• facebook
  • rss
  • Po drodze paciorków

    Krzysztof Kozłowski

    |

    Posłaniec Warmiński 06/2017

    dodane 09.02.2017 00:00

    – To jest trzymanie Matki Bożej za rękę, to jest szczególna opieka Matki Bożej. I kiedy zdarzy się coś trudnego, zmawiam jedną dziesiątkę – mówi pani Barbara.

    Dzieci z parafii w Gietrzwałdzie przygotowywały się właśnie do Pierwszej Komunii Świętej. Przyszły na egzamin. – Wśród nich Justyna Szafryńska. Była z mamą. Po egzaminie, który przeprowadzał proboszcz ks. Augustyn Weichsel, wyszła z kościoła. Akurat w tym momencie dzwony oznajmiały „Anioł Pański”. Stanęła, by się pomodlić – opowiada ks. Krzysztof Bielawny.

    Kiedy spojrzała na klon, ujrzała „niezwykłą jasność, w niej biało ubraną postać, z długimi włosami opadającymi na ramiona, siedzącą na złocistym tronie, udekorowanym perłami. Po chwili zauważyła jasny blask zstępujący z nieba i anioła ze złotymi skrzydłami, w białej szacie na głowie, który złotem przetykanej z białym wieńcem złożył niski ukłon postaci siedzącej na tronie. Gdy odmówiła Pozdrowienia Anielskie, postać podniosła się z tronu i wraz z aniołem uniosła się do nieba”. – Tak rozpoczęły się 27 czerwca 1877 r. objawienia Matki Bożej w Gietrzwałdzie. W kolejnym dniu łaskę widzenia Maryi otrzymała Barbara Samulowska – mówi kapłan.

    Słowa Matki Bożej

    To, jak widziały one Matkę Bożą, ilustruje malowidło na suficie kościoła. Matka Boża siedząca na tronie. Maryja po raz pierwszy rozmawia z wizjonerkami po trzech dniach, dokładnie 30 czerwca. – Wówczas padło pierwsze pytanie do Matki Bożej, zadane przez Justynę na prośbę ks. Weichsela: „Czego żądasz?”. Odpowiedź brzmiała: „Życzę sobie, abyście codziennie odmawiali Różaniec”. Następnego dnia Justyna zapytała: „Kim Ty jesteś?”. Otrzymała odpowiedź: „Jestem Najświętsza Panna Maryja Niepokalanie Poczęta” – mówi ks. Krzysztof. Zapis z 16 września 1877 r., ostatniego dnia objawień, brzmi tak: „W trakcie odmawiania Różańca dziewczynkom objawiła się Matka Boża, która w ostatnich słowach prosiła: »Odmawiajcie gorliwie Różaniec«”. Właśnie ze wzglądu na te słowa Matki Bożej w roku 140. rocznicy objawień do sanktuarium w Gietrzwałdzie przyjechały na dni skupienia zelatorki kół różańcowych z archidiecezji warmińskiej. Podczas dwudniowego pobytu zgłębiały orędzie Matki Bożej, przekazane podczas objawień. – Ich historia jest dość dobrze znana. Ale mało znane jest orędzie, treści, jakie Matka Boża przekazała. A orędzie gietrzwałdzkie jest bardzo bogate. To wszystko, co tu Matka Boża powiedziała, zawarte jest w Litanii Loretańskiej. Uzdrowienie chorych, Matka kapłanów, Królowa Różańca Świętego... – wymienia ks. Krzysztof. – To wszystko jest bardzo aktualne.

    Szczególna opieka

    Pani Barbara jest w kole różańcowym od czasów liceum, to ponad 30 lat. – Z Różańcem to jest tak, jakbym trzymała Matkę Bożą za rękę. Dzięki tej modlitwie wyprosiłam w życiu wszystko. Ale też jest to i dziękczynienie. Nie wyobrażam sobie dnia bez Różańca. Kiedy jeszcze dzieci były w domu, w środy i soboty odmawialiśmy wspólnie jedną część. Kiedy zdarzy się coś trudnego, sięgam po moje paciorki, zmawiam jedną dziesiątkę. I wiem, że już Maryja przyjęła moją prośbę – mówi pani Barbara z Ornety. Do Żywego Różańca, wbrew obiegowej opinii, nie należą wyłącznie starsze panie. Są róże męskie, róże młodych rodziców, którzy zmawiając codziennie dziesiątkę Różańca, wypraszają łaski dla swoich dzieci. – U mnie w kole mam wiele młodych. Raz w roku w Ornecie mamy Mszę św. i można się zdziwić, bo dary niosą młode dziewczyny. Starsi odchodzą, a Bóg daje, że większość młodych przyjmuje propozycję wstąpienia do róży. Bo człowiek w pewnym momencie dojrzewa do myśli, że są sprawy, z którymi sobie nie poradzi, szuka pomocy, ale u kogo? Właśnie u Matki Bożej. Nie poradzimy sobie sami, trzeba sięgać po pomoc z nieba. W życiu jest różnie. Przechodząc je z Matką, drogą kolejnych paciorków, da się przetrwać najtrudniejsze chwile i wypełnić się prawdziwym szczęściem, kiedy jest dobrze – dodaje pani Barbara.

    Taki jest

    Panią Bronisławę do Żywego Różańca namówiła sąsiadka. – Przychodziła do mnie, mówiła o tym, znów do mnie deptała, aż wydeptała – śmieje się pani Bronisława. – Różaniec stał się dla mnie ostoją życiową, to radość życia. Moja rodzina dzięki tej modlitwie otrzymała cud uzdrowienia z ciężkiej choroby. Teraz bez Różańca nie potrafię żyć. Zawsze ma też na uwadze sąsiadkę, panią Danusię. Dziś jest zelatorką, opiekuje się jedną z róż różańcowych. – Każdego dnia polecam Bogu wszystkich swoich członków. A na naszej ulicy prawie wszystkie panie należą do Żywego Różańca. Cieszę się, bo żyjemy w zgodzie, w miłości, nie ma negatywnych emocji. Bo kiedy człowiek mówi: „Zdrowaś Maryjo, łaski pełna, Pan z Tobą...”, to człowiek wkracza w Boży świat. Lubię modlić się na różańcu, idąc ulicą, w sklepie, innym miejscu, patrzę na ludzi i ogarniam ich swoją modlitwą – mówi pani Bronisława. – Taki jest Różaniec. Dla mnie jest obroną, tarczą, pomocą, dziękczynieniem i uwielbieniem – dodaje pani Stanisława.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół