• facebook
  • rss
  • Ludzie wiedzieli, Kościół potwierdził

    Łukasz Czechyra

    |

    Posłaniec Warmiński 27/2017

    dodane 06.07.2017 00:00

    O objawieniach Maryi bp Krementz dowiedział się z gazet, ale to jego praca pozwoliła m.in. uznać je za autentyczne.

    Objawienia Maryi w Gietrzwałdzie jako jedyne w Polsce są zatwierdzone przez Kościół jako prawdziwe. Dekret w tej sprawie wydał bp Józef Drzazga w 1977 r., podczas obchodów 100. rocznicy objawień.

    Zalecana ostrożność

    W dekrecie podpisanym przez bp. Józefa Drzazgę oraz kanclerza kurii ks. dr. Czesława Kulikowskiego czytamy: „Zatwierdzamy kult objawień Matki Boskiej w Gietrzwałdzie jako niesprzeciwiający się wierze i moralności chrześcijańskiej, oparty na faktach wiarygodnych, których charakter nadprzyrodzony i Boży nie da się wykluczyć”. Musimy pamiętać, że Kościół naucza, iż publiczne objawienie Boże, które zakończyło się wraz ze śmiercią ostatniego z apostołów, zawiera wszystko, co jest potrzebne człowiekowi do uświęcenia i zbawienia. Objawienia prywatne – jak te w Gietrzwałdzie, Fatimie czy Lourdes – pomagają kierować naszym postępowaniem, ale Kościół nie nakłada na wiernych obowiązku wiary w nie. Kościół bardzo ostrożnie podchodzi do objawień prywatnych, a potwierdzenie ich autentyczności poprzedzone jest szczegółowymi badaniami. Tak też było w Gietrzwałdzie – biskup warmiński Filip Krementz o wydarzeniach dowiedział się dosyć późno z gazet niemieckich i natychmiast wezwał proboszcza ks. Augustyna Weichsla do przesłania szczegółowego sprawozdania. To właśnie ks. Weichsel był pierwszym i głównym świadkiem objawień, od samego początku przekonanym o autentycznym ukazaniu się Matki Bożej. Nie znaczy to jednak, że starał się w jakikolwiek sposób wpłynąć na decyzję innych. Przeciwnie – w archiwum archidiecezji warmińskiej, w aktach gietrzwałdzkich, znajdziemy m.in. taką charakterystykę proboszcza: „W protokółach podaje on także fakty, które przemawiają przeciw prawdziwości objawień. Jego sumienie nie pozwala opuścić czegoś niekorzystnego (...). Z objawień nie ma żadnego zysku materialnego, ale szkody, ponieważ darmo żywi pielgrzymów i ponieważ przy tym niejedno ginie”.

    Nie wszyscy  się zgadzali

    Autentyczność objawień sprawdzili również inni – ks. Augustyn Kolberg, subregens seminarium duchownego w Braniewie, osobiście obserwował Justynę Szafryńską i Barbarę Samulowską podczas pięciu wizji. W swoim sprawozdaniu dla biskupa pisał: „Po wszystkich obserwacjach przyznaję, że chociaż przystąpiłem do sprawy ze znacznym niedowierzaniem, niedowierzanie to ustąpiło zaufaniu, że sprawa chwały Bożej i zbawienia dusz przybierze sprzyjający obrót”. Rozgłos objawień i relacje świadków skłoniły bp. Krementza do powołania 18 sierpnia 1877 r. specjalnej komisji – jej członkowie brali udział w nabożeństwach różańcowych, śledzili stan i zachowanie wizjonerek, spisywali protokoły ich zeznań, przesłuchiwali pielgrzymów i kapłanów. Na zakończenie pracy komisja przedstawiła biskupowi sprawozdanie, w którym zajęła pozytywne stanowisko co do objawień i wizjonerek. Czytamy tam m.in., że „różne próby z uściskiem rąk, zasłanianiem oczu, kłuciem igłą nie robiły na nich żadnego wrażenia (...), podarunków nie przyjmują, wielokrotnie dostarczane zwracały, chociaż rodzice są ubodzy i zewnętrzny wygląd dzieci wskazuje na niedostatek”. Warto też dodać, że wizjonerki były całkowicie rozdzielone, nie spotykały się ze sobą, po ekstazie przebywały w różnych pomieszczeniach i oddzielnie były przesłuchiwane. Komisja podkreśliła również dobry wpływ objawień na pielgrzymów. Biskup Krementz powołał także komisję lekarską – w jej skład weszli lekarze Dittrich z Dobrego Miasta, Poschmann z Ornety i Sonntag z Olsztyna. Pierwsi dwaj byli katolikami, a Sonntag – ewangelikiem. Wszyscy zgodnie stwierdzili, że wizjonerki były zdrowe (fizycznie i umysłowo), ale już w kwestii wizji mieli odmienne zdanie. Katoliccy lekarze podkreślali w sprawozdaniu m.in., że kłucia igłą aż do kości czy szczypanie skóry nie odnoszą skutku, a wzrok – pomimo obracania głowy w różne strony – zawsze zostaje utkwiony w jeden punkt. Zdaniem dr. Sonntaga, wizjonerki nie znajdowały się w stanie zupełnej nieczułości – ta opinia często była argumentem przeciw prawdziwości objawień. Biskup Filip Krementz sam również odwiedził Gietrzwałd we wrześniu 1877 r., ale cały czas zachowywał ostrożność i nigdy nie wypowiedział swojego sądu o objawieniach. Jednak m.in. prace powołanej przez niego komisji pozwoliły na uznanie objawień za autentyczne. Ksiądz Tadeusz Pawluk w 14. numerze „Studiów Warmińskich” z 1977 r. pisał: „Jesteśmy dziś w lepszej sytuacji niż był biskup warmiński F. Kremetnz: możemy spojrzeć na wydarzenia gietrzwałdzkie z perspektywy stu lat. Spojrzenie to dostarcza nam silnego argumentu za słusznością postawy ludu warmińskiego, który zaufał Matce Boskiej Gietrzwałdzkiej i szerzy Jej kult”. Kościół zatwierdził ten fakt 11 września 1977 roku. Podczas pracy korzystałem ze „Studiów Warmińskich” nr 14/1977.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół