Nowy numer 44/2020 Archiwum

Patrzcie Jezusowi w oczy

– Może trochę przywiodła mnie tu zwykła ciekawość, jak to jest: spędzić noc w kościele, modląc się, rozważając swoje życie. Każdemu to jest potrzebne – uważa Wiktoria.

To była wyjątkowa noc w seminarium. Młodzież z całej archidiecezji przyjechała na nocne czuwanie – Seminaryjną Odnowę Serc. – Staramy się trafić do ludzi młodych, a Pan Bóg działa w sobie znany sposób. Nasze przesłanie jest proste: Pan Bóg jest, On Cię kocha i realnie działa w życiu każdego z nas. Jako wspólnota seminaryjna pragniemy, by młodzi potrafili z Bogiem współpracować. On cały czas podaje nam rękę. Pytanie jest jedno: czy my jesteśmy zdolni na to odpowiedzieć? Wspólna modlitwa, rozmowy, adoracja Najświętszego Sakramentu są pomocą młodym, by odnaleźli Boga w swoim życiu – mówi kleryk Jędrzej Borejko.

Trzy poziomy wiary

Czuwanie rozpoczęło się od nieszporów. Później konferencję wygłosił ojciec duchowny ks. Paweł Kozicki.

– Można mówić o trzech poziomach wiary. Pierwszy to „wierzę w Boga”. Przejmujemy go od rodziców, z katechezy. Ale jest jeszcze inny poziom – „wierzę Bogu”. Muszę Mu zaufać, powinienem Go słuchać. To jest etap, kiedy zaczynam kroczyć za Jezusem, kiedy zaczynam na poważnie Go szukać. Jest jeszcze kolejny poziom – to rzeczywistość, o której kiedyś mówił bp Grzegorz Ryś, a on odkrył ją dzięki dominikaninowi, który stwierdził, że najwyższym poziomem wiary jest „wierzę ku Bogu”. Tak naprawdę wszystko, co w mojej rzeczywistości życia się dzieje, ma mieć jeden kierunek: ku Bogu. Nie ku sobie, a ku Bogu. Tu warto spojrzeć na wiarę apostoła Piotra w świetle fragmentu z Ewangelii Mateusza 16,13–23. On wyznaje wiarę w Jezusa. Piotr patrzy Jezusowi prosto w oczy i mówi: „Ty jesteś Mesjasz”. Ale kiedy Jezus zaczyna mówić o trudnych sprawach, że będzie wiele cierpieć, że zostanie zabity, Piotr przestaje Mu patrzeć w oczy, zaczyna patrzeć w siebie, w swoje lęki rodzące się na te słowa, i mówi: „Panie, niech Cię Bóg broni! Nie przyjdzie to nigdy na Ciebie”. Tak mężna wiara człowieka, któremu Jezus powiedział, że „Ty jesteś skała i na tej skale zbuduję Kościół mój”, rozsypuje się w drobny pył. Dwa różne momenty, zaufanie Bogu i myślenie na sposób Boży oraz spojrzenie w siebie i myślenie na sposób ludzki. Mam nadzieję, że młodzi będą jak najczęściej patrzeć Jezusowi prosto w oczy, bo to będzie budowało ich wiarę. W osobistej relacji z Bogiem ta wiara będzie się umacniać i dojrzewać – mówi ks. Paweł Kozicki.

Potrzebujemy tych spotkań

Młodzi przyjechali z różnych stron archidiecezji. – Jestem pierwszy raz na tym czuwaniu. Sporo słyszałam od znajomych, jak tu jest. Nie przyjechałam, bo „ksiądz kazał” – uśmiecha się Wiktoria z Kętrzyna. – Jestem tu już trzeci raz – mówi jej koleżanka Karolina. – Bardzo mi się podobało, więc kiedy pojawiły się ogłoszenia, że odbędzie się kolejna seminaryjna odnowa, bez wahania zdecydowałam się na przyjazd. Tu poznaje się wiele nowych osób. Poza tym czuję w sobie chęć umacniania swojej wiary i poświęcenia tego wieczoru Chrystusowi, modlenia się w swoich intencjach. Poza tym każdy ma swoje problemy, a tu można porozmawiać z księżmi, wyspowiadać się w salkach, które zamieniają się w konfesjonały. To jest dla mnie ważne – podkreśla Karolina.

– Wielu moich przyjaciół było na poprzednich edycjach SOS. Mówili mi o tych spotkaniach. Później zmotywował mnie ksiądz Kamil. Chciałbym przeżyć coś jakby „oświecenie duchowe”, czegoś doświadczyć. My, młodzi, potrzebujemy takich spotkań – mówi Krzysztof z Nidzicy. Jednym z ważniejszych dla młodych momentów SOS są grupy dzielenia. – Spotykam tu wielu wspaniałych młodych ludzi. Nawiązują się znajomości, nawet przyjaźnie. Pogłębiają się nasze rówieśnicze relacje, pogłębiają się relacje z Bogiem. To świetny czas. Duże znaczenie mają grupy dzielenia. Spotykasz się z ludźmi, których wcześniej nie znałeś, i rozmawiasz z nimi o sobie, o sprawach tkwiących gdzieś głęboko w sercu. To cię zmienia, widzisz sprawy z perspektywy innych, że ktoś inaczej to przeżywa, zaczynasz go rozumieć, a mówiąc, sam zaczynasz lepiej rozumieć siebie – podkreśla Marysia.

Tym razem młodzi rozmawiali o tym, co w ich sercach najbardziej choruje. – Wielu moich rówieśników prawie siebie nie akceptuje. To nas, młodych, ogranicza i unieszczęśliwia. Za mało kochamy samych siebie – podsumowuje Marysia.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama