• facebook
  • rss
  • By być tu dłużej

    Krzysztof Kozłowski

    |

    Posłaniec Warmiński 24/2017

    dodane 15.06.2017 00:00

    Ks. Marcin Chodorowski CRL, przeor kanonii i proboszcz parafii w Gietrzwałdzie, mówi o pracowitych sobotach, odwiedzinach Matki Bożej w rodzinach i sensie pielgrzymowania.

    Krzysztof Kozłowski: Kiedy Ksiądz miał pierwszy raz styczność z Gietrzwałdem? Czy była to miłość do miejsca od pierwszego pobytu?

    Ks. Marcin Chodorowski CRL: Pochodzę z ełckiej parafii, gdzie pracują księża kanonicy regularni laterańscy, więc o Gietrzwałdzie słyszałem już jako mały chłopak. Przyjeżdżałem tu z pielgrzymkami organizowanymi przez księży. Czy od razu zakochałem się w miejscu, gdzie objawiła się Matka Boża? Dziecięcych lat nie pamiętam tak dobrze, ale na pewno czas spędzony w sanktuarium umocnił moje powołanie. Kiedy wstąpiłem do zgromadzenia, jako kleryk przyjeżdżałem tu co roku na miesięczną praktykę. Ale dopiero wówczas, kiedy przybyłem tu do pracy, żeby być proboszczem, odczułem, że jadę do najwspanialszego miejsca w Polsce. Tu coraz bardziej, z każdym dniem, powierzam się Maryi.

    Pielgrzymi przyjeżdżają tu, aby w spokoju spędzić czas z Matką Bożą. Wyciszyć się, pomodlić. A proboszcz, tak w ciągu dnia, chyba nie ma na to zbyt wiele czasu?

    Szczególnie w okresie pielgrzymkowym. Staramy się być całkowicie do dyspozycji pielgrzymów. Posługa, sakramenty, do tego obowiązki związane z prowadzeniem parafii. Trzeba pracować. Ale chyba każdy ksiądz tego doświadcza, choćby w niedzielę, kiedy my posługujemy, jesteśmy, by służyć. W sanktuarium trudniejszym dniem, jeśli chodzi o pracę, jest sobota. Kiedy ludzie mogą odbyć jednodniową pielgrzymkę, wybierają sobotę. W ten dzień jest najwięcej pracy, wiele spowiedzi. Ale kiedy patrzę na starszych kapłanów, którzy przecież mają mniej siły, kiedy rozmawiam z nimi, widzę, że oni się cieszą, kiedy widzą tłumy. Nie przeraża ich to, ale napełnia radością. Po to jesteśmy.

    Przeżywamy rok szczególny dla Gietrzwałdu. Rocznica objawień, koronacji obrazu. Matka Boża Gietrz- wałdzka pojawia się w wielu mediach. Czy już odczuwacie, że przyjeżdża więcej pielgrzymów?

    Jest to widoczne. Starsi księża prowadzą nawet statystyki, po których widać, że grup pielgrzymkowych jest znacznie więcej. A to przecież dopiero początek pielgrzymkowego sezonu. Pamiętam, że chyba dwa lata temu w sobotę naliczyłem naraz najwięcej 16 autokarów. W ostatnią było ich 24. Myślę, że Gietrzwałd ciągle czeka, by być odkrytym, Matka Boża czeka, aby ludzie odkryli Jej szczególną obecność. Wiele kwestii zaważyło na tym, że Gietrzwałd jest mniej znany niż inne sanktuaria. Na pewno była to sytuacja polityczna, kwestia przeciwdziałania władz. Mamy doskonały przykład proboszcza ks. Augustyna Weichsela. Był Niemcem, ale nauczył się języka polskiego, żeby mówić kazania po polsku, co było przez zaborców pruskich zabronione. 70 razy był wzywany przez policję, płacił liczne kary, raz był w więzieniu. Polski nie było na mapach świata. Właściwie ludzie, którzy przyjeżdżali tu z innych zaborów, musieli jechać za granicę. Po II wojnie światowej księża z naszego zakonu zaczęli tu posługę. Ale była to malutka wiejska miejscowość, władze komunistyczne robiły wszystko, by Gietrzwałd nie istniał w świadomości Polaków. Potem mamy 100. rocznicę objawień i zatwierdzenie przez Kościół ich autentyczności. Na tamte czasy było to ogromne wydarzenie w Gietrzwałdzie.

    Wiele mówi się o uroczystościach związanych ze 140. rocznicą objawień. Ale dla parafian Matka Boża jest bliska na co dzień. Choćby przez peregrynację Jej wizerunku.

    Od kilku lat wierni mają możliwość wzięcia kopii obrazu Matki Bożej Gietrzwałdzkiej do swoich rodzin, domów. Na dzień, tydzień, w zależności od pragnienia. I mogą to uczynić nie tylko parafianie. To jest również wyjście naprzeciw ludziom starszym i chorym, którzy często nie mogą już wyjść z domu, nie mogą przyjechać do Gietrzwałdu. Ostatnio otrzymaliśmy prośbę od byłego parafianina, który mieszka w Niemczech. On chce wziąć kopię obrazu na cały miesiąc do wspólnoty polskiej.

    Tysiące pielgrzymów. Dziesiątki autokarów. Czy w tym wszystkim nie gubi się trochę duchowy wymiar odwiedzin Matki Bożej?

    Na pewno zmienił się charakter pielgrzymek. Księża wspomi- nają, że dawniej były to pielgrzymki parafialne. Ludzie przyjechali z proboszczem, pomodlili się, poszli do źródełka. Dziś wyjazdy organizowane są przez biura pielgrzymkowe, które prześcigają się w ofertach. Bywa tak, że ludzie mają kilka miejsc do odwiedzenia. Często jest to godzinna wizyta, wysłuchanie historii objawień i chwila na to, by popatrzeć na obraz Matki Bożej Gietrzwałdzkiej. Nie wiem, czy wszyscy zdążą pójść do źródełka, bo już przewodnik czeka przy autokarze i nawołuje, że trzeba ruszać dalej. Myślę, że to szkodzi spotkaniu z Matką Bożą. Bo nie chodzi o to, aby zaliczyć kolejne miejsce i chwalić się: „Tu byłem”. Byłeś, ale co z tego wynika? Kiedy rozmawia się z ludźmi, oni potwierdzają, że Gietrzwałd to szczególne miejsce, gdzie czuje się obecność Matki Bożej. Wyjeżdżają umocnieni, jeśli przyjeżdżają tu z pragnieniem spotkania. Ale ci, którzy tu choćby na moment przyjadą i znajdą chwilę ciszy, i pozwolą Matce Bożej wniknąć w serce, oni chcą wracać do Gietrzwałdu, by być tu dłużej.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół