• facebook
  • rss
  • To mój kraj, moja Polska

    Łukasz Czechyra

    |

    Posłaniec Warmiński 30/2017

    dodane 27.07.2017 00:00

    Urodzili się w Kazachstanie, tam mieszkają, uczą się, pracują. Mają różne historie, ale każdy z nich zadał sobie kiedyś pytanie „kim jestem?”. Odpowiedź była jedna: Polakiem.

    Na Warmię i Mazury przyjechała na wakacje 25-osobowa grupa dzieci i młodzieży z Karagandy w Kazachstanie. Mają od 5 do 20 lat. Dla wielu z nich to pierwsza wizyta w Polsce, kraju ich dziadków.

    Wszystko dla Rodaka

    Polacy w Kazachstanie pojawili się już na przełomie XIX i XX w., ale najwięcej z nich trafiło tam w latach 1934–1936 oraz 1940–1941. Wówczas miały miejsce zarządzone przez Sowietów masowe deportacje, kiedy to całe rodziny, a nawet wioski były siłą przesiedlane w głąb Azji. Wielu naszych rodaków zginęło wówczas z zimna i głodu. Ci, którzy przeżyli, byli wielokrotnie prześladowani – za swoją polskość i katolickie wyznanie. Musieli się więc dostosować – ukrywać swoje pochodzenie i wiarę. Czasy się zmieniły. Potomkowie polskich przesiedleńców coraz chętniej uczą się języka polskiego, poznają naszą historię, literaturę, poważnie myślą o powrocie do kraju, do którego wzdychają ich dziadkowie. Umożliwia im to ustawa o repatriacji, ale także różne akcje, jak ta, której podjęła się Fundacja dla Rodaka. Joanna Wilk-Yaridiz organizowała już „Książkę dla Rodaka”, „Kartkę dla Rodaka” i „Lekcje dla Rodaka”, a w tym roku sukces odniosły „Wakacje dla Rodaka”. – Chodzi o to, by nasi krajanie, potomkowie przesiedleńców, mogli poznać naszą ojczyznę, mówić po polsku, by chcieli do nas wrócić, zostać tu na zawsze – mówi J. Wilk-Yaridiz. Razem z grupą dzieci i młodzieży przyjechał Witalij Chmielewski, wiceprezes Związku Polaków w Kazachstanie. – Bardzo nas cieszy, że ludzie chcą pomagać pobratymcom za granicami kraju. Widać to po różnych akcjach z cyklu „dla Rodaka”. Podczas zbiórki książek ludzie ofiarowali ich tyle, że trafiły nie tylko do Kazachstanu, ale też na Ukrainę i do Białorusi – wymienia W. Chmielewski. Podkreśla, że podobne akcje są dla nich niezwykle cenne, bo dzięki nim jest utrzymana stała łączność z Polską. – Czujemy, że pamiętacie o nas, chcecie nam pomagać, spotykać się z nami – dodaje Witalij.

    Kiełbasa z cebulą

    Dzieci i młodzież z Karagandy zatrzymały się w Domu Rekolekcyjnym Ruchu Światło–Życie „Zacheusz” w Nowym Kawkowie. Tam czekały na nich liczne atrakcje: warsztaty teatralne, literackie, artystyczne, prelekcje, koncerty, zabawy z wodzirejem i wiele innych. Czekali też na nich ich polscy rówieśnicy z diakoni ewangelizacyjnej. – Jesteśmy tu, by razem spędzić czas, pomagać naszym rodakom, pokazać im Polskę, ale też dobrze się razem bawić. Nie wszyscy z nich mówią po polsku, także czasem nasze rozmowy przypominają dwustronne kalambury, ale i tak świetnie się dogadujemy – zapewniają oazowicze. – Dla tych młodych ludzi to świetna okazja, żeby poznać Polskę nie tylko w teorii, ale i w praktyce. Poczuć tradycję, być częścią tego społeczeństwa. Są już czwartym pokoleniem urodzonych w Kazachstanie, ale mają świadomość, że należą do narodu polskiego. Nauka języka, historii, zwyczajów – to najważniejsze rzeczy, nad którymi pracujemy, by poprzez nie poznali Polskę. Każdy musi w sobie znaleźć odpowiedź na pytanie: „Kim jestem?” – opowiada Witalij Chmielewski. Okazuje się, że taka konfrontacja teorii z rzeczywistością jest bardzo ważna i potrzebna. Podczas jednej z zabaw na początku wyjazdu młodzież z Kazachstanu miała zaprezentować na rysunku, jak sobie wyobraża Polaków. Oprócz pozytywnych cech (jak punktualność) znalazły się tam również takie „atrybuty”, jak skarpety włożone do sandałów, a do tego w jednej ręce kiełbasa, a w drugiej cebula... – Musimy poważnie popracować nad naszym wizerunkiem – śmieją się organizatorzy „Wakacji dla Rodaka”. Dzieci i młodzież z Karagandy oprócz Nowego Kawkowa mogły także zobaczyć Olsztyn, Dźwierzuty, Świętą Lipkę, Reszel, Kętrzyn i Biskupiec. Odwiedziły Muzeum Warmii i Mazur i olsztyńskie planetarium, wzięły udział w spływie kajakowym, miały sesję zdjęciową i wiele innych atrakcji. – Nie byłoby to możliwe, gdyby nie ludzie dobrej woli, sponsorzy. Wsparło nas naprawdę wiele osób i instytucji. Wszystkim bardzo dziękuję – mówi Joanna Wilk-Yaridiz.

    To nasze miejsce

    Urodziłem się w Kazachstanie, ale jestem Polakiem. Za każdym razem, kiedy tu przyjeżdżam, czuję, że to jest moja ojczyzna – mówi Mirek. W Polsce jest już po raz szósty. Przez jakiś czas uczył się i pracował m.in. w Krakowie i Wrocławiu, ale ma nadzieję przyjechać do Polski na stałe. – W domu rodzinnym nikt nie podtrzymywał polskich tradycji. Kiedy Kazachstan był częścią Związku Radzieckiego, to było zakazane, nie można było pokazywać swojej polskości, chociaż czasami dziadek rozmawiał z moją mamą po polsku. Kiedy pierwszy raz przyjechałem do Polski, nie wiedziałem za bardzo, czego się spodziewać, ale zachwyciłem się: wspaniali ludzie, piękna przyroda. To jest właśnie mój kraj, moja Polska – deklaruje Mirek. – Urodziłem się w Karagandzie, spędziłem tam całe życie, Kazachstan jest moją ojczyzną. Ale jestem dumny z Polski, to mój drugi dom. Kiedy tu jestem, nie czuję się jak za granicą, wszystko jest mi bliskie. Zrozumiałem, jestem u siebie – mówi Witalij. Helena do Polski przyjechała już po raz kolejny. – W Kazachstanie chodziliśmy na Msze św. w języku polskim, a ja sama uczę się języka od 6 lat. To dzięki pani Wiesi, naszej nauczycielce, która przyjechała do nas z Polski. Na początku było trudno, robiłam dużo błędów, nie potrafiłam pisać, czytać, ale jest coraz lepiej, zaczęłam nawet zdobywać nagrody na dyktandach. Tutaj czuję się bardzo dobrze, ludzie są mili, gościnni, otwarci. Polska to moja ojczyzna – opowiada 17-latka. •

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół