• facebook
  • rss
  • Poszerzona rodzina

    Krzysztof Kozłowski

    |

    Posłaniec Warmiński 19/2017

    dodane 11.05.2017 00:00

    – Z Liturgicznej Służby Ołtarza wywodzi się prawie 90 proc. kandydatów do seminarium. Widzimy w nich naszą przyszłość – mówi ks. Paweł Rabczyński.

    Już od początku lat 90. ubiegłego wieku w Wyższym Seminarium Duchownym „Hosianum” odbywa się Dzień Wdzięczności. Jest to więc już ugruntowana tradycja. – Oczywiście, spotkania ewoluowały, jeśli chodzi o formę. Jednak niezmienna pozostała myśl, która przyświeca naszym spotkaniom: żeby dziękować Panu Bogu i ludziom, którzy wspierają nas swoją modlitwą i cierpieniem, ale i materialnie – mówi ks. Paweł Rabczyński, rektor WSD „Hosianum”.

    Święto dobroczyńców

    Obecnie w dziękczynieniu łączą się wszystkie pokolenia, bo w tym dniu do seminarium przyjeżdżają nie tylko członkowie Stowarzyszenia Przyjaciół „Hosianum”, rodzice i rodziny alumnów, ale też liczna grupa służby liturgicznej z całej archidiecezji. – Wierzymy, że wśród nich są powołani, a dzięki wizycie w miejscu formacji duchowej przyszłych kapłanów, usłyszą wyraźniej słowa Jezusa: „Pójdź za Mną” – dodaje rektor. Wspomina św. Jana Pawła II, który podczas wizyty w Olsztynie poświęcił budynki „Hosianum”. – Mówił, że seminarium to nie tylko grupa alumnów i moderatorów. Seminarium to poszerzona rodzina. To są rodzice alumnów, duszpasterze z całej diecezji, wszyscy, którzy wspierają tę instytucję. Ten dzień jest więc nie tylko naszym świętem, ale wszystkich naszych dobroczyńców – dodaje ks. Rabczyński.

    Co nam ma służyć

    Dzień Wdzięczności rozpoczął się od wspólnej Eucharystii, której przewodniczył abp Józef Górzyński. – Kiedy pytam kapłanów o znaczenie seminarium, to większość cytuje dawne powiedzenie, że jest to „źrenica oka” biskupa. Tu formuje się przyszłych pasterzy, ojców duchowych – mówił metropolita. Podkreślał, że tak naprawdę formacja powołania zaczyna się znacznie wcześniej niż w momencie wstąpienia do seminarium. – Ważna jest świadomość tego w naszych wspólnotach parafialnych. Żebyśmy wiedzieli, że to, co się dzieje na drodze formacji ministranckiej, obcowanie z posługą w kościele, uczy bliskości z sacrum, uczy postawy służebności – mówił abp Górzyński. W homilii, zwracając się do służby liturgicznej ołtarza, podkreślał właśnie postawę służebności. – Myślimy o sobie, co nam ma służyć. A to nie jest już Kościół. Wrażliwy udział w życiu Kościoła polega na dawaniu siebie, na posługiwaniu na rzecz wspólnoty – mówił metropolita.

    Możemy budować

    Rodzina spotyka się przy stole. – My też rozpoczęliśmy od spotkania przy stole Słowa i Eucharystii. Przecież jesteśmy rodziną – uśmiecha się wicerektor ks. Wojciech Kotowicz. I wylicza atrakcje, przygotowane dla gości. Koncert muzyki organowej, turniej piłki nożnej i tenisa stołowego, zabawy z wodzirejami, czy koncert kleryckiego zespołu Soli Deo Gloria. Oczywiście, najwięcej emocji wzbudziły rozgrywki ministranckich drużyn piłkarskich. – Kiedy spotykamy dziś młodzieńców czy nawet chłopców z podstawówki, to warto pomyśleć, że może to nasz przyszły proboszcz biega po boisku, a może to nasz przyszły biskup tańczy z wodzirejami? Nikt przecież księdzem się nie rodzi. Musimy się za powołanych modlić – uśmiecha się ks. Kotowicz. Wśród licznych grup są również ministranci z Lidzbarka Warmińskiego, z parafii pw. św. Andrzeja Boboli. – Przyjechaliśmy z całą wspólnotą dzieci i młodzieży. Jesteśmy tu, by być razem, by się integrować. W sumie jest nas 80 osób. Dzieci zawsze chcą tu być, tęsknią za tym miejscem. Mamy w parafii 47 ministrantów i lektorów. To potężna armia młodych ludzi, którzy są blisko ołtarza. Jest młody Kościół, na którym możemy budować – mówi ks. Kamil Wyszyński.

    Kiedy wszystko się zaczęlo

    Michał z Lidzbarka Warmińskiego – Pewnego dnia, kiedy byłem na Mszy św., ksiądz podszedł do mnie i powiedział, że poszukiwani są nowi ministranci. Najbliższa zbiórka w sobotę o jedenastej. Pomyślałem, że może spróbuję. Spodobało mi się. Służba przy ołtarzu to pomoc księdzu, to bycie bliżej Boga. Mogę być blisko tego, co się na ołtarzu dzieje. Dawid z Kętrzyna – Pamiętam ten moment. Była kolęda. Przyszedł do nas ksiądz proboszcz i zaproponował mi, żebym został ministrantem. Od tego wszystko się zaczęło. Bycie przy ołtarzu to coś więcej niż pomaganie. My służymy Bogu. To jest najważniejsza funkcja ministranta.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół