• facebook
  • rss
  • Maryja pośród pól

    Krzysztof Kozłowski

    |

    Posłaniec Warmiński 42/2017

    dodane 19.10.2017 00:00

    Powiedział Bogu: „Swoje zrobiłem, odpowiedziałem na wezwanie Matki Bożej, ale o pielgrzymów martwisz się Ty”. Minęło kilka dni i... zaczęło się dziać.

    Zeszły rok. Wręczenie nominacji proboszczowskich. Ksiądz Paweł Kacprzak – parafia pw. św. Wojciecha w Skandawie. Pierwsze wrażenia? – Nigdy nie mieszkałem na wsi. Może stąd była ta radość w sercu, bo człowiek z miasta zawsze marzy o przestrzeni, spokoju, zieleni. Tu jest pod tym względem idealnie – mówi ks. Paweł.

    Parafia mała – 772 wiernych rozproszonych po 12 wioskach. Kościół główny – w Skandawie, zabytkowy – w Momajnach, kaplica – we Frączkowie. – Ale ludzie są dobrzy, zorganizowani – dodaje kapłan. Do granicy z Rosją, z obwodem kaliningradzkim, jest około 5 km. Trzeba iść w kierunku Momajnów i minąć świątynię, która pierwotnie była kościołem parafialnym. W 1983 r. wybudowano nowy kościół w Skandawie. W tych latach ta miejscowość była siedzibą gminy. – Były tu bank, gospoda, szkoła, komisariat policji. Tu tętniło życie. Ale kiedy przeniesiono gminę do Barcian, wioska zaczęła upadać. Powoli zaczęło wszystko znikać – mówi sołtys Krzysztof Sobieski. – Niby spokój, ale i marazm. Bo co tu robić? Przychodzą myśli o innym świecie, o dużym mieście. My, mała wioska, koniec Polski, choć niektórzy mówią, że początek. Nic się nie dzieje – mówi proboszcz. Okazało się, że to tylko pozory. Różaniec do Granic stał się niezwykłym doświadczeniem nie tylko tłumów stojących na granicach, ale i mieszkańców małych wsi porozrzucanych wzdłuż granicy

    Podnoszę karteczkę

    Po ludzku patrząc, była to ogólnopolska akcja, od dawna planowana. – Ale u nas odbieram to zupełnie inaczej. To działanie Boga – podkreśla ks. Kacprzak. Wszystko zaczęło się 13 sierpnia. Tego dnia do parafii zawitała figura Matki Bożej Fatimskiej. Odbyło się pierwsze nabożeństwo fatimskie. Wypełniony kościół, ponad 150 osób. – A trzeba pamiętać, że u nas godz. 20 to już ciemna noc – życie zasypia razem z zachodzącym słońcem. Po zapadnięciu zmroku wszyscy siedzą w domach. A tu – w kościele tłum – wspomina proboszcz. O kupnie figury kapłan myślał od miesięcy. – Ale jednocześnie zastanawiałem się: „Co ty? Figurę kupisz i sam będziesz z nią wokół kościoła chodził? Daj sobie, chłopie, spokój z tym wszystkim”. Jednak jeśli jest się proboszczem i żyje się z natchnienia Ducha Świętego, to On podpowiada myśli nie dla ciebie, a dla całej parafii. I robi to natrętnie. Śniła mi się Matka Boża, myśl o nabożeństwie nieustannie wracała. Mało tego. W niedzielę przyszła organistka i powiedziała: „Proboszczu, ale mam historię. Ksiądz padnie!”. I opowiedziała, jak była w Gdańsku – deszcz lał, a ona biegła z pociągu do pracy. „Patrzę, a na chodniku w deszczu coś się błyszczy. Myślę, że podejdę, zobaczę, co to. Podnoszę karteczkę, odwracam, a tu obrazek z figurą Matki Bożej Fatimskiej!” – mówiła. Tak Matka Boża się dopominała, aż wreszcie kupiliśmy figurę, która stanęła w kościele – wspomina proboszcz. Po pierwszym nabożeństwie 13 sierpnia, tuż przed snem proboszcz otworzył Pismo Święte na przypadkowej stronie, myśląc o parafii, cięgle przeżywając modlitewne wydarzenie, i zaczął czytać w Księdze Izajasza: „Nie będą więcej mówić o tobie »porzucona«, o krainie twej już nie powiedzą »spustoszona«. Raczej cię nazwą »Moje w niej upodobanie«, a krainę twoją »Poślubiona«”. – Długo nie mogłem zasnąć. „Boże, czy to możliwe, żeś to tak wymyślił?” – dodaje ks. Paweł. – Ksiądz wcześniej powtarzał, że figurka i figurka..., że będziemy chodzić z lampionami wokół kościoła, odmawiać Różaniec. Pierwsze nabożeństwo. Byłam pod wrażeniem. Czasem na święta Bożego Narodzenia nie ma tylu ludzi w kościele. Zewsząd poprzyjeżdżali – wspomina Anna Witkowska.

    Swoje zrobiłem

    Wierni wiedzieli, że Skandawa będzie kościołem stacyjnym Różańca do Granic. Ale koordynator akcji pomylił się i rozesłał informację, że będzie to świątynia w Barcianach, choć na mapach była zaznaczona dobra lokalizacja. – Siedzę i myślę o tym Różańcu. „Boże, kto tu do nas, na koniec świata, przyjedzie? Taka pomyłka...”. Z zamyślenia wyrwał mnie dźwięk telefonu – wspomina ks. Paweł. Okazało się, że dzwonią z Warszawy: „My mamy taką wspólnotę Płomień Miłości Najświętszej Maryi Panny. Modliliśmy się, patrzyliśmy na mapę i wybraliśmy Skandawę, że tam mamy pojechać. Mamy taką osobę charyzmatyczną i ona powiedziała, że miała sen i widziała parafię św. Wojciecha w Skandawie”. Przedstawiony dalej opis dokładnie odzwierciedlał układ kościoła. – Ta osoba powiedziała, że Matka Boża jest już tam obecna, że widzi Ją, jak stoi w tym kościele pośród pól... A we mnie myśl, skąd wie o naszej Matce Bożej, że Ona tu stoi, że pośród pól? Kiedy opowiadała, a robiła to niezwykle delikatnie, bo przecież nie wiedziała, jaka będzie moja reakcja, to mi łzy popłynęły. I myślę: „To jest Bóg! Tak działa!” – wspomina ks. Paweł. Szybko przekazał wiadomość parafianom: „Przyjedzie 200 osób, trzeba się przygotowywać”. – Uznaliśmy, że damy radę. Zaczęło powstawać menu. Co my tu dobrego nie zrobimy, grochóweczkę ugotujemy... – śmieje się Małgorzata Bogdanowicz. – Już spokojniej myślałem, że jeśli tak Maryja działa, to ja się nie mam o co martwić. Powiedziałem Bogu: „Swoje zrobiłem, odpowiedziałem na wezwanie Matki Bożej, zorganizuję Różaniec do Granic, ale o pielgrzymów martwisz się Ty”. Minęło kilka dni i... zaczęło się. Kolejny telefon, i kolejny, i kolejny. A ja co tydzień mówię, że będzie jednak 300 osób, później że 500, po trzech tygodniach, że zapowiedziało się ponad tysiąc osób. „Boże, Ty chyba wiesz, co robisz?” – taka ludzka myśl we mnie. I przyjechali. Rozmieściliśmy 700 osób w Skandawie i 300 w Momajnach. Tłum pielgrzymów, który udał się na 14 punktów rozmieszczonych na granicy – wspomina kapłan. – Pamiętam wyraz twarzy księdza, kiedy ogłaszał nam, że jednak przybędzie około tysiąca osób. Kiedy wróciłam do domu, usiadłam, i pomyślałam, że chyba się przesłyszałam. Dla naszej małej parafii było to duże wyzwanie. Chcieliśmy godnie przyjąć pielgrzymów. Na co dzień nie widać tego, żebyśmy byli tak zgrani. Różaniec wzbudził w nas to, co najlepsze – mówi pani Małgorzata. – Uczestniczyłam w tej modlitwie. Ludzie wokół uśmiechnięci, życzliwi. Czuło się serdeczność, ciepło. Nikt nie udawał, wszystko było naturalne, od serca. To się czuło – wspomina pani Ania. – W jednym momencie tylu ludzi. Jak musieliśmy głośno kołatać do Pana Boga! Trudno to sobie wyobrazić – dodaje pani Małgorzata.

    Dobrze się żyje

    W Skandawie zameldowanych jest prawie 170 osób, choć mieszka około 100. Większość to osoby starsze. Ci młodsi to rolnicy. Inni jeżdżą do pracy do pobliskich miejscowości. – Wszędzie daleko, ale może dzięki temu mniej do nas dociera pokus – uśmiecha się Krzysztof Sobieski. – Urodziłam się w Skandawie. Kiedyś była tu porodówka. Tu dorastałam, uczyłam się, później, do momentu likwidacji szkoły, byłam w niej nauczycielką – mówi Anna. – Siedziałyśmy z koleżanką i oglądałyśmy śluby, bo we wsi był urząd stanu cywilnego. Pomalutku wszystko gasło. To jeden sklep zlikwidowano, później restaurację. Kino trzeba było remontować, a pieniędzy nie było, więc je zamknęli. Później zamknięto świetlicę, gdzie moi rodzice, a później moje pokolenie mieliśmy zabawy, andrzejki, sylwestra. Dziś w tym miejscu rosną drzewa. Kiedy byłam młodą dziewczyną, zaczęto budowę kościoła. Moja przyjaciółka Małgosia jako pierwsza brała ślub w nowej świątyni. Ja, tydzień później, jako druga. Ławki były nieoszlifowane. Można było sobie sukienkę pozaciągać. I choć tak wiele miejsc zniknęło, to miło się tu mieszka. Znamy się wszyscy dobrze. Rozmawiamy, wspieramy. Na Boże Ciało robimy ołtarze. O piątej rano biega się z firankami, kielichami, kwiatami. To takie nasze tradycje. Jak coś się zepsuje, to do sołtysa. Przyjdzie, pomoże, naprawi. Dobrze nam się żyje – opowiada pani Ania.

    Tak się pomagało

    Zapewne dlatego nie było problemów z organizacją Różańca do Granic. – Jesteśmy tego nauczeni od dzieciństwa – na gospodarce jest dużo pracy, a w niedzielę – do kościoła. Chodziło się z babcią, ok. 7 kilometrów. Dla dziecka to sporo. Szło się i śpiewało pieśni, modliło się. A po drodze jabłonki i gruszki – w ich cieniu przystanek, to do plecaka owoce się chowało. I dalej w drogę. Przed kościołem trzeba było się przebrać, buty zmienić, bo nieraz przez błoto się szło. Z powrotem zachodziliśmy do państwa Osabczuków. Starsi ludzie, więc się im pomagało. Drewno się przyniosło, snopki przenosiło. Pani Osabczukowa ciastka nam piekła. Część się jadło, część do plecaka chowało. I tak co niedziela. A kiedy kościół budowali, to przychodziło się szczotkami cegły i dachówki czyścić. Tak się pomagało. I to zostało, takie życie nie dla siebie, a otwieranie się na innych, wspólnota. Jak nas wychowali, tak my wychowujemy dzieci – mówi Mirosław Czeczko.

    Zrobimy rocznicę

    „Proszę księdza, my mamy wszystko. Dorobiliśmy się. Mamy pieniądze, mamy domy. Ale to nie jest to. Ciągle jest jakieś pragnienie” – wyznawali pielgrzymi z wielkiego świata. – A my, mieszkając tu, mamy naturalną potrzebę Boga. Wokół ziemie rolnicze. I tak jak człowiek w świecie może sobie kupić wszystko za pieniądze, tak tu rolnik słońca ani deszczu za pieniądze nie załatwi. Tu w życie ludzi wkracza Bóg. Bo czasem zostaje tylko jedno – uklęknąć i pomodlić się. Bo co, zadzwonisz do kogoś, żeby tu przyjechał i ci pomógł, naprawił coś, wyszedł w pole, zmienił pogodę? Jednak będąc w takim otoczeniu, nie zdajemy sobie sprawy z tego, że tak żyjemy. Bo młodzi marzą o wielkim świecie. I to potwierdzenie, kiedy te setki ludzi przyjechały do nas, by modlić się Różańcem na granicy. Oni z wielkiego świata, z Warszawy, Nakielska, Słupska, Łomianek, Płocka. Oni dali nam świadectwo, że tu łatwiej jest znaleźć Boga, prawdziwe szczęście. Otwierali się i mówili, że są zagubieni w tym wielkim świecie – mówi ks. Paweł. A kiedy wyjeżdżali, deklarowali: „Zrobimy rocznicę tej modlitwy za rok”. – Fatima, Gietrzwałd. Odmawiajcie Różaniec. Nie ma takiej sprawy, której nie da się tą modlitwą wyprosić. Odpowiadać na drobne natchnienia, jako proboszcz, rodzic, mąż i żona, a Bóg będzie działać – dodaje ks. Paweł.•

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół