. W czwartek zakończono prace remontowe i nastapił odbiór obiektu, a w sobotę odbyły się na niej pierwsze zawody. – Cała parafiada przebiegła w sportowej atmosferze. Była to dla mnie przygoda. Zresztą, my trenujemy z ks. Piotrem co tydzień i w ten sposób przygotowywaliśmy się do niej – mówi Maciej Sieniakowski, uczeń gimnazjum. Sport jest jego pasją. Jeszcze więcej czasu niż piłce nożnej poświęca koszykówce, którą bardzo lubi. Choć grał z młodszymi od siebie ministrantami w jednej drużynie, to jednak zauważył, że często nie odbiegali walecznością i determinacją od starszych. Maciek jest w służbie liturgicznej od pięciu lat. Zaangażowania w życie liturgiczne parafii nauczył go podczas kolędy wikariusz. – Nie żałuję wcale tej decyzji. Dzięki temu mogę poznać lepiej Jezusa i być blisko ołtarza – mówi. Duszpasterze cieszyli się podczas zawodów z zaangażowania młodych w grę, bo był to dla nich znak pozytywnej pasji. – W Biblii jest napisane, że nasze ciało jest świątynią Ducha Świętego i dlatego trzeba dbać o tę świątynię. W działaniach duszpasterskich jestem zainspirowany działalnością św. Jana Bosko, który budował boiska dla młodzieży. Pomyślałem sobie, że połączenie sportu z wiarą może dać wspaniałe efekty – mówi ks. Piotr. Jednym z ważnych momentów gry jest współdziałanie i nauka dążenia do jednego celu w grupie. Według kętrzyńskiego duszpasterza, piłka nożna uczy chłopców tej umiejętności. – Sport wymusza kooperację i ma przez to wartość dla życia społecznego – tłumaczy. Jak ważne jest osiągnięcie wspólnego celu, doświadczyli ministranci ze św. Jacka, kiedy walczyli o trzecie miejsce i brązowy medal. – W pewnym momencie straciliśmy gola i sytuacja była niefajna. Trener postawił na ofensywny skład i udało się. Strzeliliśmy trzy bramki. Przy ostatniej była ogromna radość – mówią. Drużyna ks. Piotra miała także w swoim składzie Zuzię, uczennicę szkoły podstawowej, która zebrała bardzo dobre recenzje i nie odstawała od chłopaków, a wielu z nich musiało oglądać jej plecy podczas gry. – Zaczęła grać razem ze mną. Wspólnie chodziliśmy na boisko. Po prostu spodobało się jej granie w piłkę nożną. Zupełnie mi to nie przeszkadza – mówi Łukasz Szuszczyński, brat Zuzi. Według niego, najlepszą drużyną, która pokazała niesamowite zgranie i skuteczność, była drużyna z parafii pw. św. Andrzeja Boboli z Lidzbarka Warmińskiego. Ta opinię potwierdzają wszyscy. Nic dziwnego, że to właśnie ten zespół dwa razy już zgarnął złoty medal.

    Integracja i rywalizacja

    Oprócz pucharów dla zwycięzców rozdano także książki i batony wszystkim uczestnikom. Imprezę wsparło tyle osób, że zostało po niej sporo jedzenia. Były grochówka, kiełbasa, pączki i ciasto. – Turniej jest najważniejszy, ale dzieci muszą wyjechać najedzone. Tak też się stało, co mnie bardzo cieszy – uśmiecha się ks. Piotr. Z turnieju zadowoleni są także rodzice ministrantów i ministrantek. – Jest to świetna sprawa. Z jednej strony dzieci integrują się w zespole, a z drugiej poprzez obecność innych drużyn rodzi się zdrowa konkurencja – mówi Agnieszka Ponikowska. – Jestem zadowolona, że mój syn brał udział w parafiadzie. Trzeba także pamiętać, że jest to świetny sposób docierania nie tylko do będących w Kościele, ale także do tych nie mających z nim związku. Mam również córkę ministrantkę. Co prawda nie gra w piłkę nożną, ale zaciekle kibicuje – mówi zadowolona mama. Pani Agnieszka ze względów zdrowotnych nie była na meczach, ale myślami i emocjami kibicowała swojemu synowi Przemkowi. Co znaczy dla niej służba przy ołtarzu córki i syna? – Dla mnie i mojego męża znaczy to wiele. Wierzę, że Bóg jest najlepszym przyjacielem, który nas broni i prowadzi. W dzisiejszych czasach, gdy jest tyle różnych zagrożeń, jest to doświadczenie bezpieczeństwa. Jestem spokojna o moje dzieci, kiedy są w towarzystwie innych ministrantów – odpowiada. W przyszłym roku planowana jest kolejna parafiada. – Miałem jakiś pomysł na turniej, ale wierzę, że było to wszystko z natchnienia Bożego. Pan Bóg mi w tym pomagał, a ja robiłem wszystko na Jego chwałę. Chcę to podkreślić – mówi ks. Wasilewski.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół