• facebook
  • rss
  • To sprawa zbawienia

    Krzysztof Kozłowski

    |

    Posłaniec Warmiński 36/2017

    dodane 07.09.2017 00:00

    Dziś młodzi potrzebują nie ziomków, ale pasterzy, konkretnych ludzi, którzy pokażą, że można żyć Ewangelią.

    To był niecodzienny widok. Po godz. 19 przed kurią zrobiło się czarno... od sutann gromadzących się księży. Nie tylko pora takiego zgromadzenia była zaskakująca, ale i jego powód – młodzież.

    Jednak kapłani nie przyszli debatować o obecnym stanie duchowym młodych, narzekać, że są niedostępni, bo zamknięci w świecie smartfonów, ale by zewrzeć szyki i zacząć zażarcie walczyć o ich dusze. – Oni wymagają od nas pełnej mobilizacji. Schodzimy z kanapy, rozpoczynamy działania. W tym roku w archidiecezji ruszamy z synodem młodych. Duszpasterstwo młodych to duszpasterstwo przyszłości. Jacy oni są dzisiaj, taki Kościół będzie jutro – mówi ks. Radosław Czerwiński, archidiecezjalny duszpasterz młodzieży.

    To jest porażka duszpasterska

    Na spotkaniu dekanalnych duszpasterzy młodzieży i zespołu ds. młodych poruszano kwestie najbliższych spotkań im poświęconych (Gietrzwałd, Rybaki), synodu czy bierzmowania. – Chodzi o jedno dobro; dobro, które ma na imię młodzież. Toczymy walkę o jej zbawienie. My, niestety, żyjemy w czasach, kiedy jako wierzący godzimy się z tym, że ludzie odchodzą od Kościoła. Dramatem jest, kiedy katecheta mówi: „Część młodych wypisała się z religii. Dobrze, będzie spokój”. To jest porażka duszpasterska. Dramatem jest, kiedy cieszymy się, że młodzież niczego od nas nie chce, więc nic nie musimy robić. Młodzież odchodzi po bierzmowaniu, a my się z tym godzimy, myśląc, że za rok mamy następną grupę. Dlatego duszpasterstwo młodzieży jest priorytetem. To nie jest moja prywatna czy kurialna sprawa. To sprawa zbawienia – mówił ks. Bartłomiej Matczak, dyrektor wydziału duszpasterskiego warmińskiej kurii.

    Podkreślał, że w wielu dekanatach dzieją się ciekawe inicjatywy dla młodych. Może nie medialne, krzykliwe i masowe, ale zbliżające do Jezusa, do osobistego spotkania z Nim. – Chodzi o to, abyśmy się tym dzielili. Mówili, wymieniali doświadczenia. Młodzi potrzebują przewodnika. Oni często jadą, by doświadczyć spotkania, jakiejś radości. A my mamy zatroszczyć się o to, aby to było również miejsce ich spotkania z Panem Bogiem. To nasze zadanie – mówił ks. Czerwiński.

    Mobilizujemy się

    Na spotkaniu było ponad 50 osób. Kapłani i kilku świeckich przedstawicieli chrześcijańskich ruchów młodzieżowych. – Każdy z nas pracuje z młodzieżą na różne sposoby. Dziś, kiedy jesteśmy razem, tworzymy już pewną siłę, nawiązujemy współpracę, by wyjść z obrębu parafii, robić coś wspólnie. Młodzież jest fajna, chyba taka, jacy i my byliśmy – uśmiecha się ks. Roman Dąbkowski. – Żeby jednak nie mieli skrzywionego obrazu kapłana i Kościoła, trzeba do nich podejść, porozmawiać, coś im zaproponować. Oni są bardzo chętni do różnych akcji, przyjdą, pomogą. Przy takich okazjach przemycam im wartości chrześcijańskie. Akcje są pretekstem do formacji. I oni zostają.

    – W końcu ludzie, którym bliskie są sprawy młodzieży, gromadzą się w jednym miejscu. Mobilizujemy się. Widzę, że młodzież w głębi duszy jest stęskniona. Pragnie realnego spotkania z drugim człowiekiem. Pragnie Boga. Często nie potrafi tego wypowiedzieć, może nie rozumie tego do końca. My musimy pomóc to odkryć i nazwać. Nienazwana tęsknota – że pragnie się Boga i dobra – wiedzie młodych do grzechu, bo oni poszukują, a w poszukiwaniach błądzą. Oni muszą nazwać swoje tęsknoty, a później świadczyć. Ale muszą nabierać sił w spotkaniach z tymi, którzy tak samo myślą. Stąd waga spotkań, rekolekcji i wspólnot – uważa Julita Depczyńska OV.

    Wygrany zakład

    Trzeba wzbudzać odwagę w młodych. Jak to robić? – Normalnością. Bo nie chodzi o to, aby przypodobać się młodym, o bycie fajnym kolegą. Dziś młodzi potrzebują nie ziomków, ale pasterzy, konkretnych ludzi, którzy pokażą, że można żyć Jezusem, Ewangelią. Jeśli na drodze spotkają wiarygodnych świadków, zmieniają się – mówi ks. Łukasz Kowalski.

    Podaje przykład chłopaka, który w tym roku poszedł na pielgrzymkę na Jasną Górę, bo na jednej z alkoholowych imprez założył się, że to zrobi. – Na początku ukrywał to, ale z upływem czasu zaczął się otwierać, opowiadać o swoim życiu. Dlaczego? Zobaczył ludzi z żywą wiarą, taką zwyczajną, idących z intencjami o zdrowie dla rodziców, żeby wujek przestał pić, o męża, o żonę. Zobaczył, że ludzie potrafią się modlić, że mają różaniec w ręku, że potrafią wstać wczesnym rankiem, bo o 5 rano jest Msza św. Wszystko robią bez narzekania, z taką radością, której nie widać na ulicach, w pubach. Zakład wygrał, przeszedł całą pielgrzymkę. Ale przeżył coś więcej, po latach życia w obojętności duchowej wyspowiadał się, dotknął realnej wiary – wspomina ks. Łukasz. – Tacy ludzie potrzebują później wspólnoty, miejsca w Kościele, gdzie pogłębią relację z Bogiem. Najtrudniejszy jest powrót do domu, do rzeczywistości, do środowiska. Dlatego tak ważne są wspólnoty.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół