• facebook
  • rss
  • To nie nagranie, to modlitwa

    Krzysztof Kozłowski

    |

    Posłaniec Warmiński 36/2017

    dodane 07.09.2017 00:00

    – Mój nieżyjący już tata powtarzał mi, że nie wykorzystuję swojego talentu. Także Bóg przemawiał jego ustami – mówi Joanna.

    Wieczernik Miłosierdzia, wspólnota charyzmatyczna w parafii Miłosierdzia Bożego w Nidzicy, posługuje już od pięciu lat – organizuje wieczory chwały, otacza modlitwą parafię, ewangelizuje.

    – Owocem działania Ducha Świętego jest grupa osób, które prowadzą uwielbienia, posługując muzycznie. Tak powstał zespół „Powołani”. Jeździmy do innych parafii, uwielbiamy śpiewem Boga. Wiele osób pyta, czy mamy płytę z naszymi nagraniami, bo kiedy wracają do domów, chcieliby tę atmosferę modlitwy zabrać ze sobą, wrócić do tych chwil radości, pośpiewać. Dla nas takie pytanie to przynaglenie Jezusa, wręcz nakaz: „Uczyń to”. I realizujemy to, co podoba się Bogu, niekoniecznie nam – uśmiecha się ks. Andrzej Midura. – Bo nagranie płyty nie było łatwe...

    Bóg nas zebrał i powiedział...

    Zanim podjęli ostateczną decyzję, wiele się modlili. – Człowiek ma różne pragnienia, marzenia i plany. Tylko które są Boże? Aby się dowiedzieć, trzeba po prostu rozmawiać z Jezusem, pytać, ale nade wszystko słuchać Go – podkreśla liderka zespołu Joanna Grzebska.

    Po rozeznaniu – radość, że Bóg daje kolejne zadanie, że można być pożytecznym narzędziem w dłoni Mistrza. A później realia, bo wydanie płyty kosztuje, trzeba dobrać piosenki, kolejne próby wyrywają człowieka z codziennych rodzinnych obowiązków... – Nie byliśmy na to przygotowani. Po prostu staraliśmy się być posłuszni Bogu. Poszliśmy w ciemno. Śmiejemy się, że cały czas uczymy się chodzić po wodzie z Panem Jezusem. I to przedsięwzięcie było kolejnym małym kroczkiem – mówi Joanna.

    Wspomina moment, kiedy została liderką „Powołanych”. – Długo nie mogłam sobie poradzić z myślą, że przecież to nie powinnam być ja, że to nie moje miejsce. Przecież nie mam wykształcenia muzycznego. Oczywiście, uczyłam się grać na klawiszach, ale moja edukacja zakończyła się w trzeciej klasie podstawówki – śmieje się. – Zawsze lubiłam śpiewać. Mój nieżyjący już tata powtarzał mi, że nie wykorzystuję tego talentu. Bóg przemawiał jego ustami. A ja – cóż – niskie poczucie własnej wartości. Mam być liderką, a nie gram na żadnym instrumencie. Jak prowadzić zespół? I wielu z nas w tym zespole to takie właśnie osoby. Bóg nas zebrał w jedno miejsce i powiedział: „Daję wam otwarte serce do uwielbienia. Będziecie uwielbiać Mnie śpiewem i zarażać tym uwielbieniem innych”. Okazało się, że nie trzeba pięknie śpiewać, być wirtuozem. Ważniejsze jest otwarte serce do uwielbienia – mówi.

    Duch nas prowadzi

    Nadszedł pierwszy dzień nagrania. Dawna kaplica, która przez lata służyła wiernym, kiedy budowali kościół, zamieniła się w studio. – Ksiądz Andrzej prosił wiernych na Mszach św., żeby się modlili w intencji nagrania płyty. Modliły się za nas siostry karmelitanki ze Spręcowa. My też się modliliśmy, bo przecież po ludzku byliśmy zupełnie nieprzygotowani do tego – wspomina Joanna.

    Realizatorzy zaczęli ją pytać o różne rzeczy: czy śpiewają w głosach, kiedy włączają się poszczególne instrumenty. – A ja... poczułam lęk. O co oni mnie pytają?! „Gramy, jak Duch Święty nas poprowadzi” – odpowiedziałam. Ręce mi opadły. Pomyślałam: „Panie Boże, tylko Ty możesz coś tu zdziałać”. Ks. Andrzej pojechał po relikwie, obmodlił cały teren i... w ciągu sekundy opuściły nas lęk i stres, wątpliwości się rozwiały i pozostały czyste serca. Kiedy śpiewałam, czułam, że to nie jest mój głos, tak uwielbiałam Boga śpiewem, jak nigdy wcześniej. Trzeciego dnia, kiedy zakończyliśmy nagrania, czułam, że mogłabym przez całe życie nic innego nie robić, jak tylko uwielbiać Pana Boga. Panowała jedność, było mało pomyłek. Po prostu cud. Bawiliśmy się jak dzieci – uśmiecha się Joanna.

    To było ujmujące

    – Okazało się, że to nie było nagranie, a nasza modlitwa. Poczuliśmy się jak na uwielbieniu. Nie mieliśmy pokusy pokazać siebie, wypaść jak najlepiej. I nie byliśmy w tym osamotnieni. Inni myśleli o nas. Nawet przynoszono nam jedzenie! W starej kaplicy jedność. To było ujmujące – wspomina Małgorzata Potrzuska.

    Obecnie płyta jest montowana. Ma być gotowa w listopadzie. – Będziemy ją rozdawać, licząc na ofiary od ludzi. Nie chcemy na tym zarobić, tylko poruszyć ludzkie serca – dodaje Małgorzata. – Posługując śpiewem, stawiam sobie Jezusa przed sobą. Zależały nam na tym, aby ta płyta była formą ewangelizacji – zaznacza Joanna.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół