• facebook
  • rss
  • Mamy co dźwigać

    Krzysztof Kozłowski

    |

    Posłaniec Warmiński 14/2017

    dodane 06.04.2017 00:00

    Nie chodzi o to, aby sobie cokolwiek udowodnić. Chodzi o to, aby się zmienić, nawrócić.

    Pewnego dnia, gdy nocował na Helu, obudziły go około trzeciej w nocy odgłosy marszu. – Nurtowało mnie, o co chodzi. Kto to? Okazało się, że to szli ludzie z Ekstremalnej Drogi Krzyżowej, w drodze z Jastrzębiej Góry na Hel. W ciszy... Słychać było jedynie stukot butów, dźwięk obijających się o plecaki menażek, czasem ktoś zakasłał. Milczący marsz – wspomina pan Marek.

    Od tego momentu zaczął interesować się, o co chodzi w EDK. – Dziś sam stoję na początku szlaku. Decyzja o pójściu zajęła mi trzy lata, tyle wybierałem się w tę drogę. Intencje są, nie brakuje ich – mówi. Stoi wraz z grupą innych, którzy zdecydowali się przejść ponad 40 km – odcinek między Waplewem a Olsztynem, kościołem pw. św. Stanisława a kościołem św. Franciszka z Asyżu. Pada deszcz. Pierwsza stacja Drogi Krzyżowej. Rozważanie: „Panie, naucz mnie wychodzić z moich wyobrażeń o drugim człowieku. Daj odwagę do tego, by nie skazywać go na śmierć. Pomóż mi być ludzkim dla ludzi”. Pojedynczo ludzie wyruszają na Ekstremalną Drogę Krzyżową. Do Olsztyna dojdą nad ranem, pierwsi zapewne o czwartej, ostatni tuż przed szóstą. Kilometry jak dni – Każdy uczestnik EDK jest potencjalnym świętym – uśmiecha się ks. Piotr Kaczmarczyk, organizator wyprawy pod hasłem: „Misyjna Droga Świętych”. – To myśl, która wynika z przesłania roku duszpasterskiego: „Idźcie i głoście”. Ale równocześnie z tego, że nasza codzienność może wszystkim służyć, że mamy jakąś misję do spełnienia. Stąd pomysł na to, aby ta droga się odbyła i aby była również w intencji misji – wyjaśnia. W jej organizację włączyło się Archidiecezjalne Dzieło Misyjne, a patronatem objęło ją Papieskie Stowarzyszenie Pomoc Kościołowi w Potrzebie, które opiekuje się prześladowanymi chrześcijanami. – Ta Droga Krzyżowa ma nam uświadomić, że tak naprawdę wiele posiadamy, że wiele dobra dzieje się w naszym życiu, a trudności, które napotykamy, wzmacniają nas, każą wstać, prowokują do działania, wysiłku i oddawania się Bogu – mówi ks. Piotr. To on wyznaczył trasę EKD. – Założenie symboliczne, do przejścia 40 km – jak 40 dni Wielkiego Postu do przeżycia. Dni, które często po prostu przemijają niezauważone, w których nie ma czasu dla Boga, często nawet czasu dla samego siebie, bliskich. Każdy kilometr to jeden dzień Wielkiego Postu przeżywany jeszcze raz, to stopniowe wchodzenie w swoje słabości, niedomaganie, ból nóg, walkę ze snem... Co ciekawe, droga krzyżowa Jezusa liczyła ponad 500 metrów. My dzisiejszej nocy pokonamy taką drogę w górę, bo taka jest różnica poziomów między Waplewem, Rusią a Olsztynem – dodaje ks. Piotr. Wielokrotnie przemierzał tę trasę. Samochodem, rowerem, później kilka razy pieszo. – Na początku jej wyznaczenie odbyło się palcem po mapie. Jednak były miejsca, gdzie to kluczenie okazywało się błędne. Drogi nakreślone na mapie były nie do przejścia lub po prostu ich nie ma – uśmiecha się. Droga z sensem Każdy uczestnik EDK otrzymał rozważania. Na czarnej okładce widoczny jest napis „Droga przełomu”. – Rozważania są świadectwami ludzi, które mają uświadamiać idącym, że przede wszystkim liczą się siły duchowe, a nie fizyczne. Nawet jeżeli słabniemy, to duch jest ważniejszy. Przełom to nawrócenie, odkrycie swoich ograniczeń i Boga – mówi ks. Piotr. – Nie jest to droga bez celu, lecz z sensem. Idziesz, aby pokonać swoje ograniczenia, by odkryć w sobie moc ducha. Jednak nie chodzi o to, aby sobie cokolwiek udowodnić. Chodzi o to, aby się zmienić, nawrócić – dodaje ks. Marian Midura, proboszcz parafii pw. św. Stanisława w Waplewie. – To moja pierwsza Droga Krzyżowa tego typu. Zachęciła mnie do tego Kinga – mówi Mateusz. – Wcześniej nie miałem pojęcia, że jest coś takiego jak EDK. Dobrze, że Kościół ma takie propozycje dla młodych. Odległość do przebycia nie robi na mnie większego wrażenia, ale nie o nią chodzi. To będzie konfrontacja ciała z duszą, długa rozmowa z samym sobą. – My przyjechaliśmy z Mrągowa. Na czuwaniu w Pieniężnie otrzymaliśmy ulotkę o EDK. A że mamy co dźwigać, to przyjechaliśmy – mówi Łukasz. – Mam osobistą intencję, choć podejmowany trud jest i dziękczynieniem, bo odkąd zbliżyłem się do Boga, w moim życiu zaczęło się układać. Poznałem narzeczoną i jesteśmy tu razem. Mam nadzieję, że dojdziemy do celu.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół