• facebook
  • rss
  • Pączki i beczka pełna śledzi

    dodane 30.03.2017 00:00

    O tym, czym różniła się Sucha Środa od Środy Krzywej, gdzie chowano prezenty od zajączka i dlaczego dawano chorym popiół do jedzenia, mówi dr Jan Chłosta, olsztyński historyk i znawca obyczajów warmińskich.

    ks. Piotr Sroga: Wiele mówi się w ostatnim czasie o regionalnych tradycjach, dialektach i lokalnej historii. Odkrywamy na nowo warmińskie rytuały, przekazy i opowieści. Kiedy właściwie powstała „warmińskość”?

    dr Jan Chłosta: Myślę, że to był proces długotrwały. Te obyczaje biorą się z różnych źródeł. Przecież tutaj żyli Prusowie, którzy zdołali przetrzymać trudne dla siebie czasy, kiedy Krzyżacy kolonizowali te ziemie. Potem zaś odbywało się zasiedlanie tych ziem i przybywali tu ludzie z różnych stron świata. Przynosili ze sobą swoje zwyczaje i tradycje. Dlatego ta „warmińskość” jest pewnym konglomeratem różnych kultur i to bardzo złożonym. Oczywiście, ogromny wpływ na nią miało te 306 lat, przez które Warmia należała do Polski.

    Kiedy ludzie pytają o język, jakim posługiwano się na Warmii, nie tak łatwo jest wytłumaczyć sytuację z przeszłości. Były miejscowości, gdzie mówiono po niemiecku, i takie, gdzie mówiono po polsku. Czy Warmiacy, poza gwarą, posługiwali się różnymi językami?

    Język nie był w przeszłości koniecznym wyróżnikiem „warmińskości”. Północna Warmia była zawsze niemieckojęzyczna, bo mieszkali tam Niemcy – choć władcami byli polscy biskupi i polska kapituła. Natomiast zwyczaje nam bliskie i przechowane w pamięci związane były z południową częścią Warmii, gdzie używano języka polskiego. Chodzi o tereny związane z powiatem olsztyńskim i kilkoma parafiami dawnego powiatu reszelskiego. Dlatego możemy powiedzieć, że „warmińskość” jest pewną złożonością. Dlatego w zachowaniach Warmiaków jest wiele elementów polskich, ale zachowały się również wpływy kultury niemieckiej.

    Jednym ze składników obyczajowości jest wymiar religijny. Jaki był on pierwotnie na Warmii?

    Warmińska obyczajowość jest bardzo chrześcijańska. Wynika to niewątpliwie z faktu, że rządcami tych terenów byli biskup i kapituła. Spełniali oni nie tylko władzę duchową, ale również administracyjną, co wpływało na sposób zachowania się ludzi. Te 306 lat wywarło wielkie piętno na tutejszej ludności. Obserwując religijność mieszkańców Warmii, możemy jednak stwierdzić, że obecne są w niej także pewne zachowania i zwyczaje przedchrześcijańskie. Przykładem jest jeden z wielkanocnych obyczajów, kiedy dziewczęta jeszcze przed świtem udają się nad wodę, aby obmyć twarz, bo to dodaje zdrowia i urody. Nie wiemy, skąd się wziął ten zwyczaj, czy pochodzi z dalekiej przeszłości tych ziem, czy też ktoś, kto przybył na teren Warmii, przywiózł go ze sobą. Poza tym Wielkanoc przypada wiosną, kiedy budzi się natura, życie. Ten element był kiedyś bardzo mocno podkreślany w opisach zwyczajów warmińskich, który prezentowali autorzy przed rokiem 1989. W czasach komunistycznych nie było miejsca na chrześcijaństwo. Przykładem jest praca Anny Szyfer, która wyprana jest z elementów religijnych. Akcentowała to wszystko, co nie jest chrześcijańskie.

    Wśród wielu zwyczajów warmińskich są te związane z Wielkim Postem i Wielką Nocą. Wiemy, że w większości były one powiązane z rytuałem kościelnym. Czy jednak istniała jakaś oryginalność i odrębność obyczajowa?

    Oczywiście, że Warmia miała swoje zwyczaje. Na przykład nie było tu karnawału. Zabawowe i radosne były trzy dni przed Środą Popielcową. Zaczynało się to w sobotę i trwało do wtorku, do północy. W sobotę smażono pączki i objadano się nimi. Przygotowanie do Wielkiego Postu rozpoczynało się jednak wcześniej. Tydzień przed dniami zabawy gospodarz jechał na rynek i kupował beczkę śledzi. Trzeba pamiętać, że na Warmii poszczono nie tylko w piątki, ale również w inne dni. Popielec był nazywany Suchą Środą. Oczywiście, uczestniczono w kościelnej celebracji i posypywano głowę popiołem, a dla tych, którzy z różnych przyczyn nie mogli przyjść do kościoła, wsypywano go do książeczki do nabożeństwa i w domu powtarzano rytuał. Gospodynie szorowały również wszystkie garnki solidnie piaskiem, aby nie został na nich tłuszcz. Podstawowym pokarmem postnym była czarna kawa i chleb polany olejem. Na Warmii rzeczywiście poszczono.

    Kiedy rozpoczynał się w obyczajowości warmińskiej Wielki Tydzień?

    Wielkotygodniowe zwyczaje związane są najpierw z Wielką Środą, którą starzy Warmiacy nazywali „krzywą” – po niemiecku Krummittwoch. Twierdzili oni nawet, że tego dnia kury niosą krzywe jajka i nie przeznaczano ich pod wysiadywanie. Istniał w tym dniu jeszcze jeden zwyczaj, a mianowicie polewanie wodą. Nie w lany poniedziałek, ale właśnie w Wielką Środę młodzi ludzie na Warmii polewali się wodą. Tego dnia nie można było tkać i nic nie mogło się kręcić. Gospodarze natomiast twierdzili, że kto tego dnia dokona zasiewu, nie zbierze plonu.

    W Kościele Wielki Post kończy się w Wielki Czwartek. Jak ten dzień przeżywali Warmiacy?

    Oczywiście, uczestniczyli w nabożeństwie, jeśli kościół nie był zbyt oddalony. Ale w tym dniu każda gospodyni musiała coś posiać, posadzić. Także gospodarze starali się to zrobić na polu, bo było to gwarancją dobrych plonów. W tym dniu, co ciekawe, odbywały się w Barczewie targi nasion. Gospodarze jechali, aby nabyć ziarno, ale również z zamiarem kupienia świątecznych prezentów swoim dzieciom. Barczewo było znane z tych targów. Te prezenty w pierwszy dzień uroczystości Zmartwychwstania Pańskiego chował zajączek na posesji, przed domem, a dzieci miały zadanie je odnaleźć.

    Wielki Piątek jest dla katolików dniem ścisłego postu. Jak go przeżywali dawniej Warmiacy?

    Trzeba przyznać, że przywiązywali do postu wielkie znaczenie. Tu była raz dziennie ta kawa i chleb z olejem, o których wcześniej mówiliśmy. W tym dniu zauważalne było wyciszenie i skupienie. Gospodarz nie szedł na pole do pracy, nie rozpalano również pieców, pożywienie było suche. Poszczono również w sobotę, choć nieco łagodniej – na mlecznej zupie.

    Wielki Piątek jest centralnym świętem dla ewangelików. W jakiej mierze byli oni zauważalni na Warmii?

    W samym Olsztynie jedną trzecią mieszkańców stanowili ewangelicy. Trzeba pamiętać, że protestantyzm był promowany wcześniej przez państwo pruskie. Była to religia państwowa w pewnym sensie. W bardzo krótkim czasie powstały we wszystkich miastach warmińskich kościoły protestanckie. Nie spadły one z nieba, to była polityka państwa. Trzeba jednak uczciwie przyznać, że również na Mazurach budowano kościoły katolickie.

    Wielka Sobota przynosiła ze sobą pierwsze „Alleluja”. Czy Warmiacy mieli swoje odrębne zwyczaje, oprócz liturgii kościelnej?

    W Wielką Sobotę święcono ogień, wodę i świece. Te ostatnie miały chronić przed pożarem, burzą, napaściami. Przed kościołami ustawiano stągwie ze święconą wodą, aby każdy mógł ją wziąć do domu. Wierzono, że ochroni ona w szczególnych momentach życia: w czasie podróży, czy wtedy, gdy ktoś szedł do wojska, albo w momencie zawierania małżeństwa. Warmińscy gospodarze kropili również święconą wodą swoje gospodarstwa, bo miały one dla nich wielkie znaczenie – były źródłem ich utrzymania i dobrobytu. W Wielką Sobotę palono także przed kościołami ogniska, do których wrzucano stare, spróchniałe krzyże, a w ich miejsce stawiano nowe. Wierzono, że popiół z nich otrzymany ma szczególne właściwości zdrowotne. Dlatego też podawano go chorym, a nawet zwierzętom.

    Czy na Warmii odbywało się święcenie pokarmów?

    Warmiacy tego nie znali. Do 1945 r. nie było święcenia pokarmów na tych terenach. To są polskie zwyczaje. Spotkałem się ze wspomnieniami, w których mowa o darach przynoszonych do kościoła, ale chodziło o rzeczy dla biednych ludzi. Natomiast wielkanocnym zwyczajem, poniedziałkowym, było smaganie nóg witkami z gałęzi. I nie miało to znaczenia negatywnego, ale jeśli się kogoś szanowało, trzeba było posmagać. Wiemy, że młodzieńcy robili to jałowcem, tzw. kadykiem, i to właśnie przed nimi uciekały panny, bo to było bolesne.

    Niedziela Wielkanocna była świętem centralnym i kulminacją obchodów Wielkiego Tygodnia. Jak świętowano na Warmii?

    Były różne zwyczaje. Na przykład w Bartągu o świcie zbierała się kompania młodych ludzi, którzy szli przez miejscowość i uderzając w bęben, budzili mieszkańców i zapraszali na rezurekcję. Tym bębnem zajmował się w Bartągu Serowski. To samo było w Butrynach. Młodzi zbierali się na wzgórzu o nazwie Kopalki i stamtąd szli do miejscowości, hałasując i nawołując do uczestnictwa we Mszy św. Udział w niej był bardzo ważny, bo kto nie był na niej, nie mógł się uważać za katolika. Pierwszy dzień spędzano w domu, dopiero w drugim dniu się odwiedzano. Śniadanie wielkanocne nie było mięsne, dopiero obiad był świąteczny. Warmiacy jedli dużo grochu, zresztą do menu wchodziło to, co sami gospodarze i gospodynie wyhodowali lub zebrali na polu. Robiono także różne konkursy. Przykładem jest połykanie gotowanych jaj. Kto więcej zjadł, ten zwyciężał.

    Jak mówiono w gwarze o świętach wielkanocnych?

    Po prostu „Wzielkanoc”. Trzeba pamiętać, że jest to gwara polska. Już w 1906 roku, kiedy prof. Nitsch jako pierwszy ją badał, było wiadomo, że jest to gwara polska. Oczywiście, w tym czasie, kiedy Warmiacy nie mieli bezpośredniego kontaktu z kulturą polską, tworzyli nowe wyrażenia. Są one często w polskiej formie gramatycznej, ale brzmienie mają niemieckie. To był skutek zawikłanych kolei losu tych ziem. • piotr.sroga@gosc.pl

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół