Nowy numer 21/2018 Archiwum

Udało się przekroczyć Odrę

O procesach w sprawie „polskich obozów koncentracyjnych”, w tym o zapadłym właśnie przełomowym wyroku, wypracowanej doktrynie i tzw. klauzuli atomowej mówi mec. Lech Obara, radca prawny z Olsztyna.

Łukasz Czechyra: Co jakiś czas słyszymy określenie: „polskie obozy zagłady” lub „śmierci”. Jak duża jest skala tych naruszeń?

mec. Lech Obara: Ministerstwo Spraw Zagranicznych stara się wyłapywać te zwroty i np. przez ostatnie 2,5 roku określenie „polskie obozy zagłady” czy „polskie obozy śmierci” najczęściej było używane w mediach w Anglii – aż 183 razy. Musimy pamiętać, że najczęściej monitorowane są te największe media – czyli BBC, „Metro”, „Daily Mail” – tak że możemy zakładać, że takie określenie jest powielane na wielu innych, niewielkich portalach, które nie są monitorowane. Na drugim miejscu są Amerykanie – w tym samym okresie o „polskich obozach” była tam mowa 87 razy, a w Niemczech – 51. To trwa już od wielu lat, boli nas to, a mnie najbardziej ta bezsilność, powtarzanie, że nie możemy nic zrobić, bo oni czasem przeproszą, czasem nie, ale i tak się to powtarza. Co w takiej sytuacji myśli prawnik? Że są drogi prawne, które należy przynajmniej spróbować wykorzystać. Każdy robi to, co umie – my akurat umiemy robić pozwy.

Pierwsza sprawa, w której był pan pełnomocnikiem, to była sprawa Zbigniewa Osewskiego, który pozwał „Die Welt” za użycie zwrotu „polski obóz koncentracyjny”, bo naruszało to jego dobra osobiste...

Przy tej pierwszej sprawie musieliśmy zmierzyć się z kilkoma ważnymi kwestiami.

Po pierwsze, chcieliśmy naszych praw dochodzić przed sądem polskim, a nie niemieckim. W pierwszej instancji sąd nasze powództwo odrzucił, ale przy odwołaniu wykazaliśmy, że – zgodnie z przepisami unijnymi – sąd właściwy jest tam, gdzie powstała szkoda, czyli tam, gdzie mieszka pokrzywdzony. Sąd apelacyjny przyznał nam rację i uznał, że jest właściwy do rozstrzygania w tej sprawie.

Druga sprawa to kwestia indywidualizacji, jaka działa w prawie – trzeba bowiem udowodnić, że określenie „polskie obozy”, nawet jeśli nie padają konkretne nazwiska, może dotknąć, urazić każdego osadzonego, a w naszym przypadku – nawet dalej, bo Zbigniew Osewski był wnukiem osadzonych: jego jeden dziadek zmarł w obozie pracy w Iławie, drugi był więziony w obozach koncentracyjnych w Niemczech. Sąd uznał naszą argumentację (popartą m.in. wyrokiem Sądu Najwyższego), że przy udowodnionej dużej więzi z daną osobą powodem może być również ktoś inny, nawet niekoniecznie z rodziny.

Kolejną kwestią, z jaką przyszło nam się zmierzyć, to „dobra osobiste”. Kiedy ktoś używa stwierdzenia „polskie obozy”, to wiemy, że jest ono kłamliwe i nas to oburza, ale jakie dobro narusza? Kodeks cywilny nie zna bowiem takiego dobra jak godność narodowa, tożsamość historyczna czy poszanowanie prawdy o historii narodu polskiego. Art. 23 Kodeksu cywilnego wymienia dobra osobiste człowieka i znajdują się tam m.in. zdrowie, wolność, nietykalność mieszkania, nawet tajemnica korespondencji. Jednak w kodeksie wszystkie te dobra są wymienione jako chronione „w szczególności”. A jeśli tak, to znaczy, że w drodze orzecznictwa i wykładni możemy wypracować nowe dobro. W świetle wielu pism, artykułów prawniczych, komentarzy pojawiały się głosy, że faktycznie, takie dobro osobiste, jak godność i tożsamość narodowa, istnieje. W sprawie Zbigniewa Osewskiego sąd przyznał, że jest takie dobro, co było naszym wielkim sukcesem.

Trzeba jednak zaznaczyć, że sąd w Warszawie miał spory problem z tą sprawą – toczyła się ona bardzo długo, mimo że żaden świadek nie był przesłuchiwany, skład sędziowski zmieniał się 3 razy.

W tym czasie pojawiła się kolejna sprawa o użycie określenia „polskie obozy”. Tym razem chodziło o sprawę mieszkanki Olsztyna, Janiny Luberdy-Zapaśnik.

Sąd Okręgowy w Olsztynie potwierdził polską jurysdykcję w tego typu sprawach i stwierdził, że godność i tożsamość narodowa są dobrami podlegającymi ochronie prawnej na gruncie Kodeksu cywilnego. W tym wypadku jednak sąd okręgowy, a potem apelacyjny oddaliły nasze powództwo, bo uznały, że określenie „polskie obozy” nie narusza konkretnie dóbr pani Janiny, gdyż zabrakło wspominanej już przeze mnie indywidualizacji.

W kwestii „polskich obozów” niezwykle istotna okazała się sprawa Karola Tendery, który pozwał ZDF. Do sądu w Krakowie szliśmy już ze stworzoną doktryną, sprawa była jasna. W pierwszej instancji co prawda przegraliśmy, ale sąd drugiej instancji uznał nasze racje, chociaż też nie obyło się bez trudności. Niektóre media, np. „Die Zeit”, opisywały nas jako rozhisteryzowanych narodowo-konserwatywnych prawników, a sprawę przedstawiali jako polityczną. Jednak do udziału w sprawie zaprosiliśmy Rzecznika Praw Obywatelskich. Między innymi jego udział pokazał, że to nie jest interes – jak niektórzy twierdzili – jednej grupy politycznej, ale że jest to sprawa istotna z punktu widzenia ogólnonarodowego. Sąd uznał nasze racje i nakazał umieszczenie przeprosin na głównej stronie ZDF przez okres 30 dni. Po jakimś czasie zadzwonił do mnie przedstawiciel pozwanego i stwierdził, że nie ma technicznych możliwości wykonania wyroku, w taki sposób, jak to orzekł sąd. Okazało się, że na pierwszej stronie ukazał się jedynie odnośnik „Przeprosiny Karola Tendery”, czyli w zasadzie nie wiadomo, kto kogo przeprasza, a po kliknięciu przeprosiny były, ale poprzedzone dosadnym komentarzem, że są one niesłuszne i wymuszone. Uznaliśmy, że nie będziemy w tej kwestii wyrozumiali i i skierowaliśmy wezwanie do wykonania wyroku do Niemieckiego Sądu Krajowego w Moguncji. Sąd wydał klauzulę wykonalności wyroku, przedstawiciele ZDF złożyli sprzeciw do Niemieckiego Wyższego Sądu Krajowego w Koblencji. Powołali się na – jak ja to nazywam – klauzulę atomową (nikt się na to w Europie nie powołuje), a mianowicie na klauzulę porządku publicznego. Stwierdzili oni, że wyrok narusza porządek prawny Niemiec i nie nadaje się do wykonania z wielu powodów: procedura dowodowa była źle prowadzona, a określenie „polskie obozy” było określeniem terytorialnym, nietrafnym tłumaczeniem... i wiele innych zarzutów łącznie z tym, że w Polsce jest rząd narodowo-konserwatywny, który realizuje politykę historyczną, naciska na sądy, które w związku z tym nie mają przymiotu niezależności, a sędziowie przymiotu niezawisłości. Sąd w Koblencji zaproponował im ugodowo wycofanie sprzeciwu, ale nasi przeciwnicy nie chcieli się wycofać, konieczny więc był wyrok.

Wyrok został wydany na początku stycznia, a Pan określa go mianem przełomowego.

Zgadza się. Czytając wyrok, nie mogliśmy wyjść z podziwu – w najbardziej istotnych sprawach sąd niemiecki poszedł nawet dalej niż sąd polski. Zakończył m.in. dyskusję, czy można w takich sprawach powoływać się na klauzulę porządku publicznego, i orzekł, że nie ma mowy o powtarzaniu procesu. Podkreślił także, że wyrok został wydany niezależnie od ocen politycznych, a w uzasadnieniu napisał, że przez użycie określenia „polskie obozy” przy bezstronnej i zrozumiałej interpretacji z punktu widzenia przeciętnego odbiorcy, z uwzględnieniem kontekstu rzeczonym obozom została przypisana nie tylko cecha geograficzna, ale także cecha narodowa sugerująca, że zostały wybudowane i prowadzone przez Polaków, oraz na ich odpowiedzialność. Tak stwierdził niemiecki sąd.

Ten wyrok to ogromny sukces, to zwieńczenie wypracowania doktryny walki z określeniami „polskie obozy”. W polskich sądach mamy już powtarzające się orzeczenia, ale udało się przekroczyć Odrę. Osiągnęliśmy coś, o czym nawet nie marzyliśmy – przekonaliśmy niemiecki sąd do naszych racji. Obecnie toczą się jeszcze dwa postępowania – przeciw radiu B5 oraz „Mittelbayerische Zeitung”, ale w jakiś sposób możemy to traktować jako zamknięty etap.

Teraz ruszamy na wschód – trudna do zniesienia była bezsilność, kiedy niewiele mogliśmy zrobić przy określeniach „polskie obozy”, a taką samą bezsilność czujemy, kiedy myślimy o śledztwie w sprawie katastrofy smoleńskiej i o wraku samolotu. Czas, żeby spróbować i tam – podjęliśmy ku temu odpowiednie kroki prawne i liczymy, że i na tym polu odniesiemy sukces.


lukasz.czechyra@gosc.pl

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma