• facebook
  • rss
  • Jestem dowodem na to, że Bóg kocha grzesznika

    ks. Piotr Sroga

    |

    Posłaniec Warmiński 12/2017

    dodane 23.03.2017 00:00

    – Gdy miałem 35 lat, mój ojciec po raz pierwszy powiedział mi, że mnie kocha – mówi Andrzej Sowa.

    Po raz pierwszy do młodzieży uczącej się w warmińskich szkołach przyjechał Andrzej Sowa „Kogut” – autor książki „Ocalony. Ćpunk w Kościele”. Lider punkrockowego zespołu Maria Nefeli podzielił się swoim doświadczeniem 11-letniego uzależnienia narkotykowego i cudownego uzdrowienia, które, jak wierzy, zesłał mu Bóg.

    Petarda, nie wykład

    Andrzej Sowa odwiedził trzy miejsca, gdzie licznie zgromadzona młodzież wysłuchała jego świadectwa życia. Były to Katolickie Gimnazjum nr 22 im. Świętej Rodziny w Olsztynie, Publiczne Gimnazjum im. Olimpijczyków w Stawigudzie i Bursa im. Rotmistrza Witolda Pileckiego w Olsztynie.

    – Borykamy się z problemem uzależnień, który dotyka młodych właśnie w wieku gimnazjalnym, kiedy szukają nowych doświadczeń. Spotkanie z Andrzejem dało wielu osobom do myślenia. To nie był wykład, ale opowieść o tym, co się może stać, kiedy weźmiesz narkotyk do ręki. Mówił dosadnie, czasem bolało, ale chyba o to chodzi, żeby ludzi poruszyć – mówi Bogumiła Mickiewicz, nauczycielka. Młodzież ze zdumieniem słuchała słów „Koguta”, bo mówił czasem językiem wulgarnym, który odzwierciedlał bagno, przez które przeszedł w swoim życiu. – Byłem zaskoczony.

    Myślałem, że będzie spotkanie z jakimś psychologiem, a tu taka petarda. Mam jeszcze ciarki na plecach. Pan Andrzej pokazał okropność uzależnienia, ale też to, jak z niego wychodzić – mówi Michał ze Stawigudy.

    Taki też był cel organizatorów tych spotkań: pokazać, że środki odurzające, dopalacze i narkotyki nie dają szczęścia.

    Ofiarowane cierpienie

    Andrzej Sowa ma 50 lat, ale energii i entuzjazmu mógłby mu pozazdrościć niejeden nastolatek. – Jestem pedagogiem z wykształcenia i dziś zajmuję się patologiami społecznymi. Może dlatego, że kiedyś przez 9 lat żyłem na ulicy i doświadczyłem zupełnego dna. Miałem dziewięć ponarkotycznych zapaści, ćpając heroinę. Dziś jestem dowodem na to, że jest Bóg i kocha grzesznika – mówił.

    Skąd u młodych ludzi bierze się chęć sięgnięcia po narkotyki? Według „Koguta” jedną z przyczyn może być zachwiana relacja rodzinna. Kiedy w rodzinie nie ma relacji, wtedy na młodego człowieka zaczynają oddziaływać inne osoby lub grupy. – Miałem fajnego ojca, ale był alkoholikiem, zagubił się w życiu. W mojej relacji z nim nie było tzw. pozytywnego wzmacniania. Nie mówił mi: „Synu, jestem z ciebie dumny” albo „Świetnie to zrobiłeś”. Jako dziecko i nastolatek nigdy nie usłyszałem od ojca, że mnie kocha. Dopiero, gdy miałem 35 lat, mój ojciec zdobył się na to – wspominał.

    W końcu spotkanie po wielu latach w szpitalu, kiedy ojciec Andrzeja był bardzo chory, zaowocowało stworzeniem relacji. Dowiedział się wtedy, że tata ofiarował swoje cierpienie w intencji jego zdrowia, aby „Kogut” mógł wychować swoje dzieci. Spotkanie A. Sowy z młodzieżą przepełnione było szokującymi opowieściami o kolejnych upadkach i świecie, który tworzą narkotyki. Opowiadał o ludziach sprzedających siebie za działkę, o czasie, gdy ważył 46 kilo i szczury wygryzały mu strupy, o szukaniu nowych doznań i iluzji narkotycznego świata. Słowa i forma wypowiedzi mogły szokować, ale trafiały do serca i nie można było wobec nich pozostać obojętnym.

    Z łaski Bożej żyję

    Pewnego razu jego znajoma zawiozła go na rekolekcje grupy Odnowy w Duchu Świętym. Zrobiła to podstępem – myślał, że jadą na imprezę. Tam nastąpiło jego nawrócenie, a fizycznie był właściwie trupem. W pewnym momencie wspólnota zaczęła się nad nim modlić. – Tam zrozumiałem, że będę zbawiony, kiedy uznam w Jezusie Zbawiciela i Boga. Ale najpierw zawołałem: „Boże, jeśli mnie słyszysz, odpowiedz, bo we mnie nie ma nic, czarna d...!”. Bo tak jest, że albo Jezus jest w twoim życiu, albo sobie o Nim poczytasz – mówił.

    Podczas modlitwy odczuł ciepło przenikające całe ciało. Nie wiedział dokładnie, co się z nim dzieje, ale okazało się potem, że może zjeść drożdżówkę, co normalnie, w jego stanie zdrowia, nie było możliwe. Potem okazało się, że został uzdrowiony, i tak rozpoczął się jego proces nawracania. – Postanowiłem w pewnym momencie życia wierzyć słowu Bożemu. Jeśli Bóg mówi i słowo nie wraca do Niego bezowocne, to ja wierzę w słowo Boże, które ma wielką moc. Jeśli czytam, że muszę się zatroszczyć o królestwo Boże, a wszystko inne będzie mi dane, to ja w to wierzę. Ludzie mnie pytają, z czego żyję, a ja odpowiadam: „z łaski Bożej” – mówił Andrzej Sowa.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół