• facebook
  • rss
  • Nie ma spania

    Krzysztof Kozłowski

    |

    Posłaniec Warmiński 33/2017

    dodane 17.08.2017 00:00

    – Duch Święty wszystko robi w odpowiednim czasie. Niczego nie przyspiesza, niczego nie spowalnia i działa dla ludzi przez ludzi – mówi Aneta.

    Ksiądz Paweł wyszedł z Najświętszym Sakramentem z konkatedry św. Jakuba w Olsztynie na brukowaną ulicę, między kamienice starówki. Niektórzy przechodnie nawet nie zauważyli, że obok nich idzie Jezus, błogosławi im, wchodzi w ich życie i życie ich miasta. Stojąca pod murem dziewczyna wstydliwie schowała tlącego się papierosa. Ze zdziwieniem patrzyła na kapłana, na Najświętszy Sakrament. Oni szli razem, a ludzie przystawali, niektórzy coś szeptali do siebie.

    Ze sceny obok starego ratusza rozległ się śpiew: „Boże, Twa łaska nad nami jest, Twoja miłość przychodzi wciąż... Więcej Ciebie, więcej łaski Twej”. Jezus wszedł w tłum otaczający scenę. Kapłan postawił Go na wywyższonym miejscu, a ludzie klękali, śpiewali, uwielbiali Boga. Nieliczni, siedzący w letnich ogródkach pubów i restauracji, wychylali się z zaciekawieniem, oglądając to, co dzieje się w Olsztynie. –Błogosławię to miasto, błogosławię te jeziora, błogosławię wiatr, który chłodzi. Ogłaszam Twoje zwycięstwo w rodzinach. Panie, uwielbiam i wywyższam Ciebie – modlił się kapłan. Tak zaczęła się ewangelizacja Olsztyna – w sobotnie przedpołudnie, kiedy słońce wzeszło już wysoko nad miasto, a ludzie coraz liczniej pojawiali się na starym mieście.

    Jedynie narzędzia

    – Przyjechaliśmy z małego miasta do stolicy naszego regionu, żeby ewangelizować, żeby głosić chwałę Bożą, królestwo Boże, żeby docierać do tych wszystkich, którzy cięgle nie wierzą, że Jezus żyje, że jest z nami – mówi Aneta, liderka wspólnoty Wieczernik Miłosierdzia z Nidzicy, z parafii Miłosierdzia Bożego. Pomysł ewangelizacji nie zrodził się bynajmniej przypadkiem. – Bo „przypadek” to drugie imię Ducha Świętego – uśmiecha się Aneta. Podczas spotkania na rekolekcjach z Małgorzatą, która prowadzi Fundację „Pod skrzydłami anioła”, zrodziło się w nich pragnienie dotarcia z Dobrą Nowiną do ludzi, którzy nie chodzą do kościoła. – W Nidzicy mamy co miesiąc wieczór chwały. Z wielu miast przyjeżdżają do nas ludzie, by się wspólnie modlić. Ale co z resztą, która pozostała w domach? Musimy wyjść! Nadszedł czas wyjścia na zewnątrz. Tak, musimy wyjść na ulicę, by spotkać różnych ludzi, by i oni usłyszeli o Jezusie – mówi Aneta. Jednak ulica to nowe wyzwania. Przypadkowi ludzie. Trudne rozmowy. – Dlatego długo przygotowywaliśmy się do wyjścia. Modliliśmy się, pościliśmy, by otworzyć się na Ducha Świętego, by to On działał, a my byśmy byli jedynie Jego narzędziem – podkreśla. – Duch Święty wszystko robi w odpowiednim czasie. Niczego nie przyspiesza, niczego nie spowalnia i działa dla ludzi przez ludzi. Wyszliśmy na ulicę, by nieść ludziom Jezusa, czyli miłość, bo to robił Jezus. On był z ludźmi, wychodził do nich. Robi to i dziś – dodaje.

    Poszukiwania miłości

    Godziny uwielbienia. Wspólna modlitwa. Koncert Wyrwanych z Niewoli. Rozmowy i świadectwa, które tak często każą zastanowić się nad swoim życiem, choć nie jest łatwo stanąć na scenie w centrum miasta i powiedzieć: „Byłem grzesznikiem”. Opowiadać o swoim upadku, alkoholu, narkotykach i rozwiązłości. – Nic nie jest po ludzku łatwe. Na szczęście łaska Boża otwiera nas, jest w nas. Dzięki tej łasce rzeczy niemożliwe stają się możliwe. Myśląc po ludzku, nie byłbym w stanie stanąć i mówić o brudach ze swojej przeszłości – uśmiecha się Krzysztof. Jednak staje, mówi, by innych inspirować do tego, by pragnęli więcej Chrystusa w swoim życiu. – Moje życie zmieniła... spowiedź – wyznaje. Wspomina dzień, kiedy przyszedł do niego Duch Święty. Siedział w biurze w jednej z warszawskich korporacji. – Pokazał mi, jak ogromny grzech jest w moim życiu. Jednak najpierw uświadomił mi, jak bardzo Bóg mnie kocha pomimo grzechu, w którym tkwię. Pomimo nieczystości, narkotyków i alkoholu. Wypełnił we mnie pustkę, którą miałem całe życie. Całe życie szukałem miłości – mówi. Pobiegł do toalety, zamknął się w niej, żeby nikt go nie widział, i płakał. Kilka godzin później, pod natchnieniem Ducha Świętego, poszedł do spowiedzi. – Ksiądz zapytał mnie, czy ta spowiedź jest po to, abym lepiej się poczuł na chwilę czy z pragnienia zmiany swojego życia. Wiedziałem, że ona jest po to, by zmienić moje życie. I wszystkie uzależnienia odeszły, moje serce się zmieniło. Tak się zaczęło moje prawdziwe życie – dodaje. – Pan Jezus był z Betlejem, z małej mieściny. My też – śmieje się ks. Andrzej Midura. – Hasło tego roku jest jasne: „Idźcie i głoście”. A okazji jest tysiąc. Każdy dzień jest ku temu doskonałą okazją. Nie ma spania – dodaje.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół