• facebook
  • rss
  • Z czego oni się cieszą?

    ks. Piotr Sroga

    |

    Posłaniec Warmiński 21/2017

    dodane 25.05.2017 00:00

    – Gdybym nie chodził na spotkania wspólnoty, nie zrobiłbym tego. Zapadłbym się pod ziemię. Dzięki niej nabrałem wiary i odwagi – mówi Darek Ślązak.

    Kortowiada to święto olsztyńskich studentów, na które zjeżdżają się młodzi z całej Polski. Piękne położenie studenckiego miasteczka i obietnica dobrej zabawy podczas występów znanych zespołów muzycznych ściągają do Olsztyna tysiące ludzi. Młodzi z akademickiej wspólnoty charyzmatycznej Soli Deo Omnia postanowili wykorzystać ten czas na głoszenie Dobrej Nowiny wśród swoich kolegów i koleżanek.

    Jesteś księdzem czy świadkiem Jehowy?

    – Pomódlmy się o to, aby Pan zabrał nasze obawy. Niech On nas prowadzi – słychać słowa modlitwy spontanicznej, którą młodzi wypowiadają przed wyruszeniem między akademiki. W salce parafialnej ks. Piotr Dernowski, duszpasterz akademicki, dzieli zebranych na trzy grupy i wyruszają. Ze śpiewem wkraczają na teren, gdzie słychać mocne rytmy i czuć zapach grillowanych kiełbasek. Przez godzinę krążą między akademikami i rozmawiają z siedzącymi na trawie studentami, którzy ich przyjmują czasem z zainteresowaniem, czasem z obojętnością. Wiele osób jednak podejmuje rozmowę. Zapraszają na plażę, gdzie za godzinę rozpocznie się modlitwa śpiewem i tańcem. – Pierwszy raz jestem na takiej akcji i w takim towarzystwie. Większości tych ludzi nie jest po drodze do Kościoła. Zaczepiam różne osoby, trzeba je odpowiednio „podejść”, zachęcić z uśmiechem. Zaczyna się od ogólnych rzeczy, na przykład pytam, czy mają czas i jak się bawią. Sam Duch Święty prowadzi – mówi Szymon Kowalski. Przy wejściu na plażę Szymon przez dłuższą chwilę rozmawia z dziewczyną, która wydaje się zainteresowana tym, co do niej mówi. Zadaje pytania. – Była trochę wstawiona, ale to sprawiło, że chętniej rozmawiała – uśmiecha się chłopak. – Od razu weszliśmy na tematy religijne. Były trudne pytania. Czy na przykład osoba dobrze żyjąca, ale nie wierząca w Jezusa, będzie zbawiona. Nie wdawałem się w teologiczne polemiki, bo nie jestem specjalistą w tej dziedzinie, lecz mówiłem to, co serce podpowiadało – opowiada. Na początku rozmowy studenci często pytają ewangelizatorów, czy są Świadkami Jehowy. Są zdziwieni, gdy się okazuje, że rozmawiają z osobami uczącymi się na UWM w Olsztynie. Myśleli, że to grupa, która przyjechała z innego miasta. – Padło też stwierdzenie: „Pewnie jesteście z teologii”. A do mnie ktoś powiedział: „Pewnie jesteś księdzem”. Wyjaśniłem, że ukończyłem wydział nauk technicznych, a w grupie są ludzie z różnych wydziałów – mówi Szymon. Ewangelizatorom nikt nie robi nieprzyjemności. Ale czy nie krępują się, że może spotkają kogoś znajomego? – Zobaczyłem kogoś, kogo znam, podczas ewangelizacji i poczułem radość, że może mnie zobaczyć w tej roli. Gdy pojawia się lęk, pomaga wspólnota. Jedna z dziewczyn, kiedy podchodziliśmy do jej akademika, trochę spanikowała, ale wiedziała, że jesteśmy wszyscy z nią i to dodało odwagi – wspomina Szymon.

    O Bogu na plaży

    Na plaży młodzi ze wspólnoty modlili się śpiewem i tańcem wśród rozstawionego sprzętu do grillowania i popijających piwo kolegów i koleżanek. Niektórzy dołączyli do nich, inni przyglądali się z daleka. Członkowie wspólnoty poszli jednak między siedzących na trawie, rozbawionych uczestników Kortowiady. Zaczynali rozmowy, częstowali cukierkami. Podczas całej akcji mieli w sobie wielką odwagę, której potrzeba w głoszeniu Dobrej Nowiny. Emilia Tarabasz jest w gronie odpowiedzialnych za wspólnotę. – Po co to robimy? Chcemy pokazać, że Kościół to nie tylko budynek, ale żywa wspólnota, która potrafi dzielić się swoją radością ze spotkania ze zmartwychwstałym Jezusem z innymi – mówi. – Musieliśmy być odważni, bo poszliśmy między swoich, tych, których znamy. Udało się nam wejść do mojego akademika, sama to zainicjowałam. Była może nutka niepokoju, ale górowała radość w sercu – uśmiecha się. Jest zdziwiona otwartością napotkanych osób. – To zależało także od naszej otwartości. Pytano nas również konkretnie – o wspólnotę i termin spotkań – mówi. – Gdybym nie chodził na spotkania wspólnoty, nie zrobiłbym tego. Zapadłbym się pod ziemię. Dzięki wspólnocie nabrałem wiary i odwagi. Było trochę drwin i trochę zainteresowania. Ale my to robimy, by pokazać, że Jezus żyje. Wiem to, bo sam nie doświadczałem żywej wiary, dopóki ktoś mi o tym nie powiedział – mówi Darek Ślązak, student prawa. Były stres i dużo wysiłku organizacyjnego, ale opłacało się. Na zakończenie młodzi katolicy udali się do kościoła, gdzie przeżyli wspólnie Mszę św., żeby ofiarować Panu przeżyty czas.

    Świadectwo Rafała

    Historia życia każdego z młodych ewangelizatorów jest świadectwem tego, że warto podjąć trud ewangelizacji, ponieważ może się zmienić przez to życie wielu osób – oczywiście na lepsze. Szymon pochodzi z religijnej rodziny. Rodzice prowadzili go zawsze do kościoła. Na studiach było już różnie. – Pamiętam Kortowiady, kiedy stałem z piwkiem po tej drugiej stronie – śmieje się. Przyszedł jednak czas refleksji. Szymon był z dziewczyną i w pewnym momencie coś zaczęło się psuć. – Zapragnąłem zbliżyć się do Boga. Mieszkałem wtedy w pokoju w akademiku z Rafałem, który był człowiekiem wierzącym. Nigdy mnie na siłę nie wyciągał na spotkania wspólnoty, ale zawsze zachęcał. Najczęściej tłumaczyłem się brakiem czasu, jednak w końcu poszedłem. Związek z moją dziewczyną się posypał, ale to nas wiele nauczyło – mówi. Zaczął systematycznie przychodzić na spotkania wspólnoty modlitewnej i angażował się w jej funkcjonowanie. Szymon skończył już studia i pracuje, ale nadal uczęszcza na spotkania akademickiej wspólnoty. – W pracy koledzy mówią: „Szymon, daj sobie spokój. To jest dla studentów”. Ja jednak wiem, że gdyby nie wspólnota, moje życie byłoby puste – mówi.

    A ksiądz słuchał

    Także Emilka może dać świadectwo obecności Boga w swoim życiu. – Z Kościołem nie miałam wiele wspólnego. Wiedziałam, że jest i że jest to budynek. Miałam w życiu pod górkę i sądziłam, że Bóg mnie nie wysłuchuje. Był Bogiem dla innych, nie dla mnie. Kiedy szłam do kościoła na Mszę św., było to najdłuższe 45 minut – mówi. Momentem zwrotnym było podjęcie studiów na UWM w Olsztynie. Emilka czuła się trochę zagubiona, bo w Radomiu zostawiła całą swoją rodzinę. Zaczęła szukać. – Pewnego wieczoru, gdy poczułam się źle, zaczęłam szukać w internecie jakiegoś kontaktu. Wyświetliła mi się strona duszpasterstwa akademickiego w Olsztynie. Był tam telefon do duszpasterzy. Pomyślałam sobie, że może poszłabym tylko porozmawiać z księdzem. Nie po spowiedź, ale na rozmowę o tym, co mnie boli – mówi Emilia. Odważyła się i poszła do ks. Piotra Dernowskiego. Stała pół godziny przed domem parafialnym, zanim nacisnęła przycisk domofonu. – Wyszedł ksiądz, uśmiechnięty od ucha do ucha. Pomyślałam sobie: „Z czego ten człowiek się cieszy?”. Porozmawialiśmy. Ksiądz Piotr mnie wysłuchał. Mówiłam, mówiłam i mówiłam. Nie pouczał mnie, nie umoralniał – tylko słuchał. Na koniec powiedział, że w niedzielę rozpoczynają się rekolekcje ewangelizacyjne Odnowy w Duchu Świętym. Nie naciskał, ale powiedział: „Przyjdź. Zobaczysz, może to dla ciebie”. Poszłam – wspomina Emilka. Pierwsza katecheza o miłości Bożej zrobiła na niej wielkie wrażenie. Ten czas rekolekcyjny wywrócił Emilce życie do góry nogami. – Mówię, że żyję cztery lata, bo przed czterema laty przeżyłam te rekolekcje – wyznaje.•

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Reklama

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół