• facebook
  • rss
  • Nie tracimy czasu

    Krzysztof Kozłowski

    |

    Posłaniec Warmiński 04/2017

    dodane 26.01.2017 00:00

    Często by dotrzeć do małego pacjenta, trzeba pokonać wiele kilometrów...

    To drugi samochód, który Caritas Archidiecezji Warmińskiej otrzymała od Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. – WOŚP wspiera leczenie i rehabilitację dzieci, dlatego co jakiś czas postanawia wesprzeć jakoś przeznaczone dla nich hospicja domowe – wyjaśnia ks. Paweł Zięba, dyrektor warmińskiej Caritas.

    Pierwszy samochód trafił do Olsztyna w 2010 roku. Do tej pory przejechał ponad 350 tys. km, pokonując tygodniowo około tysiąca, by opieka medyczna – lekarz, pielęgniarka, rehabilitanci – mogła dotrzeć do dzieci, które są pod opieką Hospicjum Domowego Caritas dla dzieci. – Nie tracimy czasu! Pielęgniarka Bożenka już pierwszego dnia wyruszyła nowym samochodem do małych pacjentów, a dzisiaj odwiedzi dzieci w Kisielicach, Biskupcu Pomorskim i Gierłoży Polskiej – mówi s. Luiza, kierownik Hospicjum Domowego.

    Przyjęliśmy ten dar

    Często, by dotrzeć do małego pacjenta, trzeba pokonać wiele kilometrów. – Odległości są bardzo duże. Dojeżdżamy nawet po 120 km do dziecka, a takie wizyty pielęgniarskie w tygodniu muszą być dwie. Warunki atmosferyczne są różne, choćby takie jak dziś, kiedy jest mróz i pada deszcz. Dobry samochód jest potrzebny, taki, który ma dobrą przyczepność. Czasem trzeba się pospieszyć, żeby zdążyć do wszystkich pacjentów – podkreśla s. Luiza. Podobnie uważa ks. Paweł. Doskonale przecież wie, że trzeba się opiekować chorymi, ale też wspierać rodziny poprzez psychologa czy pracownika socjalnego. – Dlatego tak ważne jest, by mieć do dyspozycji sprawny samochód – dodaje. Nie ukrywa zadowolenia, że fundacja zgłosiła się do Caritas archidiecezji warmińskiej i zaproponowała wsparcie, przekazując jej auto. – Przyjęliśmy z wielką radością ten dar, który umożliwia nam niesienie pomocy innym, by wywoływać uśmiech na twarzach i radość w sercach małych pacjentów i ich rodzin. Ubezpieczony i poświęcony pojechał już do dzieci, by pielęgniarka i lekarz złożyli wizyty. Już służy pomocą drugiemu człowiekowi – mówi dyrektor.

    Bez limitów

    Pod stałą opieką Domowego Hospicjum dla dzieci Caritas Archidiecezji Warmińskiej jest około 60 osób. To mali pacjenci z terenu województwa warmińsko-mazurskiego, które są długotrwale chore. Hospicjum dla dzieci to nie tylko dzieci umierające, ale także te, które rodzą się z poważnymi wadami, które potrzebują profesjonalnej rehabilitacji i opieki medycznej. – Takie dzieci również kierowane są do nas, byśmy objęli je opieką w ramach kontraktu z Narodowym Funduszem Zdrowia. Oczywiście nie patrzymy na limity, które przekraczamy. My staramy się przyjmować wszystkie dzieci. Zapewniamy opiekę pielęgniarską, lekarską, także rehabilitanta. W razie potrzeby psychologa, duszpasterza i pracownika socjalnego, którzy całym zespołem pracują, by dziecko jak najlepiej mogło zdrowieć, funkcjonować, radzić sobie w trudach choroby. Pomoc udzielana jest w domu pacjenta, stąd problem pokonywania setek kilometrów, by z nadzieją, miłością i pomocą dotrzeć do każdego z nich. W miastach inne podmioty lecznicze bardzo chętnie przyjmują pacjentów miejscowych, do których jest blisko. Trudno jest im zdecydować się na przyjęcie dziecka, które mieszka daleko od naszej siedziby. A przecież nasz region jest rozległy, dzieci często mieszkają w miasteczkach i wsiach, na koloniach tych miejscowości. Więc niejednokrotnie dotrzeć do niego jest trudno – wyjaśnia ks. Zięba.

    Pięć dni

    Jak podkreśla s. Luiza, pod opieką Hospicjum Domowego Caritas w Olsztynie są dzieci w różnym stanie. – Dzieci z chorobą nowotworową też mamy. Tylko tak naprawdę, jesteśmy krótko z nimi. To są dzieci, które trafiają do nas w ostatniej fazie choroby, kiedy lekarze mówią, że już więcej medycznie nic nie da się zrobić. Najkrócej opiekowaliśmy się dziewczynką przez pięć dni... Te dzieci wypisywane są ze szpitali do domów, bo rodzice życzą sobie, by umarły wśród bliskich – mówi s. Luiza. Z doświadczenia wie, że chyba nikt nie jest w stanie przygotować się na śmierć swojego dziecka. – Czasem oglądam filmy w telewizji i to tak fajnie w nich wygląda, ale z perspektywy własnego doświadczenia widzę, że to trudny temat. Rodzice udają przed sobą, dzieci udają przed rodzicami, rodzice przed dziećmi, że wszystko będzie dobrze. I to jest trudne. Rodzicom trudno jest przetłumaczyć, że tak nie powinno być – wyjaśnia siostra. Wspomina ostatni przypadek, mamę i jej 15-letnią córkę. – Mama twierdziła, że woli nie wiedzieć, iż córka zdaje sobie sprawę, jaki jest jej stan. W momencie śmierci, i później na spotkaniach, bo prowadzimy również spotkania rodzin w żałobie, widoczny jest żal, że przecież mogliśmy porozmawiać, mogliśmy powiedzieć sobie wiele rzeczy. A nie było odwagi – mówi s. Luiza.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół