Nowy numer 42/2019 Archiwum

Bierz pan rodzinę i jedź na wakacje

– Najbardziej intymną sferą w małżeństwie jest wspólna modlitwa. Nie fizyczność, a sfera ducha. Tu nie można oszukiwać, tu człowiek jest naturalny i w tym jest miłość – mówi Grzegorz.

Jest tu wszystko, co do zbawienia jest potrzebne. Piękna przyroda jeziora Wągiel, las pachnący żywicą i panująca w nim cisza. Na wzgórzu – kaplica. W niej odbywają się konferencje i Msze św., jest spowiedź i wieczorna modlitwa przed Najświętszym Sakramentem... Do Ostrowa Pieckowskiego przyjechało w te wakacje prawie 400 osób. – Chyba to jedne z najliczniejszych tygodniowych rekolekcji, jakie odbywają się w Polsce. Ludzie przyjechali całymi rodzinami, by zastanowić się nad relacjami w swoim życiu – w małżeństwie, z dziećmi, z Bogiem. Dzielą się z sobą doświadczeniami, problemami, tym, jak On wchodzi w ich życie – mówi ks. Maciej Sarbinowski SDB. Rekolekcje zorganizowała Wspólnota Rodzin w Świeciu. – To błogosławieństwo przebywać w środowisku rodzin zaangażowanych w Kościół, pragnących pogłębiać wiarę i na Chrystusie budować wzajemne relacje i miłość – mówi współorganizator Krzysztof Nowicki. – Zaczynaliśmy z potrzeby serca, a dziś widzimy, jak wielu innych ma takie samo pragnienie spotkania ze sobą, współmałżonkiem i Jezusem... Przyjeżdżają rodziny z całej Polski. Zapisy w tym roku trwały rekordowo krótko. W ciągu 2 godzin od ich ogłoszenia nie było już miejsc – dodaje.

Czas dla siebie, czas dla innych

Kaplica wypełniona ludźmi. Większość siedzi na krzesłach, ale pod ścianami rozłożone są koce, na których małe dzieci bawią się klockami. Przed południem, kiedy małżonkowie uczestniczą w części formacyjnej, dzieci podzielone są na grupy i mają swoje zajęcia. Najmłodsze bawią się pod opieką animatorów na placu zabaw, pląsają w ogromnym namiocie lub spacerują po okolicy. Starsze mają zabawy, ale i rozmowy o Bogu. Młodzież uczestniczy już w formacji, spotkaniach, podczas których rozmawia o życiu, codzienności i tym, jak w nią zapraszać Jezusa. – Dzięki temu podczas konferencji można się skupić. Nie muszę się zastanawiać, gdzie jest mała, czy się nie przewróciła, czy nie płacze... Starsze dziecko w tym czasie nie wtrąca: „Mamo, czy możesz?...” albo „Mamo, gdzie jest?...” – śmieje się Ewa. – Rodzice mogą zagłębić się w treści konferencji, a później uczestniczyć w spotkaniach grup dzielenia, gdzie mówimy o swoich doświadczeniach i przemyśleniach po naukach. Ale – co ważne – jest to również czas, kiedy jako małżeństwo możemy być razem. Znaleźć czas dla siebie na co dzień to nie lada wyzwanie. Tu go znajdujemy, chociaż przyjechaliśmy z dziećmi – dodaje Krzysztof. – Jest też blok poobiedni. Cztery godziny czasu dla rodziny. Jest kąpielisko, są kajaki. Łączymy tu czas formacji z wypoczynkiem rodzinnym. I o to chodzi!

Samochód na autopilocie

Tegoroczne konferencje, prowadzone przez ks. Marcina Sarbinowskiego SDB, poruszyły wielu. – Najważniejsze jest jednak to, żeby cały wysiłek włożony w formację „nie rozjechał się” wraz z uczestnikami – uśmiecha się ks. Maciej. – Dlatego zapraszałem do zrobienia duchowego biznesplanu, czyli zadania sobie pytania: co mogę zrobić, aby konkretnym postanowieniem zakończyć ten czas? – wyjaśnia kapłan. A o czym rozmawiano w tym roku? O... nędzy. – Przez kilka dni odkrywaliśmy własną nędzę, ale nie po to, żeby się nią katować, dusić i upokarzać. Chcieliśmy odkryć ją po to, by móc oddać ją Bogu. Nasz Bóg cieszy się z nędzy Jemu oddawanej. Tylko czy ja chcę to naprawdę zrobić? Kilka dni zagłębiania się w słabość, odkrywanie niedoskonałości, które zakrywamy na co dzień. Później oddanie tej sfery Bogu, ale takie prawdziwe, z głębi serca, z tych miejsc w duszy, w których tę nędzę chowamy. Często boimy się takiej prostoty oddania. Lękamy się: „Co się stanie, jeśli Bogu to oddam? Nie będę mieć nad tym kontroli. Co będzie, jak?...” – wyjaśnia ks. Sarbinowski. – Większość z nas jest kierowcami. Niektórzy otrzymali punkty i mandaty za błędy popełnione na drodze. Ale skupmy się na pojazdach jadących na autopilocie. Czy wyobrażasz sobie, że nagle puszczasz kierownicę, przesiadasz się na miejsce pasażera i jedziesz bez możliwości ingerencji podczas różnych sytuacji na drodze? Oddajemy kierownicę naszego życia Komuś, mówimy: „Tak, ufam Ci całkowicie”. Czy wyobrażamy sobie taki moment, czy jesteśmy emocjonalnie do tego przygotowani? Jakie uczucia rodzą się w tobie, kiedy myślisz o tym, aby całkowicie oddać się Jezusowi i zaufać Mu, że On cię zmieni po swojemu, a nie według twoich wyobrażeń? Nad tym się zastanawialiśmy.

„Mamo, coś ty wymyśliła”

– Trafiliśmy tu przeze mnie – śmieje się Agata. – Kiedy nasze małżeństwo przeżywało trudny okres, moja koleżanka zaproponowała, byśmy skorzystali z rekolekcji, na które sama jeździ. Akurat zwolniło się miejsce. „Decydujcie się bardzo szybko, bo są to bardzo oblegane rekolekcje. Szybka decyzja!” – powiedziała. Uznaliśmy to za wskazówkę dla nas – wspomina. Było to dwa lata temu. – Zdecydowaliśmy się, chociaż nie bez wahania i trudności – przyznaje. Był to moment, kiedy jej mąż Krzysztof był bez pracy. Sytuacja finansowa była zła, czemu towarzyszyły rozterki i wątpliwości. – Ale Bóg zadziałał. Pieniądze się znalazły, dokładnie tyle, ile kosztował wyjazd. Mieliśmy wówczas czwórkę dzieci. Dziś mamy pięcioro – mówi z dumą Agata. Trzyma na kolanach małego Jasia. Reszta dzieci biega po ośrodku, bierze udział w animacjach, może pod okiem ratownika kąpie się w jeziorze... – To były nasze pierwsze rekolekcje w życiu. Jechaliśmy pełni obaw, zastanawiając się, co to będzie, jak zareagują dzieci, zwłaszcza najstarsza córka. Ona jechała z miną, która mówiła: „Mamo, coś ty wymyśliła?”. A na głos powiedziała: „Wyjeżdżamy drugiego dnia” – wspomina Agata. Rzeczywistość okazała się inna. – Ich uprzedzenia z dnia na dzień topniały. A kiedy wracaliśmy, wszyscy płakali. „Mamo, zapisz nas już koniecznie na następny rok” – prosili. Wtedy wiedzieliśmy, to była najlepsza decyzja – podkreśla Agata. – Jeszcze zanim dowiedzieliśmy się o rekolekcjach, podczas spowiedzi usłyszałem: „Bierz pan rodzinę, żonę i dzieci, i jedź pan na wakacje”. Pomyślałem wówczas: „Co ten człowiek do mnie mówi? Nie mam pracy. Nic nie jest zaplanowane. Jakie wakacje?”. Później padał decyzja o rekolekcjach, zaraz potem znalazłem pracę. Okazało się, że szef nie ma nic przeciwko, iż od razu chcę wyjechać z rodziną. Nawet pomógł. I kiedy już byłem na rekolekcjach, usiadłem jednego wieczoru i rozmyślałem, i przypomniała mi się ta spowiedź. I to jest dla mnie silne świadectwo działania Boga – wspomina Krzysztof. Są trzeci raz na rekolekcjach. Tu formują się, budują relacje. – Możemy dzielić się wiarą, wspierać i zobaczyć, jak rozmaici ludzie, różnych profesji i o różnym statucie, dzielą tę samą wiarę i tę samą nędzę – dodaje.

Żeby nas leczył

To był impuls. – Duch Święty – uśmiecha się Beata. – Pojawił się pomysł rekolekcji dla rodzin. Żeby spędzić wspólnie czas, ale inaczej. Do żadnej wspólnoty nie należymy. A na modlitwę na co dzień nie zawsze jest czas. Tak czułam, że potrzebujemy jako rodzina wyciszenia... – Było dla nas ważne, że rodzice mają tu zagwarantowany czas dla siebie – dodaje Paweł. Ale wtedy dostali e-maila z planem dnia. – Kiedy go przeczytałam, trochę straciłam ochotę na wyjazd. Grupy dzielenia? Żeby mówić o sobie? Wystraszyło nas to. Przyjechaliśmy z obawami, które szybko się rozwiały – opowiada Beata. Wyjazd na takie rekolekcje był ich pierwszym. – Przyjechaliśmy w ciemno. Grupy dzielenia okazały się nie takie straszne. Nawet mężowi się spodobały – śmieje się Beata. – To było wchodzenie w poważne sprawy, trudne tematy. Odkryliśmy wszystkie nasze słabości i nędze. Przeszliśmy przez wszelkie doliny ciemności. Ale teraz jest światło, Boże światło – zapewnia. Dla Marii i Grzegorza wyjazd na rodzinne rekolekcje jest już stałym punktem wakacji. – Odpoczywamy tu duchowo i fizycznie. Modlimy się wspólnie. Sam fakt, że przychodzimy razem pod krzyż, to jest już wiele. Jednoczymy się w małżeńskiej modlitwie – mówi Maria. – Modlitwa przynosi więcej korzyści niż rozmowa, porada. To poczucie jedności. Tu powracamy do tego, co sobie ślubowaliśmy. Dla mnie odkryciem było, że najbardziej intymną sferą w małżeństwie jest wspólna modlitwa, duchowość. Nie fizyczność, a sfera ducha. Tu nie można oszukiwać. Tu człowiek jest naturalny i w tym jest miłość – mówi Grzegorz. Czy chcecie ratować swoją miłość? – Idźcie więc razem na adorację Najświętszego Sakramentu. Dwa, trzy razy w tygodniu, na godzinę. Jezus, najlepszy terapeuta, czeka na was. Jaka będzie nasza reakcja? Bo wierzymy, że On uzdrawia, ale jakoś trudno jest oddać się Mu, żeby nas leczył. Łatwiej jest iść do terapeuty niż pod krzyż – dodaje Maria.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL