Nowy numer 42/2019 Archiwum

Najlepszy mężczyzna dla mnie

Nie miała pracy ani męża. Czuła, że Jezus ją szantażuje – by poszła do zakonu. Wtedy dostała oświadczyny i propozycję zatrudnienia. Zaczęła się przygotowywać do rozpoczęcia pracy. Czuła jednak, że kogoś zdradziła. Całą noc płakała, a nad ranem powiedziała Jezusowi: „Dobra, wygrałeś”.

Rozeznać swoje powołanie musi każdy wierzący. Szukając odpowiedzi na jedno z podstawowych pytań, gdzie jest ich miejsce w świecie, część osób odnajduje odpowiedź w życiu konsekrowanym. – Rozeznawanie powołania to był długi proces. Pierwszym pragnieniem było posiadanie rodziny. Pojawili się kandydaci na mężów i przyszłych ojców moich dzieci. Niczego im nie brakowało, ale ja wyczuwałam jakiś brak wewnętrznej doskonałości i szukałam dalej. W końcu odnalazłam – dzięki kierownictwu duchowemu. Otwierało mnie to na różne formy życia i zaczęłam patrzeć szerzej. Niekoniecznie chciałam pójść do zakonu, choć pociągało mnie wiele zgromadzeń, a szczególnie Karmel. Chciałam jednak być w świecie i być blisko osób mi znanych. Mój kierownik duchowy przedstawił mi formę życia dziewictwa konsekrowanego i stwierdziłam, że to jest to – opowiada Beata Kolęda OV.

Zapraszam Go do szkoły

W diecezji warmińskiej jest obecnie 10 dziewic konsekrowanych i 4 kandydatki przygotowujące się do złożenia ślubów. Każda z nich pracuje zawodowo w świecie i tam na co dzień daje świadectwo życia radami ewangelicznymi. – W Jezusie odlazłam najlepszego mężczyznę dla siebie. Swoją konsekrację miałam 21 listopada 2009 r. u Matki Bożej Gietrzwałdzkiej. Na co dzień trwam w modlitwie brewiarzowej, codziennej Eucharystii, medytacji, adoracji, uczestniczę w rekolekcjach, comiesięcznych spotkaniach z abp. Edmundem Piszczem, korzystam z kierownictwa duchowego – wymienia Beata. Na co dzień jest katechetką w jednej ze szkół podstawowych w Olsztynie. – Staram się nie „bombardować” religijnie osób, z którymi pracuję. Część wie o moim wyborze i życiu. Niektórzy uczniowie pytają mnie o to, bo usłyszeli od kogoś, że jestem dziewicą konsekrowaną, a ja im chętnie odpowiadam. Staram się promieniować radością Bożą i gdy ktoś zwraca się do mnie o pomoc, staram się mu służyć. Wiele osób prosi mnie o modlitwę i widzę, że Pan Bóg chce mojej służby w formie modlitwy wstawienniczej. Zbieram te intencje, noszę w sercu i zapraszam w te sytuacje Boga i Maryję, a szczególnie zapraszam ich do szkoły – dodaje z uśmiechem Beata.

Gdzie ten Pan Bóg cię znalazł?

W diecezji posługuje dziś również ponad 200 sióstr zakonnych w 40 wspólnotach domowych, z czego dwa domy to klasztory kontemplacyjne. Pośród nich są członkinie Zgromadzenia Sióstr Franciszkanek Rodziny Maryi. – Pochodzę z malowniczej wsi przy samej granicy z Litwą, gdzie językiem polskim posługuje się mniejszość. Nawet w kościele w niedzielę jedna Msza św. jest po polsku, a dwie po litewsku, w tym Suma. Kiedy po pierwszych ślubach jechałam do domu rodzinnego z jedną z naszych sióstr, ona dziwiła się: „Gdzie ten Pan Bóg cię znalazł?”. Z tego, co pamiętam, od zawsze pragnęłam wszystkim czynić tylko dobro. W dzieciństwie nie troszczyłam się o siebie, ale zawsze w centrum był drugi człowiek. Priorytetem nie były nauka, zabawa, ale pomoc rodzicom. Dlatego Jezus pociągnął mnie za sobą – opowiada s. Lucyna Gibowicz RM. Na co dzień pracuje w wydziale ekonomicznym Kurii Metropolitarnej w Olsztynie i jest przełożoną wspólnoty. – Zachwyca mnie postać naszego założyciela św. Zygmunta Szczęsnego Felińskiego, a szczególnie jego zawierzenie Bożej opatrzności i oddanie Maryi jako Matce naszej rodziny zakonnej. Serce i dusza radują się, ilekroć staramy się tak żyć i udaje się nam to praktykować w codziennym życiu – dodaje s. Lucyna.

Kłótnia, szantaż, zwycięstwo

Najmłodszą wspólnotą, która pojawiła się na terenie Warmii, są siostry uczennice Boskiego Mistrza. Od niedawna w olsztyńskiej wspólnocie jest s. Magdalena. – Pochodzę z wsi Pilaszkowice z diecezji lubelskiej. Pan Jezus mnie od dawna ścigał i uważam, że moje powołanie to cud. Nie znałam żadnego zgromadzenia. W domu pobożność ograniczała się do święcenia pokarmów przed świętami. Jednak w dzieciństwie usłyszałam głos Jezusa, który mnie wzywał. Gdy rozpoczęłam średnią szkołę, zamieszkałam w internacie razem z pięcioma innymi dziewczynami. W pierwszą noc w pokoju po zgaszeniu świateł wszystkie cztery koleżanki uklękły do modlitwy, a ja leżałam na łóżku i zwyczajnie było mi głupio. Zaczęłam dzięki koleżankom chodzić do kościoła i modlić się. Jednak w IV i V klasie przestałam chodzić do kościoła, cały czas kłóciłam się z Jezusem. Chciałam by dał mi spokój – opowiada s. Magdalena PDDM. – Po szkole pielęgniarskiej zaczęłam szukać pracy z koleżankami i trafiłam do Częstochowy. Trzeba było gdzieś przenocować, a z mojej miejscowości w zgromadzeniu była jedna dziewczyna. Wiedziałam, że mogę spróbować tam znaleźć nocleg. Weszłam do kaplicy w naszym domu, zobaczyłam Jezusa na ołtarzu i wiedziałam, że to jest moje miejsce i muszę tam wrócić. Stwierdziłam jednak, że Jezus mnie szantażował: nie miałam pracy, ani męża, więc nie było wyjścia. I co się stało? W tym tygodniu dostałam propozycję pracy i jeden chłopak mi się oświadczył, więc pojawiła się możliwość wyboru. Oczywiście wybrałam pracę. Przygotowałam się do niej – uszyłam garsonkę, piękny czepek pielęgniarski. Poczułam jednak, że kogoś zdradziłam. Całą noc płakałam, a nad ranem, kiedy wzeszło czerwone słońce, powiedziałam Jezusowi: „Dobra, wygrałeś”. Poczułam w tym momencie niesamowity pokój serca. Chyba taki scenariusz mógł wymyślić tylko sam Bóg – opowiada s. Magdalena. W przyszłym roku będzie obchodziła 25. rocznicę ślubów zakonnych. – Moją misję w zgromadzeniu odkrywam jako posiadanie tych samych pragnień co Jezus, a On pragnie zbawienia człowieka. Jako pielęgniarka w zgromadzeniu pracowałam w szpitalach, domach emerytów dla księży i wiele razy zdarzyło mi się przyprowadzać kogoś do Jezusa. Rozmawiałam z pacjentami, a później wzywałam kapłana z Jezusem. Czasem bywam narwana i szybka, ale moim mottem jest, by nie żałować tego, że czegoś nie zrobiłam – dodaje siostra.

Serce Kościoła

Od 1997 r. w święto Ofiarowania Pańskiego obchodzony jest w Kościele Światowy Dzień Życia Konsekrowanego. Tego dnia siostry z różnych zgromadzeń spotykają się w olsztyńskiej katedrze i odnawiają swoje śluby. – Ten dzień jest przypomnieniem mojej decyzji. To stanięcie na nowo przed Jezusem z tym samym zapałem serca. To dla mnie powrót do korzeni i źródła. Spojrzenie na to, co za mną, ale także na to, co nowego przygotowuje mi Jezus. Spotykamy się wszyscy: siostry habitowe, ojcowie, kapłani. To wielkie bogactwo i za nie tego dnia dziękuję Bogu, że możemy odnaleźć się w różnorodności – mówi Beata. – Cieszę się, że ten dzień jest przeżywany w Kościele coraz bardziej świadomie. Zwykłym, sympatycznym znakiem tego dla mnie jest fakt, że otrzymuję z tej okazji coraz więcej życzeń. To mi uświadamia, że ludzie nas widzą. Tego dnia cieszę się z miejsca, które dał mi Bóg. Mam nadzieję, że forma życia konsekrowanego dalej będzie sercem Kościoła – dodaje s. Magdalena. – Dla mnie to dzień szczególnej wdzięczności i uwielbienia Boga za Jego dary, za łaskę powołania. Ta wdzięczność wyrywa się z mojego serca każdego dnia, bo cóż znaczy jeden dzień wobec tylu cudów, w których uczestniczę codziennie – wyznaje s. Lucyna. •

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL