• facebook
  • rss
  • Bóg nas zaprasza

    Krzysztof Kozłowski

    |

    Posłaniec Warmiński 34/2017

    dodane 24.08.2017 00:00

    Pięknie położony ośrodek, wśród mazurskich lasów, nad jeziorem Wągiel w Ostrowie Pieckowskim. Jest w nim wszystko, co potrzebne do... spotkania z Jezusem.

    To spotkanie jest na tyle fascynujące, że wzięło w nim udział prawie 400 osób. To chyba jedne z najliczniej uczęszczanych tygodniowych rekolekcji, jakie odbywają się w Polsce. – Ludzie przyjechali całymi rodzinami, by zastanowić się nad relacjami małżeńskimi, ze swoimi dziećmi, z Bogiem. Dzielą się z sobą doświadczeniami, problemami, tym, jak Bóg wchodzi w ich życie – mówi ks. Maciej Sarbinowski SDB. – Każdy dzień rozpoczyna się Eucharystią, później są spotkania formacyjne, grupy dzielenia, kilka godzin odpoczynku, a na zakończenie modlitwa z adoracją Najświętszego Sakramentu. Wszystko wokół tematu rekolekcji: „A wy za kogo Mnie uważacie?”. Owszem, Jezu, Ty jesteś moim Królem. Ale co to znaczy w życiu męża, który musi się zmagać z codziennymi problemami, dla rodziców czy osób konsekrowanych? I okazuje się, że odpowiedź nie jest tak prosta.

    Całe rodziny się zmieniają

    Wszystko zaczęło się 9 lat temu. Na pierwszych rekolekcjach dla rodzin, w których uczestniczyło 60 osób. Potem było ich 120, z czasem – 200, w zeszłym roku – 260. – A wszystko to z potrzeby kilku małżeństw, żeby robić coś więcej. Niektórzy z nas, jako młodzi ludzie, bywali na oazach. Także nieustannie tkwiło w nas pragnienie życia we wspólnocie – wspomina Joanna Żbikowska, organizatorka wydarzenia.

    Na rekolekcjach na Kaszubach dokładnie przyjrzeli się, jak może wyglądać forma połączenia życia duchowego rodzin z wypoczynkiem. – Będąc tam, już wiedzieliśmy, że za rok sami zorganizujemy takie rekolekcje. Zawiązaliśmy Wspólnotę Rodzin przy parafii św. Józefa w Świeciu nad Wisłą. To był piękny Boży plan. Zmienialiśmy ośrodki wypoczynkowe, bo z roku na rok potrzebowaliśmy większego. Modliliśmy się, by ktoś wskazał nam taki, który pomieści jak największą liczbę chętnych. Znalazł się ten, z bazą dla dzieci, boiskiem, z miejscem na dużą kaplicę, z jeziorem. Tak duży, że pomimo tego, iż jest nas prawie 400 osób, każdy może znaleźć ustronne miejsce, by w ciszy porozmawiać z Bogiem – uśmiecha się Joanna.

    Dlaczego tyle osób? Bo jest wielu, którzy chcą doświadczyć Boga. – Pan Bóg nas tu zaprasza. A całe rodziny się zmieniają – podkreśla.

    Tutaj jesteśmy rodziną

    Wielu uczestników wraca co roku na rekolekcje. – To wyjątkowy czas – mówią. – Są tu fantastyczni ludzie, przekazywane głębokie treści. Otrzymujemy tu wiele łask Bożych, co pomaga nam później w codziennym życiu. Widzimy, jak się zmieniamy z roku na rok, jak Pan Bóg zdejmuje z nas kolejne maski, uzdrawia nasze serca. Każdy rok jest inny, niepowtarzalny – mówi Anna.

    Podkreśla, że cenne są spotkania podczas czasu wolnego, kiedy można porozmawiać z przyjaciółmi, poznać nowych ludzi. Poza tym wieczorne adoracje to niezwykłe spotkanie z Jezusem. – Mam wrażenie, że po każdej robię taki maluśki krok ku Bogu – uśmiecha się.

    Wspomina grupy dzielenia, kiedy we wzajemnym zaufaniu poruszane są różne tematy, nawet te najwstydliwsze, najskrytsze. – Ale my się sami odblokowujemy, otwieramy, doświadczamy tego, że wokół nas są ludzie, którzy myślą podobnie, przeżywają te same problemy – podkreśla. – Wyznacznikiem, że te rekolekcje są błogosławionym czasem, jest to, że nasze dzieci chcą z nami przyjechać. Jeżdżą z nami od lat. Najstarszy syn ma już 20 lat, młodszy – 14. I nieustannie jeżdżą z nami, nie na siłę, ale z potrzeby serca. Później przez rok mamy się do czego odwoływać i budujemy na Tym, który jest najważniejszy, na Jezusie. On wyzwala nas ku wolności, tej małżeńskiej i rodzinnej – mówi Grzegorz.

    Joanna na początku przyjeżdżała na rekolekcje jako uczestniczka grupy młodzieżowej. Później jako opiekunka do dzieci. Dziś jest na rekolekcjach już jako żona. – Tu panuje rodzinna atmosfera. Czujesz się akceptowanym takim, jakim jesteś. Nie musisz grać, udawać, wstydzić się, że nie fascynują cię jakieś mody świata. Tutaj jesteśmy rodziną. Mnie, jako młodą osobę, właśnie ta atmosfera przekonała do Kościoła. Wiadomo, o młodego trzeba walczyć, by nie poszedł w złym kierunku. I dzięki tej atmosferze moja relacja z Bogiem się zbudowała – mówi Joanna. – Jest nas dużo. Ale dobrze jest mieć dużą rodzinę – uśmiecha się jej mąż Adam.

    – Jako obserwator widzę przepiękne owoce, jak małżeństwa przepracowują swoje relacje. Bo dziś ludzie przemadlają problemy, mając nadzieję na cudowne dotknięcie, na odnalezienie cudownej modlitwy, która załatwi ich problem. Oczywiście, jeśli ma się kłopoty, trzeba się modlić, to fundament, ale tematy trudne, dotykające relacji, trzeba przepracować – zauważa ks. Sarbinowski.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół