• facebook
  • rss
  • Pociąg do Olsztyna był pierwszy

    Krzysztof Kozłowski

    |

    Posłaniec Warmiński 36/2017

    dodane 07.09.2017 00:00

    „Zostań z nami, Panie, gdyż ma się ku wieczorowi i dzień się już nachylił”. – Te słowa towarzyszą mi każdego dnia – mówi ks. Stanisław Jasiński.

    Trzydzieści lat w jednej parafii. – Choć rzadko to się zdarza, cóż to wobec wieczności – uśmiecha się ks. Stanisław.

    – Powołanie rodziło się długo. Kiedy wstąpiłem do seminarium w Olsztynie, moi rówieśnicy byli już diakonami. Wszystko przez to, że zaraz po szkole zostałem powołany do wojska. Służyłem dwa lata, a potem dwa lata pracowałem w straży pożarnej. Dopiero później poszedłem do seminarium. Pewnie była to już ostatnia chwila, żeby się zdecydować. A i decyzję podjąłem późno, bo w październiku. Pochodzę z południa, z Paszyna koło Nowego Sącza, ale seminaria na południu Polski już zakończyły rekrutację, zwłaszcza to w Tarnowie. Po prostu już nie było miejsc. Tam zawsze jest wielu kandydatów do kapłaństwa. Ale jeszcze przyjmowano do seminariów w Gdańsku i Olsztynie. Do Olsztyna miałem nieco bliżej. Poza tym pociąg z Warszawy był wcześniej do Olsztyna niż do Gdańska. Tak znalazłem się w warmińskim „Hosianum” – wspomina ks. Stanisław. – Pewnie opatrzność Boża tak to zorganizowała – uśmiecha się.

    W 1978 r. przyjął święcenia kapłańskie w rąk bp. Józefa Drzazgi. Później został wikarym w parafii św. Wojciecha w Prabutach, a następnie św. Józefa w Olsztynie. – Po 9 latach wikariatu trafiłem do Jezioran – mówi ks. Stanisław.

    „Gdzieś ty przyszedł?!”

    Kapłan dobrze pamięta ten dzień: 31 sierpnia 1987 roku. – To były czasy komuny, więc niełatwe. Pięć kościołów na terenie parafii, jeden główny i cztery filialne. Trzy filialne kaplice. Ponadto trzy obiekty: plebania, dom parafialny i dom gospodarczy. A wszystko w opłakanym stanie. Do kościoła lała się woda. Żeby mieć pojęcie, jak to wyglądało, trzeba to zobaczyć – zapewnia ks. Jasiński i wyjmuje kroniki parafialne.

    30 lat ujętych w sześciu tomach, zdjęcia, krótkie notatki. Otwiera jeden z woluminów, przeszukuje. – Proszę spojrzeć – mówi i pokazuje fotografię kościoła św. Bartłomieja sprzed lat. Na dachu brakuje dachówek. Przez czarne dziury deszcz wpadał do świątyni. Na następnym zdjęciu widnieje wieża kościoła otoczona drewnianymi rusztowaniami. Takie samo rusztowanie było wokół murów kościoła. – Należało zakasać rękawy i wziąć się do pracy. W 1988 r. rozpoczęliśmy remonty. A władza przyglądała się, choć problemów nie robiła – wspomina.

    Dobrze pamięta ogromne zaangażowanie parafian. – Bez nich przecież nic by się nie zrobiło. To były czasy, kiedy nie było żadnych dotacji, programów. Każda złotówka pochodziła od ludzi. Jeśli chodzi o parafian, czapki z głów – podkreśla ks. Stanisław. – Nie były to łatwe lata. Ale człowiek był młody, pełen werwy, powołany do tego. Nie byłem sam. Był wikary ks. Stanisław Adamowicz. Siostry katarzynki, w tym s. Bonawentura, oddana dzieciom i parafianom. Piękne mam wspomnienia – dodaje.

    Wspomina siostrzenicę, która wraz z jego siostrą przyjechała, by pomóc mu w pierwszych dniach proboszczowania. – Kiedy przyjechały i zobaczyły wszystko, usiadły na schodach plebanii i płakały: „Gdzieś ty przyszedł?!” Przyjechały z południa Polski, gdzie są zupełne inne realia. Ja tak tego nie odczuwałem – mówi.

    Uczysz nas

    30 lat szybko minęło. – Pewnie niedługo trzeba będzie się zwijać, zostawić wszystko młodym. A koło zabytków trzeba chodzić jak koło starego człowieka – mówi ks. Stanisław. I wymienia, że odrestaurowano m.in. trzy ołtarze i freski kościoła filialnego pw. św. Jana Chrzciciela w Tłokowie, zrobiono dach, w pielgrzymkowym kościele pw. św. Rocha całą elewację, odwodnienie i dach... – Nasz kościół parafialny, wszystkie kaplice. Obecnie w konserwacji są 9.  ołtarz, ambona i organy – wymienia. – A przecież życie duchowe jest najważniejsze. Ludzi do zbawienia trzeba prowadzić.

    Chwil wzruszenia było wiele. Ale najbardziej wymowne były proste czyny. – Byłem już kilka miesięcy w Jezioranach. Szedłem wzdłuż kościoła i zobaczyłem panią Anastazję na kolanach. Nożem pieliła bruk wkoło kościoła. Podszedłem do niej z czekoladą, by jej podziękować. Nie przyjęła, dla Boga przecież to robi. Raz bardzo uboga kobieta przyniosła 10 zł. „Dla proboszcza na obiad” – powiedziała – wspomina kapłan.

    Parafianie przy okazji odpustu zorganizowali jubileuszowe uroczystości. Przyjechało rodzeństwo ks. Stanisława z rodzinami, Eucharystię koncelebrowało ponad 20 kapłanów, homilię głosił ks. Stanisław Kozakiewicz (kazanie mówił również przed 30 laty). Przed uroczystą Mszą św. życzenia w imieniu gminy Jeziorany złożył burmistrz Leszek Boczkowski. – Uczysz nas kochać Boga i ludzi – powiedziała Danuta Błaszczyk, składając życzenia w imieniu parafian. Głos zabrał też brat proboszcza Tadeusz. Mszę św. uświetnili śpiewem górale i parafialny chór. Kapela góralska i zespół ludowy Jezioranie towarzyszyli także wspólnej agapie na placu przykościelnym.

    Jubileusz przygotowali mieszkańcy wiosek i miasta. Rada miejska przyznała ks. Jasińskiemu honorowe obywatelstwo gminy Jeziorany... – Choć cały czas jestem zwykłym obywatelem – uśmiecha się ks. Stanisław.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół