Nowy numer 48/2020 Archiwum

Bez schabowego i kurczaka

Była lekcja historii, dziesiątki pytań i zajęcia, podczas których dzieci wykonały ozdobnego koguta. Wszystko po to, aby lepiej poznać regionalne zwyczaje świąteczne.

Dzieci interesują się tym, skąd się wzięła kura i czy ona pierwsza była, czy też może jajko, skąd wzięło się drzewo i dlaczego pływa statek. Oczywiście owa ciekawość nie dotyczy jedynie rzeczy czy też przyrody, ale również tego, skąd wzięła się pisanka, czy palmy są z Jerozolimy, dlaczego wkładamy kiełbasę do święconki, a w ogóle, skąd zając bierze prezenty. Aby zaspokoić ciekawość dzieci i odpowiedzieć na nurtujące je pytania, pracownicy Muzeum Warmii i Mazur zorganizowali warsztaty „Wielkanoc na Warmii i Mazurach”. – Jest to cykl spotkań, które odbywają się w okresie Wielkiego Postu dla dzieci młodszych, przedszkolaków i uczniów klas I–III. Warsztaty dotyczą dawnych tradycji wielkanocnych na Warmii i Mazurach. Opowiadamy o tym, jak te święta wyglądały dawniej. Dzieci bardzo często angażują się w tę rozmowę i mówią o tym, jak święta wyglądają w ich rodzinnych domach. – Porównujemy to sobie. Bo na pewno wiele rzeczy się zmieniło, ale to nie znaczy, że teraz jest lepiej, a wtedy było gorzej – mówi Andżelika Rejs, prowadząca spotkania z dziećmi. Po historycznej części odbywają się zajęcia praktyczne, podczas których dzieci wykonują ozdoby wielkanocne. Warsztaty cieszą się ogromną popularnością, a do muzeum w Olsztynie przyjeżdżają nawet grupy z Bartoszyc, Szczytna, Ostródy czy nawet Iławy.

Bez tłuszczu i telewizji

Kiedy dzieci wchodzą do sali, na początku panuje mały rozgardiasz. Jednak wystarczy, że pani Andżelika zacznie mówić, a nastaje cisza. Podczas opowiadania pokazuje słuchaczom eksponaty etnograficzne. – Przygotowaliśmy specjalną ekspozycję. Mamy kołatkę, gaik-maik, koguta, formy do babek czy też stare palmy. Dzięki temu dzieci mają bliższy kontakt z tym, co było. Bo widząc eksponaty, potrafią sobie wiele rzeczy wyobrazić – mówi. I zaczyna rozmawiać z dziećmi o Wielkanocy i Wielkim Poście – nie tylko o tym, jak wyglądają teraz, ale również, jak obchodzono je dawniej w naszym regionie. Dzieci chętnie odpowiadają na pytania, wręcz czasem przekrzykują się, chcąc odpowiedzieć jako pierwsze. – Dawniej ludzie jedli obficie w tłusty czwartek. Po nim nastawał prawdziwy czterdziestodniowy post, czas wyrzeczeń. Dziś, zaraz po Środzie Popielcowej, nie widzimy różnicy w spożywanych posiłkach. Dawniej tak nie było. Przez cały Wielki Post nie jedzono mięsa, żadnego schabowego ani kurczaka. Nie można było słuchać muzyki, śpiewać i grać na instrumentach. A dzieci nie mogły się nawet głośno śmiać – opowiada Andżelika i pokazuje drewnianą kołatkę, z którą w Środę Popielcową chłopcy chodzili po wsi i hałasując, przypominali, że rozpoczął się Wielki Post. W tym czasie gospodynie myły garnki, aby pozbyć się wszelakich śladów tłuszczu, patelnie szorowały piaskiem i wieszały w lesie na znak, że nie będą przez czterdzieści dni potrzebne.

Mój kogucik

Z okresem Wielkanocy związane są również zwyczaje ludowe dotyczące nadejścia wiosny. Dawniej co roku na wiosnę białkowano ściany, sprzątano chałupy. Wszystko po to, aby pozbyć się zimy. – My robimy taką lalkę. Do jeziora, podpaloną, trzeba wrzucić. I w ten sposób żegna się zimę – zauważa Madzia. Kiedyś również robiono takie kukły. – Symbolizowały zimę. Dziś mówimy na nie marzanna. Dawniej nazywano je śmierciuchami. Zima to czas, kiedy jest więcej chorób. Jeśli są choroby, to była i śmierć. Było mniej jedzenia, ponieważ zapasy się kończyły – wyjaśnia Andżelika. Opowiada o tym, że cała wieś się wówczas schodziła, jedna osoba niosła śmierciuchę, którą podpalano i wrzucano do rzeki. – Żeby zima z powrotem do wsi nie wróciła, podczas drogi powrotnej nie wolno było się za siebie oglądać – podkreśla. Potem dzieci słuchały o palmach, gaiku-maiku, barwieniu jajek, zwyczaju dyngania jałowcem, kogucie i zającu, który również i przed laty przynosił dzieciom prezenty. – W moim kraju jest taki zwyczaj, że na początku malujemy jajka, a potem idziemy pod krzyż i czekamy na modlitwę z księdzem – mówi Olga. – A tak naprawdę, to kto jest tym zającem? Kto nam przynosi te prezenty? A może to Mikołaj? – dopytywał Kuba. Po lekcji historii nadszedł czas na zajęcia praktyczne. Dzieci z zaangażowaniem wykonywały koguta – nakładkę na świąteczne jajko.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama