Nowy Numer 29/2018 Archiwum

Czas się zatrzymuje

Dla nich śpiew to modlitwa, która angażuje człowieka całkowicie, począwszy od rozumu po jego emocje.

Sześć lat temu proboszcz ks. Leszek Kuriata ogłosił w kościele, że przy parafii w Bartągu powstaje chór. Prosił, by przyjść na pierwszą próbę. „Kto chce, kto lubi śpiewać, niech przyjdzie” – zachęcał. Okazało się, że zgłosiły się osoby nie tylko z parafii. Przez sześć lat przewinęło się przez chór wielu. Jedni przychodzili, inni, najczęściej z powodu zmiany miejsca zamieszkania, opuszczali zespół. – Dziś śpiewa około trzydziestu osób. Jest to chór czterogłosowy, mieszany. Śpiewamy na liturgiach w parafii przy sanktuarium Opatrzności Bożej. Na tym się skupiamy – mówi ks. Grzegorz Mocarski, dyrygent i prowadzący bartąski Chór „Cantores Bertungenses”.

Prestiżowa nagroda

Warsztat chórzysty wymaga systematycznej pracy. Obejmuje ćwiczenia dykcji i emisji głosu, a że ks. Mocarski jest wymagający, śpiewacy muszą dużo pracować. Już na trzy miesiące przed ważnymi świętami, zaczynają się przygotowania repertuaru. Nikogo nie dziwi, że przechodząc w październiku obok plebanii, zza okien dochodzi śpiew kolęd, a w lutym pieśni wielkanocnych. – Ile utworów mamy opracowanych? Nie jestem tego w stanie policzyć – uśmiecha się ks. Grzegorz. Podkreśla, że chór głównie opracowuje repertuar liturgiczny, gdyż właśnie te pieśni wyrażają wiarę i uwielbienie Boga.

Chociaż w historii zespołu były i takie momenty, jak wykonanie wraz z chórem w Niemczech kantaty Jana Sebastiana Bacha. Skupienie się na modlitewnym wymiarze śpiewu powoduje, że chór nie bierze udziału w konkursach. – Dystansuję się od form konkursowych – wyznaje ks. Mocarski. Tym bardziej ogromnym zaskoczeniem dla członków zespołu był fakt, iż znaleźli się wśród laureatów Talentów Roku 2014, które przyznawane są przez Fundację Środowisk Twórczych w Olsztynie. – Cieszę się z tego wyróżnienia, choć jest to też zobowiązanie, gdyż jest to prestiżowa nagroda – mówi ks. Mocarski. – Tej nagrody nikt się nie spodziewał. Tak naprawdę nie śpiewamy dla nagród, a na chwałę Bogu. Jest to duże wyróżnienie – mówi Alicja Kasprzycka.

Moja przygoda

Jak mówi dyrygent, chór to grupa amatorów kochających śpiew, to wspólnota modląca się śpiewem. Należą do niej różni ludzie: emerytowany listonosz, monter łączności, kosmetyczka, gospodynie domowe, wykładowcy, bankier czy księgowy. Najmłodsza osoba ma 20 lat, najstarsza ponad 80. Niektórzy dojeżdżają na próby ponad 20 km. – Śpiewanie w chórze było moim marzeniem już od szkoły podstawowej. Idąc na pielgrzymkę do Gietrzwałdu, dowiedziałam się, że przy parafii istnieje chór. Samo śpiewanie jest modlitwą, na którą często w życiu codziennym brakuje czasu. Jest to oderwanie od codzienności – wyznaje Alicja Kasprzycka. – Odpowiedziałam na zaproszenie proboszcza, który namawiał, by włączyć się w tworzenie chóru – mówi Monika Nitkiewicz. Przyznaje, że początki były trudne. Jednak dzięki ks. Grzegorzowi udało się jej poprawić swoje umiejętności. – Śpiewam bardzo często. Mam rozśpiewany dom – uśmiecha się. – Córka Helena poprosiła mnie, żebym podwiózł ją do Bartągu na próbę. „Skoro już przyjechałeś, a brakuje nam męskich głosów, to może z nami pośpiewasz?” – wspomina Gerard Kardas. – I tak zaczęła się moja przygoda z chórem – dodaje.

Na chwałę

Centrum życia chóru to Eucharystia. – Dobra modlitwa powinna angażować człowieka całkowicie, począwszy od rozumu po jego emocje. Śpiew jest doskonałym ćwiczeniem, pozwalającym osiągnąć ten stan – wyznaje ks. Mocarski. Zauważa, że poważnym problemem dziś jest pośpiech. To dramat współczesnego człowieka. Przytacza świadectwo werbisty z Brazylii, który opowiadał, że w jego parafii wszyscy wierni przez całą sobotę przygotowują niedzielną Eucharystię. – Wiem, że są takie miejsca na świecie, gdzie liturgia od strony muzycznej przygotowywana jest pięknie. My dążymy do doskonałości – zaznacza. – Muzyka liturgiczna jest integralną częścią liturgii. Staramy się to robić najlepiej, jak możemy. Jest to również przygoda duchowa – wyznaje. Chórzyści nie ukrywają, iż dziś trudno jest wygospodarować czas na dodatkowe próby. Ale śpiew jest na tyle porywający, że stał się jednym z ważniejszych elementów ich życia. – Zdarza się, jak twierdzą niektórzy, że Msza św. z naszym udziałem trwała długo, prawie dwie godziny. Dla nas nie! Bo kiedy uczestniczymy w niej, dla nas czas się zatrzymuje – wyznaje Alicja.

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma