• facebook
  • rss
  • Zdejmowanie ciężarków

    dodane 27.04.2017 00:00

    – Kiedy człowiek już nie ma żadnego balastu, jest gotowy na podjęcie zatrudnienia. Jest gotowy zdjąć płaszcz, by wyprostować przez lata ukrywane skrzydła i wznieść się ku niebu – mówi Anna Rogulska- -Ruchała, trener pracy w projekcie „Zatrudnienie wspomagane”.

    Krzysztof Kozłowski: Wydaje się, że w zdrowym świecie zapomina się o ludziach niepełnosprawnych. Są jednak osoby, które angażują się w ich aktywizację...

    Anna Rogulska-Ruchała: Trzeba wlać w tych ludzi wiele pewności siebie. Kiedy spotykam się z nimi jako trener pracy, z reguły są wycofani, nie wiedzą, że mogą pracować, siedzą w domu przez długie lata. Nie są aktywni nawet towarzysko. Można powiedzieć, że trwają w stanie smutnej wegetacji. Ponowne wrzucenie osoby niepełnosprawnej w nurt życia nie jest prostym zadaniem. Przecież często jest tak, że jeśli nagle dotyka nas niepełnosprawność – przez wypadek czy chorobę – grono naszych znajomych nagle się kurczy, a my nie możemy dotrzeć do miejsc, w których bywaliśmy, które lubiliśmy, gdzie spędzaliśmy czas ze znajomymi. Dochodzi do tego, że po krótkim czasie zostajemy sami w domu, dobrze jeśli mamy wsparcie rodziny. Pozostaje nam okno, spoglądanie na życie ulicy, czasem spacer, choć gdy nie ma w bloku windy, a mieszka się na wyższych piętrach, to i ta przyjemność przypada jedynie w niedzielę. A chodzi o to, aby wyjść z czterech ścian. To nie czasy, kiedy panowała zasada, że niepełnosprawny siedzi w domu i nic mu się nie należy. W Polsce teraz dużo się o tym mówi.

    Właśnie, wiele się mówi. Ale jak jest z czynami?

    Znam język migowy, dlatego moimi podopiecznymi są często osoby niesłyszące. Mówi się, że to specyficzna i zamknięta grupa. Wiadomo, z jakich powodów. Komunikacja z nimi jest utrudniona. Ludzie chodzą do kina, teatru czy choćby do kościoła na Mszę św. Tymczasem osoba niesłysząca musi z wielu rzeczy zrezygnować, zamyka się w sobie, zaczyna stronić od ludzi. Dlatego na początku pracy z niesłyszącym chodzimy na zakupy, w różne miejsca, aby ich zaktywizować społecznie. Później, kiedy widzę podczas pierwszej wizyty u potencjalnego pracodawcy, że ten człowiek nie boi się z pracodawcą rozmawiać, nie boi się środowiska pracy, kolejny raz zdaję sobie sprawę z faktu, jak wiele barier trzeba przełamać, jak trudno jest żyć osobom niepełnosprawnym. Ale kiedy już zaczną one pracować, otrzymają pierwszą pensję, to są to przełomowe chwile w ich życiu. W Olsztynie są supermarkety, gdzie na kasach siedzą osoby niesłyszące. Ich pracodawca ostatnio zadzwonił, że chce zatrudnić kolejne. To jest właśnie jeden z głównych celów programu „Zatrudnienie wspomagane II”, czyli znalezienie zatrudnienia i jego utrzymanie przez osoby z niepełnosprawnościami przy wsparciu trenera pracy.

    To druga edycja tego programu, więc doświadczenie już Pani ma. A efekty?

    Oczywiście, można mówić o liczbach, a dziś są  takie czasy, że im one wyższe, tym większy zachwyt lub szum w mediach. Jednak przy tym projekcie nie do końca o to chodzi. Chodzi o człowieka. Często zagubionego, nieśmiałego, pełnego obaw. Przykładem może być Julia z zespołem Downa. Przebywała w środowiskowym domu samopomocy. Kiedy odwiedzała jedną ze szkół specjalnych, dowiedziała się o naszym projekcie. Przyszła. Zaczęłyśmy się spotykać, rozmawiać, poznawać. Ona bardzo szybko poszła do pracy. U osób z niepełnosprawnością intelektualną ważne jest nie wykładanie teorii, ale praktyka i wspieranie w miejscu pracy. W rozmowach z Julią okazało się, że uwielbia parzyć kawę, zna różne przepisy. Często mi o tym opowiadała. Pomyślałam, że muszę jej znaleźć taki zakład pracy, gdzie będzie mogła właśnie parzyć kawę. Spotkałyśmy się z panią menedżer z McDonald’s. Opowiedziałam jej, co Julia lubi robić. Od ośmiu miesięcy pracuje.

    Czy rozmowy z pracodawcami są trudne?

    Trafiliśmy na moment, kiedy pracodawcy w Olsztynie zaczęli otwierać się na osoby z niepełnosprawnością. Pani menedżer, o której wcześniej wspomniałam, miała nawet wytyczne z centrali, że trzeba zatrudniać takie osoby. Oczywiście, na początku dało się odczuć pewien dystans. Choć więcej wysiłku wymagało zintegrowanie Julii z pracownikami. Tłumaczyłam im, jak mają się do niej zwracać, czego nie lubi, jak mają ją traktować, że jeśli mają w pracy przerwę, to ona też powinna spędzać ją z innymi. Pamiętam, że na pierwsze spotkania przywozili ją rodzice. Potem, kiedy zaczęła pracować, tłumaczyłam jej, że to bez sensu, by angażować innych. Dziś jest innym człowiekiem. Dojeżdża samodzielnie autobusem, w soboty spotyka się z ludźmi z pracy, chodzi ze znajomymi do kina.

    Musi być bardzo szczęśliwa, skoro udało się jej wyrwać z zamkniętego świata.

    Osoba z zespołem Downa może być pełnowartościowym pracownikiem, człowiekiem, który wzbogaca środowisko, w którym żyje. Wiem, że Julia w pracy nie ma taryfy ulgowej. Kiedy wyświetla się zamówienie, musi wykonać zadanie. Ale ludzie, z którymi pracuje, uwrażliwiają się, już nie boją się ludzi z niepełnosprawnością. To też jest ważne. Co cieszy, jest zapraszana na wspólną kawę. Zawsze daję ją za przykład innym. Często jest tak, że osoby wchodzące w projekt są zaciekawione, ale nieprzekonane, czy chcą coś zmienić w swoim życiu. Ludzie nie lubią zmian.

    Wydaje mi się, że chodzi też o strach przed brakiem akceptacji...

    Też. Z jednej strony brak nam akceptacji sytuacji, w której się znaleźliśmy, z drugiej akceptacji siebie. Dlatego każdy, kto włącza się do projektu, może liczyć na wsparcie psychologa. Chodzi o wzmocnienie siebie, uświadomienie, że jestem cennym człowiekiem, mam jakieś umiejętności. Można powiedzieć, że znalezienie pracy to ostatni krok w projekcie. Tłumaczę ludziom, że osoba, która przychodzi do nas, ma uwieszone na ciele odważniki. My musimy te odważniki po kolei pozdejmować. I kiedy człowiek już nie ma żadnego balastu, jest gotowy na podjęcie zatrudnienia. Jest gotowy zdjąć płaszcz, by wyprostować przez lata ukrywane skrzydła i wznieść się ku niebu. Nie stawiamy żadnych warunków dla tych, którzy chcą skorzystać z naszej pomocy. Wystarczy przekonanie, że chce się zmienić swoje życie. A bywa różnie. Są osoby, które po miesiącu są gotowe do podjęcia pracy, są i przypadki, że takiej gotowości nie osiągamy. Jednak nie robimy nic na siłę. Każdy kroczek naprzód, kiedy udaje się coś zmienić, to dla nas sukces. Z 30 osób w pierwszym projekcie 17 jest zatrudnionych. Obecnie ruszył drugi program. Można zgłaszać się do nas, zaczynać z nami swoją przygodę życia. Jeden z panów tak właśnie powiedział, że „zgłoszenie się do projektu i późniejsze zmiany to najwspanialsza przygoda życia”.•

    Zatrudnienie wspomagane

    To metoda aktywizacji zawodowej osób z różnymi niepełnosprawnościami, która ma pomóc w uzyskaniu i utrzymaniu płatnego zatrudnienia na otwartym rynku pracy przy wsparciu trenera pracy. Płatna praca oznacza taką samą płacę, za taką samą pracę, jaką wykonują osoby sprawne. Usługa zatrudnienia wspomaganego ma charakter kompleksowy, co oznacza, że są nią objęte jednocześnie osoby poszukujące pracy, jak i pracodawcy. Cały proces jest dostosowany do poziomu możliwości każdej z osób. Udział w projekcie „Zatrudnienie wspomagane II” jest bezpłatny. W województwie warmińsko-mazurskim realizowany jest przez Warmińsko-Mazurski Sejmik Osób Niepełnosprawnych. Uczestnik może liczyć na wsparcie indywidualne trenera pracy, wsparcie psychologiczne, możliwość odbycia stażu zawodowego, wsparcie na stanowisku pracy, wsparcie podczas rozmów z pracodawcami, pomoc asystenta osoby z niepełnosprawnością i tłumacza języka migowego. Osoby zainteresowane mogą się zgłaszać do biura sejmiku: Olsztyn, ul. Józefa Piłsudskiego 11/17, pok. 107, tel. 89/ 523 84 01.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół